Bronisław Komorowski, marszałek Sejmu i jeden z potencjalnych kandydatów PO na prezydenta kraju był gościem w programie "
Tomasz Lis na żywo". I podał dwa powody, dla których wystartowałby na prezydenta.
Powód I: - Polska stoi przed transzą zmiany systemowej. Prezydentura jest czymś co może utrudnić albo ułatwić proces modernizacji naszego kraju. Chciałbym ten proces ułatwiać a nie utrudniać -wyznał. I dodał, że jego zdaniem ostatni okres prezydenta w Polsce, to był proces utrudniania reformowania kraju, a nie ułatwiania.
Powód II: - Jest czas w Polsce, aby rowy po przeszłości, urazy odziedziczone po trudnym okresie batalii z systemem komunistycznym powoli zacząć, jeśli nie zasypywać, to żyć troszkę ponad nimi. Myślę, że człowiek z takim życiorysem jak mój może łatwiej odegrać rolę czynnika scalającego naród takim jakim on jest. Cały naród. Całe społeczeństwo - wyliczył.
Jego zdaniem Polacy chcą odejść od prezydentury działającej na rzecz jednego środowiska politycznego czy na korzyść brata. A chcą nowoczesnej gospodarki, nowoczesnego państwa.
B nie było zbyt przyjemnie Lis przypomniał mu, że
Radosław Sikorski stwierdził tydzień temu, że
PiS wolałby nie mieć ministra spraw zagranicznych konkurenta Lecha Kaczyńskiego. - Ja o sobie tak nie powiem - roześmiał się Komorowski. I dodał: - Powoływanie się na to kogo PiS woli czy nie woli wydaje mi się dość oryginalnym pomysłem. I ja w tego rodzaju debatę nie wejdę. Nie chcę wchodzić w spór kto jest ostrzejszy w ocenie PiS czy obecnego prezydenta.
Lis ciągnął jednak wątek Sikorskiego. I przypomniał, że szef
MSZ w jednym z wywiadów swoją wizję prezydentury określił jako eksportową, a Komorowskiego do wewnątrz kraju. - Uważam, że takie postawienie sprawy jest błędem - skomentował marszałek Sejmu. - Bo prezydentury nie można rozpatrywać jak towaru na eksport czy z importu. Ona ma służyć Polsce. Na rzecz kraju i poza jego granicami.
A czy Komorowski boi się haków, którymi straszy PiS? - O wszystkich kampaniach na ich początku mówiono że będą brutalne, ale ja wierzę w mądrość społeczeństwa że nie będzie akceptowało brutalizacji życia politycznego -chwalił Polaków. - Można zaznaczyć swoją zasadniczą odmienność w poglądach, można powiedzieć wszystko o przeciwniku, żeby było wiadomo ze jest się po innej stronie barykady, ale niekoniecznie należy bić się maczugami.
Chociaż jego zdaniem już widać zapowiedź, że kampania może być brutalna: - Spadają maski z polityków PiS, które próbowali zakładać jako politycy umiarkowani. Widać spod tego pudru starą twarz PiS, Jarosława Kaczyńskiego. Ja się tego nie boję.
A gdy Lis przypomniał jak wielkim kłopotem dla Donalda Tuska w 2005 roku okazało się wykorzystanie przez PiS przeszłości dziadka premiera, Komorowski zażartował: - Ja się przyznam od razu. Proszę państwa - zwrócił się do widzów - mój dziadek Juliusz Komorowski był piratem. Na Wołdze. W czasie rewolucji październikowej. Jako żołnierz rosyjski. Taka jest prawda. Co tam dziadek z Wermachtu! Dziadek pirat. To dopiero jest skandal.