Ten tydzień w Sejmie upłynie pod znakiem parytetu. Dziś odbędzie się zorganizowana przez Kongres Kobiet Polskich konferencja "Kobiety w polityce". Na czwartek zaplanowano pierwsze czytanie ustawy Kongresu o parytecie. Zakłada 50-proc. parytet dla kobiet na listach do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów. Na razie popiera ją
SLD. PO jest podzielona (chce zgłosić poprawkę, żeby wprowadzić 30-proc. parytet). PiS i
PSL nie zdecydowały, jak będą głosować.
Jednak według Biura Analiz Sejmowych ustawa o parytecie może być niezgodna z konstytucją. Według eksperta BAS dr. Krzysztofa Skotnickiego z Uniwersytetu Łódzkiego parytet może naruszać: - konstytucyjną zasadę, że wszyscy są równi wobec prawa i nikt nie może być dyskryminowany w życiu publicznym oraz - zapis, że kobieta i mężczyzna mają równe prawa w życiu politycznym. "Zasada równości polega na tym, że wszystkie podmioty powinny być traktowane równo, bez zróżnicowań dyskryminujących, jak i faworyzujących" - napisał w opinii dr Skotnicki. Porównał parytet do limitu przyjęć kobiet i mężczyzn na
studia medyczne w PRL. I przypomniał, że w 1987 r.
Trybunał Konstytucyjny uznał, iż w następstwie ich wprowadzenia może powstać sytuacja, że studentka, która lepiej zda egzamin niż jej kolega, nie dostanie się na wydział lekarski.
- Opinia BAS jest oparta na przestarzałych danych z czasów PRL. Skoro 40 proc. krajów europejskich wprowadziło parytet, to nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wprowadzić go u nas - mówi "Gazecie" prof.
Magdalena Środa, jedna z inicjatorek ustawy o parytecie. - Mamy kilka opinii prawnych, z których wynika, że ustawa jest zgodna z konstytucją - dodaje.
Według opinii konstytucjonalisty prof. Wiktora Osiatyńskiego parytet zapewnienia kobietom i mężczyznom równy dostęp do stanowisk i pełnienia funkcji, co gwarantuje art. 33 konstytucji. "Parytet nie jest przywilejem i nie prowadzi do nieuzasadnionej nierówności. Nie przyznaje nikomu automatycznie mandatu do Sejmu, Senatu czy innych ciał przedstawicielskich. Decyzja należy do wyborców. Jest zatem realizacją zasady równości praw politycznych, które zmniejsza "nieuzasadnione nierówności" i prowadzi do zwiększenia uzasadnionej równości" - napisał prof. Osiatyński.
- Konstytucja nie zabrania akcji afirmatywnych, jaką byłoby wyrównywanie szans przy pomocy parytetu. Trybunał Konstytucyjny już kilka razy o tym mówił - dodaje inny konstytucjonalista prof. Piotr Winczorek (współautor ustawy parytetowej). - Ten mechanizm dotyczy na przykład mniejszości narodowych, których listy nie są objęte wymogiem przekroczenia 5-proc. progu wyborczego przy podziale mandatów. A więc jeśli dla mniejszości narodowych wprowadza się udogodnienie, to dla większości, jaką stanowią kobiety w Polsce tym bardziej nie byłoby to naruszeniem konstytucji - podkreśla Winczorek.
W polskim Sejmie jest 20 proc. kobiet, w Senacie 8 proc.