http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Atak na Google'a wyszedł z dwóch chińskich uczelni

d
2010-02-19, ostatnia aktualizacja 2010-02-19 15:55

Przed siedzibą Google'a w Pekinie
Przed siedzibą Google'a w Pekinie
Fot. Vincent Thian AP

Amerykanie są zdumieni. Wyśledzili, że ataki na Google i kilkanaście innych amerykańskich firm zostały m.in. dokonane w ubiegłym roku z komputerów dwóch chińskich uczelni - pisze dzisiejszy New York Times. W jednej z nich zajęcia z informatyki prowadzi profesor z Ukrainy.

Źródła związane ze śledztwem powiedziały gazecie, że włamania do amerykańskich systemów komputerowych, które miały na celu kradzież tajemnic handlowych, kodów źródłowych oraz przechwycenia kont mailowych chińskich dysydentów, rozpoczęły się w już w kwietniu ub. roku. Skąd wyszły? Próbują to ustalić eksperci od bezpieczeństwa w sieci, wśród nich śledczy z Narodowej Agencji Bezpieczeństwa USA, najlepszej w tej dziedzinie tajnej służby. Jak pisze "NYT", do niedawna ślady prowadziły tylko do serwerów na Tajwanie.

Jednak z Chin

Ostatnie odkrycia są jednak zaskakujące. Przełomem okazało wyśledzenie, że ataki na jednego z dostawców uzbrojenia dla amerykańskiej armii zostały przeprowadzone z elitarnego uniwersytetu Jiaotong w Szanghaju oraz z nowoczesnej uczelni zawodowej w Lanxiang.

Uniwersytet Jiaotong ma jeden z najlepszych w Chinach wydziałów komputerowych. Kilka tygodni temu jego studenci wygrali międzynarodowy konkurs programowania komputerowego organizowany przez IBM, "Battle of the Brains" (Bitwa Mózgów), pokonując m.in. zespoły z uniwersytetu Stanforda i czołówki uniwersytetów świata.

Lanxiang, w prowincji Shandong we wschodnich Chinach, to spora uczelnia zawodowa, która kształci specjalistów komputerowych m.in. dla wojska. Sieć komputerowa tej szkoły jest zarządzana przez Baidu, wyszukiwarkę chińską, która konkuruje z Google (w Chinach wygrywa zdecydowanie).

Trzy wersje

Część analityków amerykańskich uważa, że uczelnie są przykrywką dla operacji chińskich służb rządowych. Inni, że być może zostały użyte do zamaskowania operacji prowadzonej przez jeszcze inne państwo. Jeszcze inne hipotezy wskazują, że być może mamy do czynienia ze szpiegostwem przemysłowym na dużą skalę.

Zdaniem znawców chińskich "zbrojeń" online, Chińczycy używają niezwykle rozproszone sieci, praktycznie uniemożliwiające ustalenie źródła ataku. "New York Times" cytuje Jamesa C. Mulvenona, dyrektora Ośrodka Badań i Analiz Wywiadowczych w Waszyngtonie: - USA używają do szpiegostwa online wyłącznie agencji wywiadowczych, natomiast Chiny często wykorzystują do tego ochotników, "hakerów patriotów".

Chiny: Sprawdzimy czy to prawda

- Zaalarmowaliśmy stosowne komórki i wszczynamy własne dochodzenie - mówi Liu Yuxiang, szef wydziału propagandy komitetu partyjnego uniwersytetu Jiaotong.

A jeden z wykładowców w School of Information Security Engineering tego uniwersytetu w wywiadzie telefonicznym z "NYT" przyznał, że jego studenci często włamują się na zagraniczne strony. - To normalne. Prosił jednak by nie podawać jego nazwiska z obawy przed represjami. Przypuszcza on, że możemy mieć do czynienia z całkowicie prywatną akcja jednego czy dwóch studentów. Ale może też być, że jeden z adresów IP (unikalny kod konkretnego komputera) uniwersytetu został użyty przez zewnętrznego hakera, "co się często zdarza".

Na uczelni zawodowej w Lanxiang zaprzeczono jakimkolwiek związkiem z atakiem na amerykańskie firmy. Odmowiono też potwierdzenia, czy ukraiński profesor wykłada tu nauki komputerowe.

Dziekan wydziału informatyki zapewniał, że "to niemożliwe by zrobili to nasi studenci. To absolwenci szkół średnich i daleko im do takich umiejętności. A nikt z zewnątrz nie może przedostać się do szkoły".

Potwierdził jedynie, że co roku pięciu absolwentów wydziału informatyki idzie do pracy w armii.

Raport z października 2009 r. o chińskim potencjale wojny informatycznej przygotowany przez amerykańską firmę zbrojeniową Northrop Grumman wskazał na sześć regionów, w których wojsko chińskie angażowało się w ataki na zagraniczne sieci komputerowe. Wśród nich jest region, w którym znajduje się uczelnia w Lanxiang.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':