http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Polska grozi Białorusi

Paweł Wroński
2010-02-16, ostatnia aktualizacja 2010-02-15 21:16

- Przygotowujemy się na scenariusz negatywny. Od północy do Polski nie mają wstępu działacze rozbijający Związek Polaków na Białorusi oraz zaangażowani w to urzędnicy - oświadczył szef MSZ Radosław Sikorski.

W Wołożynie milicjanci siłą pojmali wczoraj działaczkę Związku Polaków na Białorusi Irenę Waluś
Fot. SERGEI GRITS AP
W Wołożynie milicjanci siłą pojmali wczoraj działaczkę Związku Polaków na...
SERWISY
Sikorski po wyjściu ze spotkania z prezydentem Lechem Kaczyńskim nie zdradził, jaka może być polska reakcja. - Nie chcę używać słowa "ultimatum", bo żadne państwo nie lubi tego słowa - zaznaczył minister. Dodał, że drzwi dla Białorusi jeszcze wciąż są "na milimetr uchylone", bo podczas piątkowej wizyty w Warszawie szef białoruskiej dyplomacji Siarhiej Martynau obiecywał rozwiązanie problemów Związku Polaków na Białorusi.

Dyplomatyczna rozgrywka toczyła się też w Mińsku i Warszawie - do polskiego MSZ został wezwany ambasador Białorusi, z kolei polski ambasador spotkał się z Martynauem.

Sikorski rozmawiał wczoraj z szefową unijnej dyplomacji Catherine Ashton. Jej rzecznik zapewniał, że zdaniem Ashton represje Mińska wobec ZPB to regres w stosunkach z UE. Jednak z wypowiedzi urzędników z biura Ashton wynika, że czeka ona na sygnał z Polski w sprawie kolejnych działań oraz że do czasu spotkania szefów MSZ krajów Unii w przyszłym tygodniu nie będzie reakcji Brukseli.

Warszawa kontaktowała się też z OBWE oraz Międzynarodowym Funduszem Walutowym, w którym jedno z kluczowych stanowisk zajmuje były polski premier Marek Belka. Białoruś stara się w Funduszu o kolejną transzę pożyczki.

Rezolucję w sprawie prześladowania Polaków oraz braku poszanowania demokracji na Białorusi zapowiedział już szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek.

Polski MSZ wciąż ma nadzieję, że zatrzymania Polaków nie oznaczają odwrotu Mińska od zbliżenia z Zachodem, co stało się jednym z głównych celów polskiej polityki zagranicznej.

- Prezydent Łukaszenka jest w Szwajcarii na nartach. Po piątkowej wizycie w Warszawie Martynau nie był w stanie porozumieć się z Łukaszenką, a aresztowania i procesy zaplanowano w zeszłym tygodniu i milicja zaczęła realizować ten plan - tłumaczy wysoki rangą polski dyplomata. - Wczoraj białoruski ambasador prosił, by nie traktować tych represji jako eskalacji konfliktu, i zapewniał, że Mińsk tego nie chce. Ze stolicy ma lada chwila popłynąć sygnał dla władz lokalnych, by zmniejszyły presję na Związek Andżeliki Borys - twierdzi nasz rozmówca.

Wiceszef polskiej dyplomacji Andrzej Kremer mówił wczoraj o sugestiach Mińska, że represje nie były inspirowane odgórnie oraz że w Warszawie Martynau przekonywał, iż obecna sytuacja wynika ze sporu między dwoma frakcjami Związku Polaków na Białorusi. W 2005 r. władze nie uznały wyboru Borys, doprowadziły do rozłamu w ZPB i powstania alternatywnego zarządu organizacji. Od tego czasu reżimowemu Związkowi Polaków, którego nie uznaje Warszawa, udało się odebrać Borys i jej ludziom aż 14 z 16 Domów Polskich na Białorusi, często przy pomocy milicji.

Borys od dawna proponuje, by władze zarejestrowały jej organizację jako nowe stowarzyszenie, pod zmienioną nazwą i bez roszczeń do odebranych jej Domów Polskich, co w końcu rozwiązałoby konflikt w Związku Polaków. Mińsk nie chce o tym słyszeć.

Politykę ministra Sikorskiego wobec Białorusi ostro skrytykował wczoraj europoseł PiS Paweł Kowal. Mówił, że ostatnie dwa lata sprawiły, iż Polska zyskała reputację słabego państwa. Kowal wezwał premiera Donalda Tuska, aby oświadczył w Sejmie, czy popiera stanowisko szefa dyplomacji, czy nie. Kremer odrzucał zarzuty, że nasza polityka przyciągania Białorusi do UE poniosła klęskę, skoro przez kilkanaście miesięcy Mińsk ograniczał represje wobec polonijnych działaczy.

Szef SLD Grzegorz Napieralski zwrócił się z prośbą o pilne zwołanie sejmowej komisji spraw zagranicznych. W tym tygodniu w Polsce będzie też Andżelika Borys. Ma się spotkać się z posłami komisji, premierem i prezydentem.

Dla Gazety

Andżelika Borys

prezes Związku Polaków na Białorusi

Represje wobec nas trwają od lat. Ale nasiliły się, od kiedy we wrześniu wysłaliśmy list do Łukaszenki. Bardzo spokojny, pojednawczy - że nie jesteśmy żadną partią polityczną, że chcemy działać, nie naruszając prawa. Pod tym listem podpisało się 5 tys. ludzi. To jak na Białoruś bardzo dużo, dowód, że organizacja jest realną niezależną siłą. Mamy też poparcie całej opozycji białoruskiej [wczoraj milicja poturbowała i aresztowała Anatolija Labiedźkę, szefa Zjednoczonej Partii Obywatelskiej, który przyjechał do Wołożyna wesprzeć polonijnych działaczy].

Jasne jest, że Łukaszenka nie może nas ignorować. Prześladuje nas, bo tylko tak, jak sądzi, uda mu się utrzymać całkowitą władzę. Ale nawet taki dzień jak dziś, kiedy zatrzymano 40 naszych ludzi, kiedy aresztowali mnie i wlepili mi wysoką grzywnę, dowodzi, że Związek jest mocny i prawdziwy. Dziesiątki naszych ludzi w mróz, mimo represji, przejechało po 300 km, by okazać solidarność Teresie Sobol, postawionej przed sądem dyrektorce odebranego nam brutalnie Domu Polskiego w Iwieńcu. I mimo prześladowań wciąż przychodzą do nas nowi członkowie. Pokazujemy reżimowi, że Polacy nie bydło i pomiatać sobą nie dadzą.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':