- Ten salon nazywano myśliwskim. To dlatego, że w czasach ZSRR pasją kilku ambasadorów były polowania i tu wisiały trofea - opowiadał Jarosław Zieliński, varsavianista i redaktor miesięcznika "Stolica", który w sobotę oprowadzał po budynku. W czasach PRL podejmowano tu niejedną ważną decyzję dotyczącą naszego kraju.
Okazją do odwiedzin ambasady było święto dyplomacji rosyjskiej. - Nasz budynek owiany jest pewną aurą tajemniczości. Nie każdy tu może wejść. Teraz ten rąbek tajemnicy chcieliśmy uchylić - witał Władymir Grynin, ambasador Rosji w Polsce.
- A gdzie mieszkał Breżniew podczas pobytów w Polsce - pytali zwiedzający?
- Tego nie wiemy, ale w budynku jest apartament dla specjalnych gości - zdradził ambasador. Zaś Elena Bobryszewa, attaché kulturalna ambasady, dodała, że ma on ok. 400 m kw. powierzchni. Apartamentu jednak nie zobaczyliśmy.
- Ciekawe, czy są tu jakieś lochy? - zastanawiała się starsza pani.
- Przyszłam tu z czystej ciekawości. Tyle razy mijałam ten gmach i chciałam zobaczyć, jak jest w środku - mówiła z kolei Marta Bujakiewicz, słuchaczka Europejskiej Akademii Dyplomacji. Zaś jej kolega Karol Chymosz dodał, że chciał skorzystać z okazji, by porozmawiać o polityce zagranicznej z ambasadorem Federacji Rosyjskiej. Narzekali jednak, że wycieczka ograniczyła się wyłącznie do reprezentacyjnych pomieszczeń.
- To i tak robi wrażenie - oceniła pani Ewa, patrząc na imponującą amfiladę sal.
- Dotąd wnętrza budynku znałem jedynie z fotoreportażu zamieszczonego na łamach "Stolicy" w 1956 r. I muszę podkreślić, że od tamtego czasu ich wystrój nic a nic się nie zmienił. Zupełnie, jakby w tym miejscu zatrzymał się czas. Został nawet kartusz z herbem ZSRR - zauważył Jarosław Zieliński.
I rzeczywiście pomieszczenia pierwszego piętra to prawdziwy pomnik socrealizmu. Niektóre rozwiązania przypominają te z Pałacu Kultury. Inne zdają się socrealistyczną wariacją na temat architektury
wnętrz dawnych rezydencji książęcych czy magnackich. - Część elementów wystroju przywieziono tu z ZSRR, inne wykonywali polscy artyści i rzemieślnicy - mówił Zieliński. Uwagę przykuwały rzęsiście iluminowane mozaiki w centralnej rotundzie. Ciekawe, że przedstawiają jedynie trzy, nie zaś cztery pory roku. Brakuje jesieni.
Za to zima na mozaice jest prawdziwie rosyjska: srebrzysto-biała i śnieżna.
Budynek powstał w latach 1954-55 w pracowni twórców Pałacu Kultury i Nauki. Jego głównymi projektantami byli architekci Igor Jewgieniewicz Rożyn i Aleksandr Pietrowicz Wielikanow. - Gmach wykańczano jeszcze w 1956 r. i jest to zapewne ostatni monumentalny przykład socrealizmu w Polsce - podkreślał Zieliński.
- Naszą ambasadę zwiedziło ok. 200 osób w czterech grupach. Trwało to kilka godzin - podliczyła Elena Bobryszewa, a ambasador Władymir Grynin podkreślał, że sobotnie zwiedzanie to wydarzenie wyjątkowe. - To nasza inicjatywa. Nie słyszałem, by podobne dni otwarte urządzały inne placówki rosyjskie na świecie - chwalił się. Żeby się tu dostać, zwiedzający musieli się zapisywać na stronie internetowej www.rusemb.pl.
- Jesteśmy zaskoczeni życzliwością ze strony warszawiaków zwiedzających nasz budynek. Mam nadzieję, że zwiedzanie ambasady powtórzymy w przyszłym roku - zapowiedział z kolei rzecznik prasowy ambasady Andriej Karbowski.
Przeczytaj także: Polsko-serbska wojna o ambasadę. Przejmiemy ją siłą?