http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Dożywocie dla majora rosyjskiej milicji

Wacław Radziwinowicz, Moskwa
2010-02-19, ostatnia aktualizacja 2010-02-19 17:42

Denis Jewsiukow, 33-letni major milicji, dostał wczoraj dożywocie za to, że w kwietniu 2009 r. w moskiewskim sklepie nocnym zabił dwie osoby i ciężko ranił dziewięć innych

29 lutego 2008 r., Moskwa. Dmitrij Miedwiediew odwiedza siedzibę MSW. Milicjanci prezentują się w historycznych mundurach, stojąc pod portretami byłych szefów resortu.
Fot. Dmitry Astakhov AP
29 lutego 2008 r., Moskwa. Dmitrij Miedwiediew odwiedza siedzibę MSW...
Moskiewski Sąd Miejski stwierdził, że były szef komendy dzielnicowej w moskiewskim Carycynie z ukradzionego z magazynów milicyjnych pistoletu zastrzelił przypadkowego kierowcę, który w nocy z 26 na 27 kwietnia podwoził go pod sklep, a potem także kasjerkę. Major, który wcześniej obchodził hucznie swoje 32. urodziny, strzelał do wszystkich klientów sklepu, którzy nawinęli mu się pod lufę. Dziewczęta starał się trafiać w twarze, chłopcom celował w krocze. A kiedy obezwładnił go wezwany patrol, mówił: - Szkoda, że miałem tylko pistolet. Z kałasznikowem byłoby weselej.

Przed sądem przyznał się tylko do tych wyczynów, które zarejestrowały kamery w sklepie. Twierdził, że kierowcy nie zabił. Tłumaczył, że nie pamięta wydarzeń fatalnej nocy i nie potrafi wyjaśnić, dlaczego strzelał do nieznanych ludzi.

Wyczyny Jewsiukowa wstrząsnęły Rosją. W oczach rodaków stał się on "twarzą milicji", symbolem rozkładu i degradacji struktur siłowych kraju.

Jak pisały gazety, Jewsiukow już w dzieciństwie miał problemy z psychiką. Dzikie wybryki zdarzały mu się i wtedy, kiedy został oficerem - mimo to robił błyskotliwą karierę. Szybko uzyskał stopień i stanowisko szefa komendy w bardzo bogatej dzielnicy Moskwy, a dzięki łapówkom mógł dostatnio żyć. Jego koledzy twierdzili, że awansował, bo dzielił się z przełożonymi nielegalnymi dochodami.

Kiedy trafił do aresztu, nocą przyjechał do niego sam gen. Władimir Pronin, szef moskiewskiej milicji. Próbował bronić podwładnego i opowiadał dziennikarzom, że jest on wzorowym oficerem. Prezydent Dmitrij Miedwiediew zaraz po tragedii zdymisjonował Pronina.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':