Jeśli wierzyć dokumentom, którym naturalnie nikt przytomny nie wierzy, w szajce było sześciu Brytyjczyków, Niemiec, Francuz, dwóch Irlandczyków i urodziwa Irlandka. Stara rzymska zasada prawnicza qui bono, czyli kto na tym skorzystał, podpowiada, że za zabójstwem musiał stać izraelski wywiad Mossad. To rząd w Jerozolimie ucieszył się przecież najbardziej ze śmierci Al-Mabuha, który organizował przerzuty broni z Iranu do palestyńskiej Strefy Gazy kontrolowanej przez Hamas. Otwarte pozostaje jedynie czysto techniczne pytanie: czy wyrok wykonali izraelscy oficerowie, czy wynajęci przez Mossad najemnicy?
Al-Mabuh przyleciał do Dubaju 19 stycznia i zaraz po zameldowaniu się w hotelu Al-Bustan Rotana pojechał do ambasady Iranu, który ze wszystkich krajów Bliskiego Wschodu najhojniej popiera radykalny Hamas. Potem wrócił do hotelu, gdzie rankiem następnego dnia znaleziono go martwego we własnym pokoju. Sekcja wykazała porażenie prądem i uduszenie.
W poniedziałek dubajska
policja ujawniła nagrania z kamer przemysłowych na lotnisku i w hotelu Al-Bustan Rotana. Pokazują one, że zabójcy byli znakomicie zorganizowanymi profesjonalistami. Przylecieli do Dubaju różnymi samolotami i zamieszkali w różnych hotelach. Za wszystko płacili gotówką, a nie kartami kredytowymi. Ubierali się w kapelusze i ciemne okulary utrudniające identyfikację, niektórzy nosili fałszywe brody i peruki. Często zmieniali telefony komórkowe i udawali niefrasobliwych turystów z Europy.
Dwóch z nich przebranych za tenisistów i obładowanych rakietami "przypadkowo" wsiadło do windy z Al-Mabuhem, a potem "przez pomyłkę" wyszli z niej razem z nim, dzięki czemu dowiedzieli się, że ofiara mieszka pod numerem 130. Potem, kiedy Al-Mabuh był w irańskiej ambasadzie, czwórka zabójców weszła do jego pokoju, otwierając zamek jakimś elektronicznym urządzeniem lub podrobionym kluczem.
Wykonanie wyroku zajęło im 10 minut - prawdopodobnie udusili ofiarę, uprzednio ogłuszając ją paralizatorem elektrycznym. Na klamce pokoju powiesili karteczkę "Nie przeszkadzać". Kilkanaście godzin po zabójstwie nikogo z jedenastki nie było już w Dubaju.
- Jeśli znajdziemy dowody, że za zabójstwem stoi Mossad, jako pierwszy wydamy nakaz aresztowania premiera Izraela Beniamina Netanjahu i przekażemy go Interpolowi - oświadczył generał Tamin, komendant policji emiratu Dubaju.
Jego ludzie nie wykluczają, że w akcji uczestniczyły też inne wywiady. Sześciu członkom szajki wpisano w paszportach nazwiska, których nie powstydziłby się żaden Brytyjczyk z dziada pradziada, np. James Leonard Clarke, Paul John Keeley czy Melvyn Adam Milliner. Dubajska policja wezwała do współpracy w śledztwie rząd w Londynie, który zaprzecza, żeby miał z tą sprawą coś wspólnego. Londyn i Dublin oświadczyły też, że paszporty rzekomych Irlandczyków i Brytyjczyków są fałszywe.
Znawcy tajnych służb twierdzą jednak, że nie była to pierwsza w ostatnim czasie skrytobójcza operacja Mossadu za granicami Izraela. Wszystkie mają na celu utrudnienie Hamasowi okopanemu w Strefie Gazy kontaktów ze światem zewnętrznym.
Jak donoszą źródła palestyńskie, w grudniu na przedmieściach Damaszku wypadek miał autobus, którym jechali członkowie Hamasu i Irańczycy. Zginęło kilka osób. Kilka tygodni później w Bejrucie kilka osób zginęło w tajemniczych okolicznościach podczas spotkania wysłanników Hamasu i libańskiego Hezbollahu, który pomaga palestyńskim kolegom.
- Hamas i
Izrael przenoszą swoją wojnę na terytoria krajów bliskowschodnich, w tym Egiptu, i to powoli staje się nie do zniesienia - mówił niedawno telewizji Al-Dżazira pewien egipski dyplomata.
Najgłośniejszą w ostatnich latach akcję skrytobójczą Mossad przeprowadził w 2008 roku w syryjskim Damaszku. W zamachu bombowym zginął Imad Mugnija, komendant Hezbollahu odpowiedzialny za wiele zamachów terrorystycznych.
Izraelski rząd konsekwentnie odmawia komentarzy w podobnych okazjach. Po zabójstwie łącznika Hamasu w Dubaju minister spraw wewnętrznych Eli Jiszaj, nagabywany przez dziennikarzy, stwierdził z uśmiechem: - Dzięki Bogu różne służby specjalne ciężko pracują nad bezpieczeństwem państwa Izrael...