Wciąż pokutuje - również w mediach - przekonanie, że sieć kradnie nam czas, że odcina od rzeczywistości. Naukowcy już tak nie myślą. Nie ma przeciwieństwa "realne-wirtualne". Po drugiej stronie, przy innym komputerze siedzi inny człowiek. Kolega, który zapytał mnie, co to takiego Facebook, kiedy mu wytłumaczyłam, jak działa serwis społecznościowy, mądrze stwierdził: "aha, to twój świat". Tam są moi przyjaciele, znajomi. Rozmawiamy, wymieniamy linki do artykułów, zdjęcia, filmy. Dzielimy się tym, co naszym zdaniem zasługuje na uwagę. Kłócimy się i kochamy. Żyjemy. A i tak najbardziej lubimy spotykać się "w realu".
Raport
„Młodzi i media” , który na naszych łamach podsumowuje Mateusz Halawa, pokazuje świat, w którym sposób komunikowania się i korzystania z kultury zmienił się diametralnie. Dla polskich licealistów wszystko jest w zasięgu ręki. Miłośniczka Herzoga ma wszystkie jego filmy. Ściągnięte z sieci. Nie przeszkadza jej, że w jej mieście nie ma dyskusyjnego klubu filmowego. Należy do klubu skupiającego tysiące miłośników twórczości reżysera - internetowego forum.
Adam Leszczyński pisze o innym aspekcie naszego nowego społecznego życia - grodzonych osiedlach. Socjolog Jacek Gądecki napisał o nich fascynującą książkę. Tu mowa nie o łączeniu, ale o dzieleniu. Na początku wolnego rynku zachwyciliśmy się nimi, nie zdając sobie sprawy, że to znak urbanistyczno-społecznej choroby. Braku wiary w państwo (które w powszechnym poczuciu nie jest w stanie zapewnić obywatelom bezpieczeństwa), nieufności wobec innych, wyścigu o prestiż. W zamkniętych osiedlach więzy sąsiedzkie są zredukowane do minimum, od świata zewnętrznego oddziela nas szlaban przy wejściu. Pocieszające, że - jak pisze Leszczyński - jesteśmy ich wad coraz bardziej świadomi.
No to przyjąć do znajomych tego Fryderyka, czy nie? Nie znam człowieka...