Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Nikt nie interesuje się ofiarami lichwiarzy Jestem obywatelką Austrii, ale urodziłam się w Polsce. Ponieważ moja firma wpadła w kłopoty, pożyczyłam 40 tys. zł na lichwiarskich warunkach, czyli z oprocentowaniem 10 proc. w skali miesiąca i 1 proc. za każdy dzień zwłoki od radcy prawnego.
Pożyczkę wzięliśmy w 2005 roku, najpierw na miesiąc, ale nie mieliśmy pieniędzy, więc spłacaliśmy jedynie odsetki, a kwota pozostawała. Firma nasza splajtowała. W 2007 r. dostaliśmy pierwsze wezwania do zapłaty 550 tys. zł. W 2008 r. zaczęły się sprawy w sądzie, sąd pierwszej instancji orzekł, że to lichwiarskie odsetki i nakazał nam zapłatę tylko 40 tys. plus odsetki ustawowe. Sąd apelacyjny orzekł jednak, że to niby jest lichwa, ale nie byliśmy w tzw. przymusowym położeniu (za takie uznaje się np. zagrożenie życia), i dlatego mamy oddać ponad pół miliona.
W 2009 r. zgłosiliśmy popełnienie przestępstwa - uprawiania lichwy i fałszowania weksli, ale nie zgodziła się z nami prokuratura lubelska, również odwołanie do sądu nie zmieniło naszej sytuacji.
Od listopada 2009 r. mamy na karku komornika, który żąda dziś już ok. 800 tys. zł. Codzienne odsetki wynoszą 520 zł.
Nie jestem w stanie spłacić lawinowo narastającego długu. Ostatnio dowiedziałam się, że radczyni prawna-lichwiarka wykorzystała wiele innych osób, nie tylko z Lublina.
Natasza P. Nawet jak masz dowody, prokuratura ci nie uwierzy W trudnej sytuacji finansowej wzięłam pożyczkę 50 tys. zł na 10 proc. w skali miesiąca zabezpieczoną wekslami, potem umową. Przez ponad dwa lata systematycznie płaciłam odsetki (co sprawiło, że spłaciłam już ponad 100 tys. zł - dwukrotność pożyczonej sumy). Przez ten czas lichwiarz wypompował ze mnie wszystkie pieniądze i narobiłam sobie jeszcze większych długów. A gdy w końcu nie było mnie stać na kolejną "ratę", poprosiłam o zmniejszenie odsetek na 5 proc., nie chciał o tym słyszeć. Powiedziałam wtedy, że koniec z płaceniem, bo przecież spłaciłam już dług ponad dwukrotnie i nie mam pieniędzy, by dalej płacić, w nieskończoność.
Wtedy zaczęły się groźby, że odwiedzą mnie Ukraińcy, połamią palce, to znajdę pieniądze, by dalej płacić.
Żyłam w strachu, byłam nękana telefonami. Kwota urosła do prawie 200 tys., pomimo ponad 100 tys. zapłaconych wcześniej.
Skierowałam sprawę do prokuratury przeciwko wyzyskowi, oszustwom i nielegalnej lichwie. Pomimo mocnych dowodów przeciw lichwiarzowi (nagrania rozmów, na których przyznaje, że pożyczka została spłacona ponaddwukrotnie, że on z lichwiarstwa żyje, że pożycza na tych zasadach - 10 proc. miesięcznie - wielu ludziom i nie można z nim wygrać) policja NIC nie zrobiła. Ograniczyła się do przesłuchania mnie, mojej rodziny i lichwiarza. On wszystkiemu zaprzeczył. Gdy policja otrzymała ode mnie nagrania z rozmowy, przesłano je do ekspertyzy, a sprawę zamknięto!
Samodzielnie podsuwałam policji dowody, adresy osób zamieszanych w proceder, numery telefonów... W zażaleniu, które złożyłam w prokuraturze przeciwko zamknięciu sprawy, zażądałam analizy dowodu (nagrań rozmów) oraz sprawdzenie billingów telefonicznych. Sprawa wróciła na policję, która otwarcie przyznała, że musi ponownie szybko ją zamknąć, bo zależy jej na statystykach!
Lichwiarz mówi, że zna różnych ludzi, i nawet na policji zeznał, że cokolwiek nie powiem, on i tak ma sprawę z góry wygraną
Marzena M.