http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Nikifor retkiński

Jędrzej Słodkowski
2010-02-19, ostatnia aktualizacja 2010-02-26 12:47

Elektryczny Węgorz nie ma głosu. Śpiewać nie umie. Całkowicie ignoruje prawidła akcentowania, nagina składnię i gramatykę

Koncert w klubie Mechaniczna Pomarańcza. Łódź, 5 lutego 2010 r.
Fot. Dariusz Kulesza
Koncert w klubie Mechaniczna Pomarańcza. Łódź, 5 lutego 2010 r.
Ksywę wziąłem z kawałka Nagłego Ataku Spawacza, tam jest rym "morza" - "elektrycznego węgorza". Ale teraz myślę, że ma to głębsze uzasadnienie. Elektryczny - bo taka jest moja muzyka. Lubię dźwięki syntetyczne, czasem aż piszczące. A Węgorz? Jest śliski. A ja się przez życie jakoś prześlizguję.

Elektryczny Węgorz nie ma głosu. Śpiewać nie umie. Całkowicie ignoruje prawidła akcentowania w języku polskim, nagina składnię i gramatykę. wydał właśnie ósmy album. W stylu electro-opowiastkowym

Elektryczny Węgorz nie ma też wiedzy muzycznej i sprzętu nagraniowego. Ultraprostą elektronikę montuje we własnym pokoju, na dziesiątym piętrze bloku na Retkini, wielkim łódzkim blokowisku. - Komputer, mikrofon, głośniki od wieży. Żadnych odsłuchów nie posiadam. Otwieram drzwi od szafy, wieszam koc i jadę - prezentuje wyposażenie swego Plastik Studio.

A co ma? Talent i setki fanów w całym kraju.

Mól in New York

- Już w podstawówce pisałem teksty. Na poczekaniu wymyślałem historie. To był freestyle, ale - o dziwo - opowieści się kleiły.

Koniec lat 90. to najciekawsze lata polskiego hip-hopu. Jeden za drugim pojawiają się legendarne dziś albumy. Boom artystyczny wyprzedza boom komercyjny. - Jeśli wiedziałem, że tego dnia ma wyjść kaseta Warszafskiego Deszczu czy DJ Volta, trzy razy dziennie sprawdzałem, czy już przywieźli - wspomina Węgorz. - Mieliśmy z kolegami zespół BCH, od ul. Batalionów Chłopskich, gdzie wszyscy mieszkaliśmy. Typowe klimaty. Bloki, ławka, latało się z magnetofonem po osiedlu.

- Potem z Tomkiem, kolegą z technikum, założyliśmy zespół Nankatsu. Pisaliśmy teksty o makaronach albo o nowym numerze "Bravo" w kioskach. Ale nie umieliśmy robić podkładów. Doszliśmy do melodyjek MIDI, popularnych wówczas w telefonach. I właśnie na podkładach MIDI nagrałem w 2002 pierwszą kasetę jako Elektryczny Węgorz. Stawiałem magnetofon Unitra, dwa głośniki i śpiewałem na bieżąco. Nie było żadnych poprawek. Tytuł: "Szukam pracy". Kończyłem technikum, trzeba było pomyśleć, co dalej. Wojsko ścigało. Wybrałem się do szkoły ochroniarskiej. Potem była politechnika, prywatna szkoła wyższa i znów politechnika. Moje studiowanie skończyło się, gdy PO wprowadziło armię zawodową. Teraz mógłbym nagrać płytę "Szukam pracy 2".



Dwie pierwsze kasety są dziś niedostępne. Na próbkę Węgorz puszcza mi piosenkę "Mól". Młodzieńczy głos ("dyktafon przyspieszał"), niemiłosiernie fałszując, podśpiewuje: "Leci mól przez mieszkanie / za chwilę skończy marnie / najedzony, bo zjadł sweter m-i-i-i / daleko nie uleci". W tle syntetyczna, prymitywna wersja... "Englishman in New York" Stinga.

- Kasety rozeszły się po osiedlu. Znajomi chodzili za mną, śpiewali moje kawałki. Jeden z tych, którzy się jarali moją twórczością, trafił do zakładu karnego w Sieradzu. Jego koledzy mówili: "Przynieś nam płyty, bo on bardzo chce ich tam słuchać, przekażemy mu". I podobno muzyka Węgorza hulała po celach.

Im równiej, tym gorzej

Niemal każdy kolejny album przynosił przełom. Podkłady do trzeciej kasety Węgorz ułożył już w programie komputerowym. Przy czwartej przerzucił się na inny, bardzo popularny Fruity Loops. Z nośnika kasetowego zrezygnował na rzecz mp3; trzy ostatnie albumy można ściągnąć z jego strony internetowej.

Na dwóch ostatnich Węgorz notuje geometryczny wręcz postęp. To, co wyprawia z własnym głosem, można przy odrobinie dobrej woli nazwać śpiewaniem lub rapowaniem. Trzyakordowe, niesłychanie łatwo wpadające w ucho melodie brzmią chwilami nawet profesjonalnie. Pomogła zamiana dyktafonu na mikrofon i klawiatury komputerowej na keyboard Casio. - Wszystko robię metodą prób i błędów. Błędów jest coraz mniej. Dziwne, że z największym oddźwiękiem spotykałem się, gdy podkłady szumiały, miały pogłos, nic się nie składało. Mówili mi: "Najfajniejsze, że wszystko jest takie nierówne. Ty opowiadasz historie swoim tempem, a muzyka idzie swoim". Najnowsza płyta, z której jestem zadowolony, ściąga się średnio. Chyba wychodzi na to, że im lepszy jestem wokalnie i muzycznie, tym gorzej dla popularności Elektrycznego Węgorza.

Słucham nawet disco polo

W portalu YouTube można zobaczyć kilkanaście klipów niedoszłego gazownika i niedoszłego ochroniarza ("dyplomy są, ale nie zrobiłem uprawnień"). Widać w nich zamiłowanie do przebieranek (ciemne okulary i dresowa bluza, peruki), gagów, absurdalnych scenek i zabawy. Nie wiadomo, co nakręcono intencjonalnie, a co miało być tylko ścinkami. Teledyski rażą amatorszczyzną. Widz nie może być pewien, czy ogląda pastisz, czy może całkiem poważną piosenkę domorosłego hiphopowca albo początkującego piosenkarza disco polo. Jak w kawałku: "Miłość, miłość, numer do ciebie mam / miłość, miłość, to dzwonię ja".

- Moja twórczość to żart. Ludzie zapominają, że muzyka ma bawić. Moja jest wypadkową tego, czego słucham. Jest w tym i electro, i punkowa zadziorność, i rap. Słucham też disco, a nawet disco polo. Byłem na festiwalu disco polo w Ostródzie. Świetna zabawa, tłumy ludzi, wszyscy tańczą w parach jak na weselu. Piosenka "Miłość, miłość" faktycznie jest w stylu disco polo. To miał być zupełnie inny kawałek. Ale gdy dodałem tam syntetyczny saksofon, pomyślałem: "Taka miłosna nuta mi wychodzi...".

Komentarze pod teledyskami? O dziwo, żadnego wyzywania od beztalencia, kretyna czy kuriozum. Przeważają opinie entuzjastyczne. "Elektrycznego Węgorza i tak najbardziej kochają ludzie z klubu Fado w Aleksandrowie Kujawskim. SZALEŃSTWOOO!". Ktoś inny nieustająco domaga się koncertu w Berlinie.

- W YouTube komentarze są pozytywne, ale jeśli wideo trafia gdzieś dalej na fora, jest już gorzej. Tam trafiają się ludzie, dla których wszystko musi być równo zagrane i zaśpiewane. Ja wiem o tym. Nikt mnie nie uczył muzyki, do wszystkiego dochodzę sam. Może kiedyś dojdę do poziomu, w którym moja muzyka spodoba się takim odbiorcom. Ale to nie jest moim celem.

Źródło: Duży Format
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

FBI prześwietliło Jobsa

W 1991 roku administracja prezydenta George'a Busha seniora rozważała zatrudnienie Steve'a Jobsa. FBI sprawdziło wtedy dokładnie Jobsa, a teraz upubliczniło tamte informacje

Obama walczy o pigułkę

Nawet niektórzy demokraci nie zgadzają się z rozporządzeniem prezydenta Baracka Obamy, które zmusza pracodawców do zapewnienia pracownikom darmowej antykoncepcji

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W sobotę z ''Gazetą'':

  • Wysokie Obcasy