"Jeśli
Donald Tusk postawi w wyborach prezydenckich na Radosława Sikorskiego, to będzie bardzo zabawnie" - powiedziało się Jarosławowi Kaczyńskiemu w rozmowie z "Newsweekiem". Cóż takiego potrafi rozbawić poważnego zazwyczaj prezesa
PiS? "Haki", których na Sikorskiego ponoć nie brakuje. Tak przynajmniej podpowiada prezes Kaczyński, choć szczegółów podać oczywiście nie może.
Oto wraca urocza poetyka Jarosława Kaczyńskiego. Wiem, ale nie powiem. Jeszcze nie teraz, ale kiedyś na pewno tak... jak już będę mógł. Gdy pojawią się wreszcie dokumenty, to dowiedzą się państwo o wszystkich potwornościach, jakich dopuścili się ci ludzie.
Prezes PiS nigdy nie rzucał słów na wiatr i zawsze wiedział, jak się sprawy mają. Wiedział, że Kwaśniewski jest taki i owaki, ale nie da się udowodnić, bo teczka w Moskwie. Albo że politycy PO "rozkradali Polskę przez ostatnie 15-16 lat". Kto? Gdzie? Jak? "Jak państwo zobaczycie, mam nadzieję, za jakiś czas różnego rodzaju dokumenty, to państwo zobaczycie, co się w Polsce z winy tych ludzi wyprawia". Cóż, "jakiś czas" płynie powoli, cztery lata mijają właśnie od tej wypowiedzi prezesa, a my pełni wiary nadal czekamy.
Bo, trzeba zauważyć, takie rzeczy zawsze załatwiają się same. Prezes jest zbyt elegancki i taktowny, by posługiwać się "hakami". I jego partia też. Jak dziennikarze spytali niegdyś prezesa o "dziadka z Wehrmachtu", prezes po prostu odparł, że żadnej sprawy nie było. "Gdybyśmy chcieli grać w taki sposób, to mielibyśmy czym atakować. Więcej nie powiem". Kto więc wywołał Tuskowego dziadka? Sam się wywołał, jako akt sprawiedliwości dziejowej?
Także teraz "haki" pewnie same wylezą z mysiej dziury, następnie krasnoludki się nadźwigają, by przenieść je do redakcji "Rzeczpospolitej" bądź "Gazety Polskiej". Albo dopłyną tam na falach Przeznaczenia. Jak nie na Sikorskiego, to na Komorowskiego. Bo prezes, w tej samej rozmowie z "Newsweekiem", nie zapomina o drugim kandydacie na kandydata PO. Informuje, że w sławetnym aneksie do raportu o
WSI coś jest. Co? Lepiej nie pytać, to ściśle tajne.
Pojęcie "haków" wprowadził do polskiej polityki dwie dekady temu Mieczysław Wachowski. Jako pierwsi zawisnąć na nich mieli bracia Kaczyńscy. Nie zawiśli, ale prezes PiS bardzo zżył się z hakowym gadżetem.
Przeczytaj również:
Z hakiem na Sikorskiego