http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Prof. Małgorzata Fuszara o parytetach

wyborcza.pl
2010-02-18, ostatnia aktualizacja 2010-02-18 20:02

Wystąpienie Prof. Małgorzaty Fuszary, sprawozdawczyni obywatelskiego projektu ustawy o paryteteach podczas I czytania projektu w Sejmie

prof. Małgorzata Fuszara, socjolog
Fot. RADOSLAW BUGAJSKI
prof. Małgorzata Fuszara, socjolog
ZOBACZ TAKŻE
Pani Marszałek, panie posłanki i panowie posłowie,

Mam zaszczyt, w imieniu Kongresu Kobiet, przedstawić dziś propozycję zmian w prawie wyborczym, które polegają na wyrównaniu szans kobiet i mężczyzn w wyborach. Kongres Kobiet kontynuuje w ten sposób tradycję i działania Zjazdów Kobiet organizowanych pod koniec XIX i w początkach XX wieku1 przez organizacje kobiece, przede wszystkim przez Związek Równouprawnienia Kobiet Polskich.

Organizacje te zgłaszały, jako swój główny postulat, uzyskanie przez kobiety praw wyborczych, a wypracowana podczas tamtych zjazdów formuła "bez różnicy płci" stała się częścią ordynacji wyborczej z 1918 roku, a następnie weszła do Konstytucji Marcowej z 1921 roku.

Mamy nadzieję, że tak jak stało się w przypadku ówczesnych postulatów, również obecnie wypracowane przez Kongres Kobiet propozycje wprowadzenia parytetu staną się częścią polskiego prawa.

Kongres Kobiet, który w czerwcu 2009 roku zgromadził kilka tysięcy uczestniczek, jako swój główny postulat przyjął wprowadzenie zasady 50% procentowej, a więc równej, reprezentacji kobiet i mężczyzn na listach wyborczych.

Pani Henryka Krzywonos, która została przez Kongres uznana za Kobietę ostatniego XX-lecia, odczytując ten postulat stwierdziła, że proporcja ta powinna wynosić 51 do 49%, a więc taka, jak kształtuje się udział każdej z płci w całym społeczeństwie. Odwołała się tym samym do zasady reprezentacji ilościowej, która w teoriach demokracji i literaturze politologicznej oznacza, że "kobiety (i mężczyźni - MF) stanowią w ciałach podejmujących decyzję taką proporcję, jaką stanowią wśród członków społeczeństwa" (Lovenduski 2005: 17). My proponujemy jednak proporcje równej reprezentacji na listach wyborczych.

Dlaczego proponujemy takie rozwiązanie prawne?

Wynika to przede wszystkim z faktu, że za równością praw nie idzie ciągle w Polsce, jak zresztą w wielu innych krajach, równość szans.

Taką sytuację przewidywał zresztą wielki socjolog prawa, profesor Leon Petrażycki, który w swojej mowie na rzecz przyznania kobietom praw wyborczych m.in. stwierdził: „gdyby nasze wnioski, tyczące się udziału kobiet w rządach, w służbie państwowej, w przedstawicielstwie narodowym itd. stały się prawem, to naiwnością byłoby sądzić, jakoby na podstawie tych praw powstać mogła dla kobiet rzeczywista równość w dziedzinie administracji, przedstawicielstwa narodowego itd. Stare przesądy, egoistyczne interesy przedstawicieli płci uprzywilejowanej i inne przeszkody będą jeszcze długo, najsilniej w początkach, przeszkadzały w osiągnięciu nie tylko pełnej równości i sprawiedliwości, ale nawet niejakiemu przybliżaniu się do nich”. (L. Petrażycki: O prawa kobiet)

Te prorocze słowa, chociaż wypowiedziane ponad sto lat temu, nic nie straciły na aktualności, czas więc najwyższy, aby taką sytuację zmienić i podjąć konkretne działania w celu osiągnięcia rzeczywistej równości kobiet i mężczyzn, która w tym przypadku oznacza stworzenie kobietom równych szans na udział w służbie państwowej, w przedstawicielstwie narodowym.

Obecna sytuacja w Polsce

O tym, że ta nierówność w Polsce jest rażąca świadczą twarde dane statystyczne. Kobiety w ostatnich wyborach do Sejmu stanowiły na listach wyborczych tylko 23%, wszystkich osób kandydujących i często umieszczane były na dalekich, nie dających praktycznie szans na wybór, miejscach.

Przypomnieć trzeba, że do 2001 roku odsetek ten był jeszcze niższy (tylko kilkanaście procent, w 1997 - 16%), a skokowy wzrost (do 22- 23%) nastąpił dopiero w 2001 roku, po przyjęciu przez niektóre partie polityczne systemu kwotowego.

Było to wówczas równoczesne z powstaniem i działalnością Przedwyborczej Koalicji Kobiet, która ze strony kobiecych organizacji pozarządowych wspierała kobiety-kandydatki a przede wszystkim zasadę wyrównywania szans kobiet i mężczyzn w wyborach, bez względu na opcję polityczną .

Ten skokowy wzrost udziału kobiet na listach kandydatów i kandydatek pociągnął za sobą wzrost udziału kobiet w Sejmie. Podczas gdy od 1989 r. do 2001 roku kobiety stanowiły w Sejmie tylko z 13% wszystkich parlamentarzystów, (z obniżeniem do niespełna 10% w kadencji 1991-1993) to w 2001 roku ich udział wynosił już 20%. Przy okazji warto też zauważyć, że nierówność występuje też jeśli weźmiemy pod uwagę wysokie pozycje w Sejmie: Pani marszałek jest wyjątkiem - w prezydiach i Sejmu i Senatu kobiety są wyjątkami. Są zupełnymi wyjątkami także jako przewodniczące komisji - w Sejmie tylko trzy kobiety przewodniczą komisjom stałym (a to stanowi tylko 12%), nie przewodniczą żadnej komisji nadzwyczajnej. W Senacie żadnej komisji nie przewodniczy kobieta.

Niestety odsetek kobiet w Sejmie od 2001 roku aż do dziś nie zwiększył się i nadal utrzymuje się na poziomie 20 procent. Warto też dodać, że nawet jeśli kobiety znajdą się na listach wyborczych to nie mają równych z mężczyznami szans w kampaniach wyborczych. Badania przedwyborczych kampanii telewizyjnych pokazują, że zarówno postacie kobiet są tam rzadziej pokazywane niż postacie mężczyzn, jak i - przede wszystkim - na wypowiedzi kobiet przeznacza się rażąco mniej miejsca niż na wypowiedzi mężczyzn. I tak np. podczas kampanii wyborczej w 2001 roku na wypowiedzi kobiet partie polityczne przeznaczały kilka procent czasu antenowego, na wypowiedzi mężczyzn -ponad 90% czasu antenowego (Fuszara 2006: Kobiety w polityce). Dystrybucja czasu antenowego jest nierówna, dająca mężczyznom nieporównanie większe niż kobietom szanse na wypromowanie swojej kandydatury. Kampania telewizyjna jest jeszcze mniej sprzyjająca kobietom niż ich udział na listach wyborczych.

Tak wiec dotychczasowe doświadczenie pokazuje, że mechanizmy wewnątrzpartyjne nie są wystarczającym środkiem dla wyrównania szans kobiet i mężczyzn w wyborach powszechnych, konieczne jest sięgnięcie do nowych rozwiązań prawnych. Zauważyć to można zwłaszcza, gdy porównamy udział kobiet w parlamencie w Polsce z innymi krajami - jest on w Polsce zdecydowanie niższy niż w wielu innych krajach.

Na liście Inter-Parliamentary Union zajmujemy 68 miejsce (na ponad 180 krajów) pod względem udziału kobiet w izbach niższych parlamentów, a biorąc tylko pod uwagę kraje członkowskie Unii Europejskiej - zajmujemy miejsce mniej więcej w połowie listy -(dzielimy miejsce 14-15 z Luksemburgiem). Od unijnej czołówki dzieli nas jednak przepaść. O ile Maltę zajmującą ostatnie w UE ,pod tym względem, miejsce dzieli od nas niecałe 11 % (Malta - 8,7%), o tyle nas od mającej najwyższe odsetki Szwecji dzieli aż ponad 26% (Szwecja 46,4 %) , od zajmującej drugie miejsce w UE Holandii dzieli nas 22% (Holandia - 42%), a więc nasz dystans do liderów jest ogromny. Gorzej jeszcze przedstawia się udział kobiet w Senacie , który w ostatnich latach znacząco w Polsce spadł do 8 % Wyróżnia nas to niekorzystnie na tle innych krajów Unii Europejskiej; w żadnym bowiem innym kraju UE nie zdarzyło się w ostatnich latach, żeby reprezentacja kobiet w izbach wyższych spadła.

Uzasadnienie dla wprowadzenia zasad równej reprezentacji

Są trzy typy uzasadnień pokazujących dlaczego ważna jest równa reprezentacja kobiet i mężczyzn. Pierwszy z przytaczanych argumentów odwołuje się do sprawiedliwości - już Leon Petrażycki stwierdzał, że konieczność zapewniania równych praw kobietom jest tak oczywista, że nie wymaga od zwolenników dowodu, lecz wychowania tych, którzy problemu nie rozumieją. Podobne argumenty znajdujemy w obecnej debacie - równy dostęp do stanowisk uważany jest za sprawę oczywistą i nie wymagającą uzasadnienia. Uzasadnienie powinno być przedstawione przez adwersarzy, którzy twierdzą, że prawidłowa jest sytuacja, w której grupa stanowiąca statystyczną mniejszość (mężczyźni) stanowi przygniatającą większość wśród osób sprawujących władzę. Konieczność zmiany tych proporcji poprzez wyrównanie szans żadnego dowodu nie wymaga.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':