http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Ja też chcę zobaczyć pośladki Szczepkowskiej!

Grzegorz Sroczyński
2010-02-22, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 10:54

Szczepkowska pokazuje pośladki, Lupa się obraża a Sosnowski zakłada w "Trójce" związki zawodowe - czyli przegląd prasy w poniedziałek

Grzegorz Sroczyński
Fot. Filip Klimaszewski / Agencja Gazeta
Grzegorz Sroczyński
Szczepkowska w trakcie spektaklu w "Dramatycznym" obnażyła pośladki. Zrobiła to w finałowej scenie przy słowach "Tu jeszcze dalej możesz iść". Podobno gest skierowany był w stronę reżysera Lupy. Uwielbiam takie doniesienia. Bo to rzadka okazja, kiedy plebejskie spotyka się z inteligenckim. Dwa odległe światy wpatrują się wreszcie zgodnie w ten sam punkt. Napisały o tym ochoczo zarówno tabloidy, jak i "Wyborcza". A może za pół roku - zgodnie ze swoim cyklem wydawniczym i refleksem - napiszą nawet "Zeszyty Literackie". Z komentarzem-wierszem Adama Zagajewskiego: "I żebyś raz jeszcze ujrzał wysoką gruszę, dumną matronę, która / Arystokratycznie oddawała nam swe doskonałe w kształcie owoce".

Niestety, doskonałych w kształcie owoców już nie ujrzymy. Pośladki Szczepkowskiej nie spodobały się bowiem reżyserowi Lupie i usunął aktorkę z przedstawienia. Cała ta afera jest podwójnie perwersyjna. Po pierwsze: bo tyłek pokazała Szczepkowska, która 20 lat temu ogłosiła w telewizji koniec komunizmu. Dumna matrona "Solidarności", jak wszyscy dotąd sądzili. Po drugie: bo usuwa ją za to akurat Lupa. Teatralny prowokator, spec od Witkacego, gdzie nie takie rzeczy się działy. Autor słów: "Nie jest aktorem ten, kto nie ma w sobie obszaru kompromitacji". Dziwne. Być może zaszkodził mu tytuł profesorski. Znajoma mi tłumaczy: nie chodzi o dupę, chodzi o typowe polskie obrażanie się. Chętnie wierzę.

W "Wyborczej" pod tytułem "Awantura o dupę?" Szczepkowską odpytuje Pacewicz. Aktorka tłumaczy swój gest. I podejmuje temat współczesnego teatru, który - jej zdaniem - nieco nam sparszywiał. Obok list Lupy. Zarzuca aktorce "paraliż partnerskiej relacji" oraz "brak prywatnego wkładu w postać". Czy może być bardziej prywatny wkład w postać?

Pogotowie jeździ, pacjent umiera

Przerażająca czołówka w "Wyborczej". 4 godziny i 15 minut - aż tyle średnio polskie pogotowie wiezie pacjenta z zawałem serca do specjalistycznego ośrodka. I wcale nie dlatego, że ośrodków tych jest za mało (sto w całym kraju!). Pogotowie na długim wożeniu pacjenta zarabia.

Dalej jest o tym, że chorych pogotowie wiezie najpierw do szpitala miejskiego. Bo jeśli to szpital następnie wezwie karetkę, żeby zwieźć chorego do specjalistycznego ośrodka, to NFZ zapłaci więcej.

I jeszcze: że w karetkach jest system do transmisji EKG. Wynik można wysłać do kardiologa w trakcie jazdy. I podjąć szybką decyzją. Ale się z tego prawie nie korzysta, bo po co.

I jeszcze: że pogotowie tłumaczy się przepisem, według którego chorego należy wieźć do najbliższego szpitala. Tyle że te same przepisy jasno mówią, że jeśli jest rozpoznanie zawału, to trzeba jechać do ośrodka specjalistycznego.

I jeszcze: że jeśli zabieg balonikowania zrobi się dwie godziny od zawału, to serce może wyjść z tego bez szwanku. Po czterech godzinach (właśnie tych czterech godzinach w kolejnych karetkach) martwica może objąć nawet 50 proc. tej części serca, którą zasilała zatkana tętnica; po sześciu - nawet 80 proc.

Jezu! W kraju, gdzie co kilka miesięcy na ulicę wychodzą tzw. obrońcy życia, gdzie 95 proc. osób deklaruje wiarę - mamy takie problemy. Złe przepisy? Jeśli ludzie są nieczułymi idiotami, to żadne nowe przepisy nie pomogą. Tak mi wstyd, okropnie wstyd. Drodzy czytający, tacy właśnie jesteśmy. Wszyscy jesteśmy pracownikami pogotowia, wożącymi chorych bez sensu od szpitala do szpitala. I wszyscy mamy nad sobą jakieś przepisy, którymi na sądzie ostatecznym będziemy się mętnie tłumaczyć.

"Trójka" będzie teraz mądra

Na koniec - tradycyjnie mój ulubiony temat, czyli media publiczne. Piszą o nich "Wyborcza" i "Rzepa". Nowy szef radiowej "Trójki" Sobala zabrał rozmowy z politykami dziennikarzom radiowym i oddał Karnowskiemu. - Bo Trójka musi być mądra - uzasadnił. Odsunięci dziennikarze pozostaną na etatach i nie będą mieli co robić. Tymczasem zarząd, odwołując dwa miesiące temu z funkcji szefa "Trójki" Magdę Jethon uzasadniał, że trzeba ciąć koszty, zwalniać ludzi. I że ona - jako osoba wywodząca się z zespołu - nie będzie w stanie tego robić. Teraz mamy piękny przykład cięcia kosztów przez nowego szefa. Protestuje zespół. Determinacja jest tak duża, że powstał nawet związek zawodowy. Założył go... Jerzy Sosnowski, który bardzo rozsądnie w dzisiejszej "Rzepie" tłumaczy, o co w tej całej zabawie chodzi.

"Teleekspress" bardziej lewicowy

Również w "Rzepie" uroczy tekścik o telewizji publicznej. "Wojna w medialnej koalicji PiS-SLD. Lewica usunęła Anitę Gargas, chce też zwiększyć swoje wpływy w Teleekspressie". O co chodzi? Podobno prawica zgodziła się po cichu na usunięcie prawicowej Gargas w zamian za równie ciche przyzwolenie lewicy na medialne wsparcie Kaczyńskiego w kampanii prezydenckiej. Jednak prezes Tejkowski (ale nie Bolesław!) zaprzecza: - Nie było żadnego "dilu". Ale dodaje: widzę pewną ekspansję kolegów z lewicy. "Anonimowy informator z TVP" mówi zaś tak: - SLD, nie mogąc przejąć "Wiadomości", chce położyć rękę na "Teleekspressie". Ma on ponad 6 mln widzów.

Bój ideowy troczy się też w TVP Info. Chodzi o program "Minęła dwudziesta" (zawsze mnie on cieszy, bo natykam się na niego w okolicach godz. 22). Lewica chce tam wprowadzić swoich ludzi. Itd. itp.

I jeszcze dzisiejsze czołówki:

"Wyborcza". ZAWAŁ PO POLSKU. Pisałem już o tym wyżej. Ciekawe, ważne, przerażające.

"Polska". WARSZAWA MÓWI STOP HARACZOWI. Radni woj. mazowieckiego chcą zaskarżyć do Trybunału Konstytucyjnego tzw. ustawę janosikową. Przewiduje ona wyrównywanie dochodów między biedniejszymi a bogatszymi regionami. Mazowsze musi więc oddać aż 950 mln. Ale... tyle nie ma, musi wziąć kredyt. Idiotyzm. Jest też wywiad z Dornem, który broni Kaczyńskiego przed hakowymi zarzutami Giertycha. Ale też dodaje: "Jeśli chodzi o lata 2005-2007 to Kaczyński naprawdę nic nie ma na sumieniu, ale używając języka insynuacji, sam sprawia, że odgrywa rolę głównego podejrzanego, szkodząc tym sobie i swojej partii. Od przegranych wyborów w 2007 roku coś mu się w głowie poprzestawiało". Ciekawe odkrycie.

"Dziennik". FIRMY IDĄ DO SĄDU PO UNIJNE PIENIĄDZE. Bo PARP-a spóźnia się z wypłatą przyznanych dotacji. A firmy wzięły kredyty (na swoją część wkładu), muszą je spłacać i nie mogą czekać.

"Rzepa". FIRMY CHCĄ OCHRONY PRZED CHIŃCZYKAMI. Zaniżają ceny, dlatego wygrywają - twierdzi branża budowlana. I chce przepisów, które utrudnią Chińczykom start w przetargach.

W "Naszym Dzienniku" i tabloidach - nuda, nic się nie dzieje.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    23 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':