Połowa miejsc na listach wyborczych do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów to główny postulat zeszłorocznego Kongresu Kobiet. Pod projektem ustawy gwarantującym połowę miejsc na listach podpisało się 150 tys. osób. W grudniu projekt złożono w Sejmie. By ułatwić decyzję posłom, wczoraj w Sejmie zorganizowano konferencję pod patronatem marszałka Bronisława Komorowskiego i wicemarszałek Ewy Kierzkowskiej. Choć marszałek Komorowski zwiększenie obecności kobiet w życiu publicznym (obecnie to 20 proc. w Sejmie i 8 proc. w Senacie) uznał za "zbożny cel", to kwestię parytetu ocenił jako "dyskusyjną". - Moja matka realizowała się zawodowo, ale ja biegałem z kluczem na szyi. To cena, którą trzeba zapłacić - mówił.
Inaczej widzi to przewodniczący Parlamentu Europejskiego prof. Jerzy Buzek: - Polityka prorodzinna to nie tylko bezpośrednia pomoc, ale przede wszystkim dobre rozwiązania ustawodawcze. Zacznijmy od kwot i parytetów - przekonywał. - Europa stoi w obliczu kryzysu. Potrzebujemy ludzi wykształconych, aktywnych. Nie możemy pozbawiać naszego kraju połowy takich obywateli - kobiet!
Prof. Małgorzata Fuszara, współtwórczyni Gender Studies przy Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz ekspertka Rady Europy ds. wprowadzania równości płci do głównego nurtu działań politycznych i społecznych, stwierdziła, że w badaniach opinii publicznej aż 60 proc. pytanych popiera parytet.
Gośćmi specjalnymi były działaczki z krajów, w których system kwotowy się sprawdził, m.in. z Austrii i Słowenii.
- W naszym kraju to politycy napędzali parytet i pociągnęli obywateli - zauważyła Mika Larsson ze Szwecji.
Prof. Drude Dahlerup z Uniwersytetu Sztokholmskiego przytoczyła dane: - w ostatnim 20-leciu systemy kwotowe wprowadzono w konstytucjach niemal 50 krajów; - pod względem aktywności kobiet w polityce Polska zajmuje 64. miejsce na świecie (w 1998 r. miała 42.).
Olga Krzyżanowska, b. wicemarszałek Sejmu, mówiła: - Dziesięć lat temu nikt nie traktował nas poważnie, dziś jest inaczej. I trzeba to wykorzystać. Ale problem jest, bo rozmawiamy w gronie przekonanych - podsumowała.
Źródło: Gazeta Wyborcza