Dr Kochanowski chce symbolicznego zadośćuczynienia "za doznaną krzywdę spowodowaną rozstrojem zdrowia". Krzywda ta, jak podkreśla w pozwie skierowanym do sądu 2 lutego, wyraża się "w postaci cierpień fizycznych i psychicznych". Cierpienia psychiczne polegały na tym, że "docierające z mediów sygnały wywoływały u powoda stan zagrożenia dla zdrowia i życia".
Pozew to kolejny etap w walce z minister zdrowia Ewą Kopacz o zakup przez rząd szczepionek na świńską grypę. Na stronie internetowej RPO odlicza systematycznie śmiertelne ofiary pogrypowych powikłań grypy w Polsce. Złożył przeciwko minister doniesienie do prokuratury o niedopełnienie obowiązków powodujące zagrożenie dla zdrowia i życia obywateli. Prokuratura nie dopatrzyła się jednak znamion przestępstwa.
Jednak sam rzecznik padł ofiarą wirusa A/H1N1. O wynikach testu i przebiegu choroby na bieżąco informował na stronie internetowej i swoim blogu. Kiedy wydobrzał - postanowił kontynuować walkę na drodze cywilnej.
Walczy - jak twierdzi - nie o siebie, ale o wszystkich, którzy też chcieli się zaszczepić, a nie mogli. Dlatego swoje cierpienia wycenił symbolicznie - na złotówkę.
Niesymboliczna jest już kwota, którą z pieniędzy podatników Biuro RPO wydaje na opiekę zdrowotną swojego szefa. W zeszłym i bieżącym roku Kochanowski miał złotą kartę Centralnego Szpitala Klinicznego
MSWiA w Warszawie. Jak dowiedzieliśmy się w Biurze RPO, kosztowała 700 zł miesięcznie.
Taki abonament to ewenement. Kilka lat temu wszystkie VIP-y - w tym prezydent i premier - straciły prawo do specjalnej opieki medycznej z publicznych pieniędzy. Przepisy ustawy "o wynagrodzeniu osób zajmujących kierownicze stanowiska państwowe" przewidują teraz dla prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu, ich małżonków i osób pozostających na ich utrzymaniu prawo do dodatkowej opieki "w razie nagłego zachorowania lub urazu, wypadku, zatrucia lub konieczności natychmiastowego leczenia szpitalnego". Przepisy nie dotyczą RPO.
Jak nas zapewniono w kancelarii premiera i Ministerstwie Zdrowia, żaden resort nie wykupuje swoim VIP-om abonamentów na leczenie poza powszechnym systemem opieki zdrowotnej. Co więc skłoniło do tego Biuro RPO? I na jakiej podstawie?
Biuro RPO poinformowało nas, że działało na podstawie rozporządzenia ministra zdrowia "w sprawie przeprowadzania badań lekarskich pracowników, zakresu profilaktycznej opieki zdrowotnej".
Jednak wykupiona przez biuro dla dr. Kochanowskiego złota karta obejmuje wszystkie badania laboratoryjne i diagnostyczne oferowane przez szpital i poliklinikę MSWiA, leczenie internistyczne i u lekarzy specjalistów, wizyty domowe w obrębie Warszawy i hospitalizację do pięciu dni. A więc znacznie więcej, niż przewidują obowiązkowo finansowane przez pracodawcę badania specjalistyczne.
Biuro wyjaśniło nam, że uznano abonament za potrzebny, bo RPO jest "osobą na stanowisku tak wysoce decyzyjnym, związanym z ogromną odpowiedzialnością i wymagającym pełnej sprawności psychoruchowej".
- Badania profilaktyczne dla osób na tzw. stanowiskach decyzyjnych to badanie poziomu cholesterolu, EKG, ogólne badanie lekarskie i okulistyczne wykonywane raz na cztery lata - tłumaczy lekarz medycyny pracy Iwona Dobiecka. - Jeżeli lekarz uzna za stosowne, może te badania zlecić częściej, ale musi to uzasadnić. Może też na własną odpowiedzialność rozszerzyć zakres obowiązkowych badań. Ale zafundowanie abonamentu to już decyzja niezwiązana z ochroną zdrowia przewidzianą w kodeksie pracy, tylko świadczenie socjalne - twierdzi Dobiecka.
Ustaliliśmy, że abonament w Biurze RPO ma tylko Kochanowski. Jego dwaj zastępcy nie mają ani złotej, ani srebrnej czy białej karty szpitala MSWiA czy jakiegokolwiek innego abonamentu fundowanego przez Biuro.
Biuro podkreśla, że za leczenie na grypę rzecznik zapłacił sam (korzystał z prywatnego lekarza rodzinnego, bo zachorowali też inni członkowie jego rodziny). Poinformowało nas też, że zainteresowanie "Gazety" sprawą abonamentu "wywołało tak poważny dyskomfort Pana Rzecznika w kwestii korzystania z zapewnionych przez Biuro udogodnień w dostępie do badań kontrolnych, że zdecydował się - dla przecięcia wszelkich dywagacji - zwrócić koszty abonamentu za rok 2009 w całości, z poleceniem potrącania w roku bieżącym płatności za abonament z wynagrodzenia za pracę (w pełnej wysokości)."