Olechowski w 2001 r. był - obok Donalda Tuska i Macieja Płażyńskiego - jednym z "trzech tenorów", którzy razem zakładali Platformę Obywatelską. Z czasem coraz częściej krytykował kolegów z PO, ale z partii wystąpił dopiero w lipcu 2009 r. Został szefem rady programowej Stronnictwa Demokratycznego, kierowanego przez Pawła Piskorskiego. Do partii jednak nie wszedł, w wyborach 2010 r. startuje jako kandydat niezależny.
Dziś ogłosił list otwarty do wyborców swojej byłej partii - Platformy Obywatelskiej.
"Zwracam się do Państwa - do demokratów, liberałów i osób o poglądach centrolewicowych, ludzi umiarkowanych i nowoczesnych, samodzielnych i przedsiębiorczych, inteligencji, młodzieży; ludzi, którzy współczesny świat rozumieją, potrafią wykorzystać i twórczo rozwinąć szanse stwarzane przez XXI wiek"
- pisze, odnosząc się do wczorajszej decyzji władz PO, że w partyjnych prawyborach wystartują politycy PO - Bronisław Komorowski i
Radosław Sikorski:
"Zarząd Platformy Obywatelskiej postanowił, że zostanie wybrany partyjny kandydat do wyborów prezydenckich 2010 roku. Z żalem i rozczarowaniem przyjąłem przywódcy tę decyzję. Jest ona kolejną próbą zwasalizowania urzędu Prezydenta RP, powtórzenia niechlubnego zwyczaju, gdy głowa państwa melduje swojej partii wykonanie zadania".
Olechowski ocenia, że PO i inne partie nie są chętne do kompromisu i współpracy i dążą do pełni władzy.
"Nie mogę pozwolić, aby któraś partia znów zawłaszczyła urząd Prezydenta. Dlatego wezmę udział w wyborach. Przeciwstawię się partyjnym kandydatom. Jeśli wybory wygram - będę Prezydentem suwerennym, zdystansowanym, kompromisowym. Pozwoli mi to promować współpracę, strzec miru społecznego, zapewnić sprawne funkcjonowania państwa"
- obiecuje. I apeluje: "Tych z Państwa, którzy oczekują, że Polska będzie stawała się krajem nowoczesnym, obywatelskim i otwartym - zapewniam, że będą w mojej osobie mieć Prezydenta Rzeczypospolitej gotowego do zaangażowania się w projekt modernizacji na miarę wyzwań XXI wieku. Nadchodzące lata - to czas, którego Polska nie może "przespać". W życzliwym i partnerskim, ale i konsekwentnym, dialogu z rządem i większością parlamentarną doprowadzimy do pchnięcia Polski w stronę innowacyjności oraz konkurencyjności. Proszę, rozważcie Państwo moje racje. Proszę, poprzyjcie mnie w wyborach."
Co na to PO? - Ten list pokazuje, że Andrzej Olechowski jest rozgoryczony tym, że zaprzepaścił swoją historyczną szansę i dla własnych ambicji opuścił Platformę. Gdyby teraz był z nami, byłby jednym z naturalnych kandydatów na prezydenta i mógł wziąć udział w prawyborach - mówi "Gazecie" sekretarz klubu PO Sebastian Karpiniuk. I sceptycznie ocenia szanse kontrkandydata na przejęcie elektoratu PO: - Zdecydował się iść sam, ale polityka to gra zespołowa, jak futbol: nawet Ronaldihno bez reprezentacji Brazylii nie zdobędzie mistrzostwa świata. Zwracając się jednocześnie do centrum i do lewicy Andrzej Olechowski zgubił wartość usytuowania w konkretnej części sceny politycznej - ocenia.
Na konferencji prasowej w Sejmie, występując razem z jednym z liderów pierwszej "Solidarności" posłem Bogdanem Lisem Olechowski przedstawił szefa swojej kampanii wyborczej. Został nim Robert Smoleń. To były doradca prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, b. poseł
SLD i szef sejmowej komisji ds. Unii Europejskiej. Ostatnio pracował w ministerstwie spraw zagranicznych RP jako starszy radca ministra w Departamencie Strategii i Planowania Polityki Zagranicznej. W piątek wypowiedział umowę o pracę z
MSZ. Już wcześniej Olechowskiego poparło kierowane przez Smolenia stowarzyszenie prointegracyjne Europa, w którym działają m. in. b. posłowie SLD i
SdPl.
Przeczytaj list Andrzeja Olechowskiego do wyborców PO