Zwycięzca
Wiktor Janukowycz już godzinę po wyborach 7 lutego radził Tymoszenko, żeby szykowała się do dymisji. Nie może jednak jej odwołać, dopóki nie stworzy nowej koalicji większościowej w parlamencie. Oprócz jego Partii Regionów musieliby wejść do niej komuniści, partia przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Łytwyna oraz Nasza
Ukraina ustępującego prezydenta Wiktora Juszczenki. Ta ostatnia jest najbardziej nieprzewidywalna - formalnie przystąpiła ponad rok temu do koalicji z Tymoszenko, ale czasami głosuje przeciw niej.
Od kilku dni trwają zatem umizgi do Naszej Ukrainy. Wczoraj z jej przywódcami spotkała się pani premier i zaproponowała im rekonstrukcję gabinetu, czyli - jak można się domyślać - nowe posady, które skłoniłyby ich do pozostania w rządzie.
Również wczoraj Tymoszenko pojechała do naczelnego sądu administracyjnego, żeby - zgodnie z zapowiedzią - zaskarżyć wybory prezydenckie. Przed budynkiem drogę zablokował jej deputowany Partii Regionów Oleksandr Stojan, ale po krótkiej bójce ze świtą pani premier, w której wykrzykiwał, że ma immunitet, został pokonany i odepchnięty. Już bez przeszkód Tymoszenko złożyła skargę, w której twierdzi, że sfałszowano około miliona głosów, co przechyliło szalę na korzyść Janukowycza. Nie potwierdzają tego międzynarodowi obserwatorzy, którzy uznali wybory za uczciwe.
Tymczasem ustępujący prezydent
Wiktor Juszczenko zapowiedział wczoraj, że nie weźmie udziału w inauguracji Janukowycza, przeciw któremu sześć lat temu wybuchła pomarańczowa rewolucja. Juszczenko, jej dawny przywódca, tym razem odpadł w I turze, zdobywając zaledwie 5 proc. głosów. Przed II turą mówił, że Ukraińcy będą wstydzić się swojego wyboru, bez względu na to, kogo z dwójki kandydatów wybiorą.
Wczoraj Juszczenko znów bronił niedawnego dekretu, w którym ogłosił bohaterem narodowym Stiepana Banderę, przywódcę nacjonalistów UPA z lat 40. obwinianego m.in. o mordy na Polakach i funkcjonariuszy państwowych ZSRR. - Gdyby nie Bandera, Janukowycz nie byłby prezydentem niepodległego państwa - stwierdził Juszczenko.