Rozmowa z prof. Jackiem Jassemem onkologiem Elżbieta Cichocka: Dziś posłowie rozstrzygną, jaki kształt przyjmie ustawa antytytoniowa. Komisja zdrowia opowiedziała się za zakazem palenia we wszystkich lokalach gastronomicznych. Wniosek mniejszości zakaz łagodzi - w większych lokalach można by wydzielić strefy dla palących i niepalących, a w mniejszych dać do wyboru właścicielowi, czy wolno, czy nie wolno palić. Razem z kilkudziesięcioma innymi znanymi profesorami medycyny wystosował pan apel do parlamentarzystów, by przyjęli restrykcyjną wersję ustawy. Dlaczego tak nas nie lubicie?
prof. Jacek Jassem: - Jestem onkologiem od 35 lat i większość moich chorych to palacze papierosów, więc muszę ich lubić tak jak innych chorych. Można by paradoksalnie twierdzić, że mam konflikt interesów, bo utrzymuję się z leczenia nowotworów. Ale czy lekarz może stawiać na jednej szali wygodę palacza, a na drugiej ludzkie życie?
W Polsce z powodu biernego palenia umiera rocznie prawie 9 tys. osób, w tym ok. 2 tys. to niepalący. W ciągu czterech godzin spędzonych na dyskotece młody człowiek wdycha więcej dymu niż w ciągu miesiąca przebywania w domu z osobą palącą.
Ale przecież niepalący mogą chodzić tam, gdzie jest zakaz palenia.
- Głównie do barów mlecznych. Kilka razy w miesiącu przyjeżdżam służbowo do Warszawy. Kolację w hotelu zamawiam do pokoju, bo w restauracji nie można oddychać. W takich restauracjach kelnerzy i barmani spędzają po kilka godzin dziennie. Oni też mają prawo do pracy w środowisku wolnym od dymu tytoniowego.
Właśnie oni nie chcą całkowitego zakazu palenia. Boją się spadku obrotów.
- Przykład Irlandii, która już w 2003 r. wprowadziła zakaz palenia we wszystkich lokalach, włącznie z pubami, a także wielu innych krajów, pokazuje, że są to płonne obawy. Zakaz nie doprowadził do upadku gastronomii, natomiast doprowadził do spadku liczby zawałów serca o 11 proc.
To tragiczne, że w całej debacie publicznej na temat zakazu palenia mówi się o wolności, o prawie wyboru, a brakuje argumentów zdrowotnych. Wypowiada się np. redaktor naczelny "Playboya", a nie słychać głosu lekarzy.
Zakaz palenia w lokalach to nie ograniczenie wolności właściciela lokalu. On nie może też decydować, czy ma przestrzegać reżimów sanitarnych, czy je ignorować. Mądre rządy chronią obywateli przed niepotrzebną utratą zdrowia i życia, wprowadzając np. obowiązkowe szczepienia ochronne, obowiązek zapinania pasów w samochodach czy przepisy sanitarne.
Dzisiaj wiemy o szkodliwości palenia dostatecznie dużo, by chronić ludzi przed wdychaniem trujących substancji. Już w połowie krajów UE obowiązuje całkowity zakaz palenia w lokalach publicznych.
Nie możemy wybrać wyjścia kompromisowego, jak w Hiszpanii?
- Wiceprzewodnicząca sejmowej komisji zdrowia posłanka Beata Libera-Małecka podała przykład Hiszpanii jako rozwiązanie modelowe. Świadczy to o jej niekompetencji. Tam rzeczywiście restaurator może wybrać, czy w jego lokalu się pali, czy nie. I
Hiszpania jest jednym z trzech państw UE, gdzie bierne palenie zbiera największe śmiertelne żniwo, bo w ponad 90 proc. restauracji nadal się pali.
W efekcie Hiszpanie mają w tym roku wprowadzić całkowity zakaz palenia w lokalach. Więc nie kompromitujmy się takimi argumentami. Głosowanie za wnioskiem mniejszości, czyli rozwiązaniem hiszpańskim, sprawi, że nic się nie zmieni. Przecież już dzisiaj nie pali się w środkach komunikacji miejskiej, w samolotach, nie wolno reklamować papierosów. Cała ta nowelizacja została wprowadzona głównie po to, by wyeliminować dym w lokalach, bo właśnie tam się koszmarnie pali.
Czuję się coraz bardziej spychana do podziemia.
- Ta ustawa nie jest przeciw palaczom, bo nie zabrania im palić, tylko w obronie niezbywalnego prawa obywateli do ochrony swojego zdrowia. A jeśli przyczyni się do ograniczenia palenia albo stanie się dodatkowym argumentem do próby rzucenia palenia, to należałoby się tylko cieszyć.
prof. Jacek Jassem jest kierownikiem Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego