Dwa tygodnie Sąd Apelacyjny w Gdańsku nakazał gminie Gdańska oddać zabytkową Basztę Latarnianą spadkobiercom rodziny Trenks-Kranz. Wyrok jest prawomocny. - Ale zastanawiamy się nad kasacją - uprzedza Antoni Pawlak, rzecznik prezydenta miasta.
Gdańsk podobnych spraw o
nieruchomości w ścisłym centrum przegrał już blisko dziesięć. Na rozstrzygnięcie czeka kolejnych 13. Dotyczą m.in. ul. Szerokiej 121/122, gdzie biuro poselskie ma premier
Donald Tusk.
- Wszystkie opierają się na tym samym schemacie - mówi mec. Roman Nowosielski reprezentujący większość powodów. - To spadkobiercy osób, które odbudowywały Gdańsk po zniszczeniach wojennych.
Na jakiej podstawie działają? Dekret z 1945 r. "o rozbiórce i odbudowie budynków zniszczonych i uszkodzonych wskutek wojny" obiecywał chętnym pożytki z nieruchomości proporcjonalne do wkładu, które można było czerpać przez 20 lat.
Ale spadkobiercy znaleźli korzystniejszy przepis z ustawy o "popieraniu budownictwa" z 1947 r. Wynika z niej, że "nowo wzniesione" budowle należeć będą do prywatnych budowniczych, a grunt pod nimi zostanie im oddany "czasowo" (to odpowiednik dzisiejszego użytkowania wieczystego). Ustawa uznawała za "nowo wzniesione" nieruchomości, które zostały zniszczone w co najmniej 66 proc., a następnie odbudowane. Na Ziemiach Odzyskanych wystarczyło 33 proc.
- To były zachęty do szybkiej odbudowy kraju, a w Gdańsku miały jeszcze inne wymiar: Polska chciała pokazać, że zasłużyła na to miasto, że potrafi je podźwignąć ze zniszczeń - ocenia Nowosielski. - Władze zachęcały, więc ludzie przyjeżdżali do miasta, sprzedawali swoje majątki w innych częściach kraju.
Droga spadkobierców do uzyskania nieruchomości nie jest prosta. Najpierw muszą zgromadzić trzy dokumenty: kwalifikację zniszczenia, przyznanie obiektu do odbudowy, poświadczenie, że został odbudowany.
Z tymi dokumentami w sądzie żądają unieważnienia decyzji podjętych w oparciu o dekret z 1945 r. Wyroki są formalnością, bo w 1996 r.
Sąd Najwyższy orzekł, że ustawa z 1947 r. uchylała dekret. - Po uchyleniu decyzji zakładamy cywilne sprawy przeciwko gminie, domagając się prawa własności - wyjaśnia mec. Nowosielski.
I tu zaczyna się batalia. - Zawsze w takich przypadkach miasto decyduje się na drogę sądową. Chodzi o to, by uniknąć jakichkolwiek niejasności - podkreśla wiceprezydent Gdańska Maciej Lisicki (PO).
Władze Gdańska uspokajają mieszkańców nieruchomości objętych rewindykacją. - Jako pierwsze miasto w Polsce przyjęliśmy uchwałę, która gwarantuje najemcom, którzy stracą lokale z inicjatywy nowego właściciela domu, że poza kolejnością dostaną lokale komunalne - mówi wiceprezydent Lisicki.
Jak twierdzi Nowosielski w samym Gdańsku szanse uzyskania własności otrzymało ponad 100 rodzin. Nie wiadomo, ile może być podobnych roszczeń w innych miastach. - To zależy od aktywności spadkobierców - mówi jeden z gdańskich prawników.