W czwartek po godz. 10 sejmowa komisja śledcza ds. nacisków rozpoczęła przesłuchanie Kaczyńskiego. Zanim posłowie zadali pytania były premier zrobił im repetytorium z "filozofii politycznej PiS". W sześciu punktach - od walki z ideologią "permisywizmu", przez niezgodę na "immunitety" dla kogokolwiek, na zdecydowanej walce z "potężnymi grupami interesów" kończąc. Przypomniał nieco zapomniany język i tezę: że sprzeciw "potężnych grup interesów" wykorzystano w 2007 r. w kampanii przeciwko rządowi. Jego częścią była "medialna kampania tworzenia zagrożeń". Efektem zaś m.in. powołanie komisji śledczej.
Czy Kaczyński zbierał haki? Pierwsze pytanie - posła Krzysztofa Matyjaszczyka (
SLD) - "czy pan zbierał haki na polityków opozycji" wprowadziło nas w klimat poprzedniego dnia. W środę o hakach zbieranych przez Kaczyńskiego mówił wicepremier w jego rządzie
Roman Giertych. Według Giertycha Kaczyński miał nawet rozpatrywać scenariusz aresztowania żony Grzegorza Schetyny (PO).
Kaczyński - jak w środę - odparł: - Wypowiedzi pana Giertycha są stekiem kłamstw. Nie było żadnych teczek na polityków, rozmów o żonach takiego, czy innego polityka. Spotkamy się w sądzie.
Wcześniej być może przed komisją śledczą. Matyjaszczyk od razu złożył wniosek o przesłuchanie Giertycha. Poseł Leszek Deptuła (
PSL) mówi "Gazecie": - Aż się prosi o konfrontację tych panów przed komisją.
W tym samym wątku - inwigilacji polityków - Kaczyński ciągnął: - Nie było działań by zaatakować konkretnego człowiek. Nie obowiązywała zasada "dajcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf". Nikt nie podejmował działań by zwalczać opozycję metodami
policyjnymi i prokuratorskimi. Co się dzieje dziś - dodał prezes PiS. Ale nie powiedział jakie śledztwo ma na myśli.
Czy Kaczyński naciskał na zarzuty dla brata Leszka Millera? Robert Węgrzyn (PO) powołując na zeznania krakowskiego prokuratora Marka Wełny pytał Kaczyńskiego: czy podległy mu szef ABW Bogdan Święczkowski naciskał, by w śledztwie dotyczącym mafii paliwowej zarzuty stawiać przyrodniemu bratu Leszka Millera - Sławomirowi oraz politykowi SLD Jackowi Piechocie? - Nic o tym nie wiem - odpowiadał Kaczyński. - Czy miał pan świadomość, że szef ABW groził Wełnie, że jeśli nie postawi zarzutów on "rozpier... ten cały Kraków"? - cytował dalej Węgrzyn. - Cały Kraków? - zakpił Kaczyński. - Nie miałem żadnej wiedzy o jaki nadużyciach pana Święczkowskiego jako szefa ABW.
Były premier nic nie wiedział także o podsłuchiwaniu mec. Wojciecha Brochwicza (jest o to śledztwo). Za brak zarządzenia premiera (wydane zostało z rocznym opóźnieniem) dotyczącego legalizacji dokumentów, którymi w działaniach operacyjnych już zaczęli się posługiwać agenci CBA, zdaniem Kaczyńskiego odpowiada "jakiś urzędnik". Kto za brak nadzoru nad urzędnikiem - nie dowiedzieliśmy się.
Co Kaczyński sądzi o Kaczmarku? - Czy wiedział pan o działaniach CBA na Sardynii? - pytał poseł Deptuła (chodziło o poszukiwanie biznesmena Ryszarda Krauzego, to motyw jednego ze śledztw dotyczącego CBA). - W związku z czym? - odpowiedział pytaniem Kaczyński. A gdy padło następne: o telefon Krauze do jego brata, prezydenta Lecha Kaczyńskiego, w chwili, gdy ABW robiła u biznesmena przeszukanie, Kaczyński odparł: - W ogóle sobie tego nie przypominam. Zresztą pan prezydent jest człowiekiem otwartym, wiele osób ma jego komórkę.
Podobnie szczegółowych pytań było niewiele. Za to z inicjatywy posła Deptuły dowiedzieliśmy się, co prezes PiS myśli o Januszu Kaczmarku (szefie
MSWiA w jego rządzie). - To człowiek bardzo inteligentny, a dziś oceniam, że także bardzo przebiegły.
Przypomnijmy, że latem 2007 r. Kaczmarek podejrzewany o przeciek w tzw. aferze gruntowej, został zdymisjonowany i zaczął opowiadać o nieprawościach w rządzie Kaczyńskiego. Jego relacja wyznaczyła tematykę prac komisji naciskowej. - Już wcześniej nad jego głową wisiały czarne chmury, nawet gdyby nie było sprawy przeciekowej zostałby odwołany - mówił były premier. A zapytany wprost czy jest przekonany, że to Kaczmarek jest winny przecieku w aferze gruntowej, ostrzeżenia Andrzeja Lepera, odparł: - Tak.