Administrowane od 1999 r. przez ONZ Kosowo ogłosiło niepodległość 17 lutego 2008 r., a tuż potem uznały ją wszystkie kraje Unii prócz: Hiszpanii, Rumunii, Słowacji, Grecji i Cypru.
- Czas zakończyć okres tej niepewności. Mieszkańcy zachodnich Bałkanów nie mogą budować swej przyszłości bez potwierdzenia granic swych państw przez całą UE - apelowała przedwczoraj Ulrike Lunacek, sprawozdawczyni Parlamentu Europejskiego ds. Kosowa.
Deklaracja Lunacek stała się pretekstem do dyplomatycznej burzy w Brukseli, bo Hiszpanie publicznie odparli austriackiej europosłance, że przyszłości "nie powinno budować się na łamaniu prawa międzynarodowego". Madryt za pośrednictwem swego ambasadora w Serbii wezwał ponownie do rozstrzygnięcia konfliktu między Serbami i Kosowianami za pomocą dwustronnych negocjacji. Sprowadzałoby się to do uznania, że deklaracja niepodległości Prisztiny jest odwoływalna.
Nerwowość wokół Kosowa narasta w związku z trwająca rozprawą przed ONZ-owskim Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, gdzie
Serbia próbuje przekonać sędziów, że ogłoszenie niepodległości Kosowa narusza prawo międzynarodowe dopuszczające zmianę granic wyłącznie za zgodą obu stron. Serbski
MSZ zapowiedział przed kilkoma dniami, że po ogłoszeniu wyroku trybunału będzie domagać się zwołania nadzwyczajnej sesji ONZ. Prokosowska "piątka", czyli
USA,
Wielka Brytania, Niemcy, Francja i
Włochy, ostrzegła Serbów przed "awanturniczymi działaniami".
- Jakie awanturnictwo? Mówimy o przyszłym wyroku międzynarodowego sądu i obradach ONZ. Zamykanie ust Serbom to cynizm - mówi jeden z hiszpańskich dyplomatów. Opór Hiszpanów czy też Greków wobec jednostronnej secesji Kosowa bierze się z ich lęku przed stworzeniem europejskiego precedensu, który w przyszłości mógłby ułatwić podział Cypru (jego część zajmuje nieuznawana przez społeczność międzynarodową Republika Turecka Cypru Północnego) lub np. ogłoszenia niepodległości Kraju Basków.
Wewnątrzunijny spór o Kosowo, który wbrew pierwotnym oczekiwaniom nie wygasa z upływem czasu, nie tylko kładzie się cieniem nad planami przyszłej akcesji całych Bałkanów zachodnich do Unii, ale też podaje w wątpliwość - o ile nie ośmiesza - ideę wspólnej polityki zagranicznej UE.
Szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton podróżuje właśnie teraz po Bałkanach i dziś odwiedzi Serbię oraz Kosowo. Jak tłumaczą jej współpracownicy, to nie brak doświadczenia czy charyzmy Brytyjki sprawia, że nie może ona składać tam żadnych konkretnych deklaracji, skoro za jej plecami o Kosowo kłócą się Hiszpanie, Francuzi i Brytyjczycy, a Unia w przewidywalnej przyszłości nie wypracuje w tej sprawie wspólnego stanowiska.