http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Małysz odrodzony

Robert Błoński, Jakub Ciastoń Vancouver
2010-02-15, ostatnia aktualizacja 2010-02-14 23:47

- Płakałem już na skoczni, na podium też łezka z oczu popłynęła. Moment był podniosły, serducho biło bardzo mocno. Po ośmiu latach wróciłem na olimpijskie podium - mówił wzruszony srebrny medalista Adam Małysz. Znów - jak w 2002 roku w Salt Lake City - najlepszy był Szwajcar Simon Ammann

Sobota, Whistler, Kanada. Adam Małysz z radością
Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta
Sobota, Whistler, Kanada. Adam Małysz z radością "zjada" swój srebrny medal
Czy była szansa na złoto? Nie było. Simonowi musiałoby się stać jakieś wielkie nieszczęście, żeby przegrał. Jest w takim gazie, że - kurczę - trudno się do czegoś przyczepić - przyznał Małysz po zejściu z podium.

Znowu ten Ammann. Nie wolałby pan już przegrać ze Schlierenzauerem? - pytali dziennikarze.

- Dajcie spokój. Zdobyłem medal, to mój wielki dzień. Ammann był w tej chwili za mocny. Cieszmy się ze srebra. To jest naprawdę wielki sukces - przekonywał polski skoczek. I przeczytał nam jeden z dziesiątków SMS-ów z gratulacjami: "K..., Adam! Sam nie wiem, co ci napisać. No, zaj...".

Dokonał rzeczy niebywałej. Jego powrót na podium zapisze się w historii polskiego sportu. Dziewięć lat temu wygrał Turniej Czterech Skoczni, zdobył mistrzostwo i Puchar Świata. W Polsce wybuchła małyszomania. Na igrzyska w Salt Lake City jechał jako faworyt, ale zdobył srebro i brąz, bo niespodziewanie lepszy był 21-letni Szwajcar Ammann. Potem wygrywał mistrzostwa i Puchary Świata, ale w ostatnich trzech latach na podium stawał już sporadycznie. Gdy uparcie powtarzał, że do Vancouver jedzie walczyć o złoto, nawet jego zagorzali kibice tylko się uśmiechali. - Ale nikt nigdy wprost mi nie powiedział, że się nie nadaję, że powinienem skończyć ze skakaniem, bo jestem za stary, i że na igrzyskach nie odniosę sukcesu - wspominał w sobotę 32-letni skoczek.

Srebrny medal weterana to nie cud. Przygotował się do igrzysk solidnie. Robił wszystko, co powiedział Hannu Lepistö. To 64-letniemu fińskiemu trenerowi zawdzięcza najwięcej. - Zobaczyliśmy się na chwilę w wiosce olimpijskiej. Podszedł, klepnął w plecy i powiedział: "Gut". Cały Hannu. Podziękowałem mu serdecznie. Byłem dumny i wzruszony, a on mi powiedział tylko: "Teraz walczymy dalej" - mówił Małysz.

W sobotę kolejny konkurs olimpijski. - Z serca spadł mi ogromny kamień. I teraz na dużej skoczni będę o niego dużo lżejszy. I będę jeszcze dalej skakał (śmiech) - zapowiada Polak.

Gdyby dziś w ciemno dawali panu srebrny medal na dużej skoczni, wziąłby pan?

- Nie. Będę walczył o złoto. Po tym srebrnym medalu jeszcze nie powiedziałem tutaj ostatniego słowa.

O igrzyskach w Vancouver czytaj w naszym dodatku "Gazeta Olimpijska"

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':