Dotyczyłoby to wszystkich oprócz osób podlegających lustracji. Wczoraj Arkadiusz Rybicki (PO) złożył taką autopoprawkę do nowelizacji ustawy o
IPN, którą PO złożyła w Sejmie w grudniu.
O poprawkę apelował w środowej "Gazecie" w liście do Rybickiego publicysta Tomasz Wołek. Argumentował, że bezpieka chętnie zbierała na opozycję "haki" obyczajowe, więc w "teczkach" roi się od informacji - prawdziwych i zmyślonych - o tym, kto pije i kto z kim sypia.
- Autopoprawka przywraca dotychczasowy przepis pozwalający osobom inwigilowanym zastrzec dokumenty ze swojej teczki na czas do 50 lat od ich wytworzenia - powiedział "Gazecie" Rybicki. - Nie zdecydowaliśmy się jednak przywrócić drugiego zapisu, który pozwala zastrzec tylko pochodzenie etniczne lub rasowe, przekonania religijne, wyznanie, zdrowie i stan majątkowy. Eksperci, z którymi się konsultowaliśmy, powiedzieli, że ilość takich informacji w aktach jest śladowa. Poza tym do teczek osób niesprawujących funkcji publicznych mają dostęp tylko badacze i dziennikarze - i oni będą ponosić odpowiedzialność za sposób, w jaki wykorzystają informacje.