Amber należący do Penny Faulkner z Edynburga ma 12 lat. Wygląda jak dachowiec, ma lekko rudawe futro i jeszcze kilka miesięcy temu ledwo łaził. Teraz stał się jednym z najsławniejszych kotów w Wielkiej Brytanii. Jego zdjęcia przed kuracją odchudzającą i po niej pojawiły się w czytanych przez miliony wyspiarzy brukowcach.
Wszystko dlatego, że wygrał Pet Fit Club, czyli konkurs zwierzęcego odchudzania (do finału weszło pięć psów i trzy koty) zorganizowany przez instytucję charytatywną PDSA, która czuwa nad dobrem zwierząt domowych. Dzięki diecie odbytej pod nadzorem weterynarza Amber schudł o 1,23 kg, czyli stracił aż 17 proc. swojej wagi (ważył ponad 60 proc. więcej, niż powinien). I świeci przykładem.
Nagłośnione przez media konkursy takie jak ten mają zwrócić uwagę Brytyjczyków na problem, który trzy czwarte weterynarzy w Europie uważa za wyzwanie numer jeden dla zwierząt domowych -
otyłość.
- Ludzie rosną w pasie, a zwierzęta zachowują się tak samo jak w lustrzanym odbiciu - opowiada "Daily Mail" weterynarz Sean Wensley. Zasada jest prosta: otyli ludzie tak jak siebie tuczą zwierzęta, nie dbając o ich dietę i podrzucając im często tuczące i tłuste kąski.
Według PDSA aż 3,5 mln z 7,3 mln żyjących na Wyspach psów waży o wiele więcej, niż powinno. Kocie statystyki otyłości nie są lepsze. A porównanie ich z ludzkimi statystykami zadziwia podobieństwem.
Na otyłość cierpi w Wielkiej Brytanii 46 proc. mężczyzn i 36 proc. kobiet. Tak jak w przypadku zwierząt lekarze biją na alarm. Z opublikowanego niedawno raportu jednego z instytutów badawczych wynika, że w 2020 r. 8 na 10 mężczyzn i 7 na 10 kobiet będzie otyłych. Rząd raz po raz ogłasza nowe programy z walki z otyłością dzieci, ludzi dorosłych i starszych.
Otyłe psy i koty podobnie jak i ludzie chorują częściej, więcej cierpią i żyją krócej. Według brytyjskiej Pet Obesity Task Force (specjalna grupa na rzecz walki z otyłością zwierząt domowych) ponad połowa weterynarzy wie o przypadkach usypiania chorobliwie utuczonych psów i kotów. Według badań życie otyłego psa jest średnio o dwa lata krótsze niż normalnego, co w "ludzkich" kategoriach oznacza aż 15 lat.
Do tego dochodzą jeszcze słone koszty leczenia otyłych zwierzaków. Sama wizyta u weterynarza to wydatek rzędu kilkudziesięciu funtów, a specjalistyczne leczenie to już majątek. Na jednym z kocich forów internetowa osoba podpisująca się jako Donna H. radzi wszystkim, by wykupili zwierzęce ubezpieczenie (na Wyspach firmy specjalizujące się w psich i kocich polisach zdrowotnych, np. Petplan, działają od lat 70. ). Za leczenie zapalenia pęcherza swego kota Donna zapłaciła 450 funtów. A jej szef, którego kocur zachorował na zapalenie płuc, wydał na weterynarza 800 funtów!
Brytyjczycy słyną w Europie ze swej słabości do zwierzaków domowych. Oprócz 7,3 mln psów (najwięcej labradorów) na Wyspach żyje 7,2 mln kotów (górą są dachowce i mieszańce), milion króliczków, milion różnego rodzaju ptaszków (kanarki, papugi, itd.), po pół miliona świnek morskich i chomików, 300 tys. kucyków, 200 tys. żółwi i aż 50 mln rybek w ogrodach i akwariach.
Według szacunków psich i kocich think tanków zwierzaki kosztują rocznie Brytyjczyków 3-4 mld funtów rocznie - więcej niż kosmetyki czy ciastka. Z sondaży z 2009 r. wynika, że 63 proc. wyspiarzy wydaje na swe pociechy więcej niż na przyjaciół, a 14 proc. - więcej niż na członków rodziny. Szacunkowy koszt samych tylko prezentów gwiazdkowych dla brytyjskich zwierzaków w 2009 roku to ok. 150 mln funtów!