Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl
>
Komisja śledcza badająca okoliczności śmierci byłej posłanki
SLD Barbary Blidy zapoznała się wczoraj z raportem eksperta kryminalistyki dr. Michała Gramatyki. Na zlecenie komisji przeanalizował całą dokumentację śledztwa łącznie z ekspertyzami zamówionymi w jego trakcie.
Na blisko 30 stronach raportu napisanego suchym językiem potwierdzają się wszystkie wątpliwości dotyczące śledztwa po śmierci Blidy, o których pisała "Gazeta".
Są i nowe. Na miejscu tragedii był niezrozumiały tłok - ponad 30 osób! Dlatego nie można ustalić przebiegu wydarzeń zaraz po śmiertelnym strzale.
Wiele dowodów - być może kluczowych dla odtworzenia wypadków przed, w trakcie i po strzale - okazało się bezużytecznych. Przypadek?
Barbara Blida zginęła 25 kwietnia 2007 r. od strzału z własnego sześciostrzałowego rewolweru Astra 680, chwilę po wkroczeniu do jej domu ekipy
ABW z nakazem rewizji i zatrzymania. Była wtedy w łazience razem z funkcjonariuszką ABW Barbarą P.
1. Tłok i chaos na miejscu tragedii Agenci ABW weszli do domu o 6.00. Piętnaście minut później wezwano pogotowie ratunkowe. O 7.25 lekarz stwierdził zgon.
Pierwsi policjanci byli w domu Blidy o 6.30; kolejni funkcjonariusze ABW - o 7.15; pierwsi prokuratorzy - o 8.15. Tak więc w dwie godziny od śmiertelnego postrzału w domu Blidy było już pięciu policjantów (w tym komendant miejski w Siemianowicach Śląskich i szef sekcji kryminalnej tej komendy), pięciu prokuratorów (w tym Emil Melka i Tomasz Tadla z prokuratury katowickiej) i aż ośmiu funkcjonariuszy ABW (w tym wiceszef ABW Grzegorz Ocieczek i np. kierowca, który przywiózł agentów do Blidy).
Żaden z nich nie nakazał specjalistycznych oględzin miejsca. Zaczęły się one dopiero o 10.50 - czyli prawie trzy i pół godziny po stwierdzeniu przez pogotowie śmierci Blidy.
Skąd ta zwłoka? Co się wtedy działo w domu Blidów, a zwłaszcza w łazience? Co robili agenci ABW? Policjanci i prokuratorzy? Z billingów wynika, że stale dzwonili pod kilka tych samych numerów telefonów. Komisja śledcza jeszcze nie wie, do kogo. Czeka na odpowiedź prokuratury.
Ubranie funkcjonariuszki ABW, która była z Blidą w łazience, gdy padł strzał, zabezpieczono do zbadania dopiero o 10.10 - czyli 40 min przed początkiem oględzin miejsca. Kto więc polecił agentce wydać ubranie do badania, zanim zaczęły się oględziny?
Zabezpieczenie kurtki agentki - podkreśla dr Gramatyka - budzi wątpliwości. - Bo "w protokole zabezpieczenia odzież ta jest opisana w sposób umożliwiający jedynie grupową identyfikację" - pisze ekspert w podsumowaniu raportu.
A zatem - nie identyfikację indywidualną? Czyli nie jest chyba pewne, do kogo należała badana kurtka.
Późno rozpoczęte oględziny miejsca przerwano jeszcze na dwie i pół godziny (między 11.30 a 13.50) - na czas oględzin zwłok. Ostatecznie zakończyły się o 16.21, czyli dziewięć godzin po śmierci.
Dr Gramatyka stwierdza, że w tym czasie po domu poruszało się nie mniej niż 30 osób.
Śladów na miejscu, np. w łazience, było tak dużo, że nie nadawały się do identyfikacji. Prokurator zrezygnował więc z tzw. badań traseologicznych (czyli badania ścieżki stóp i obuwia).
Wczoraj dr Gramatyka powiedział komisji, że zaraz po stwierdzeniu śmierci Blidy powinno się wszystkich wyprosić z łazienki i ją zabezpieczyć. I natychmiast zacząć oględziny.
2. Znikające odciski palców Na rewolwerze, z którego padł strzał, powinny być ślady linii papilarnych co najmniej dwóch osób. Barbary Blidy, bo wzięła broń do ręki, i jej męża Henryka, bo - na prośbę oficera ABW - przełożył broń z podłogi do umywalki.