W czwartek w Sejmie ma być pierwsze czytanie projektu ustawy parytetowej autorstwa Kongresu Kobiet Polskich. Projekt zakłada 50-proc. parytet dla kobiet na listach do Sejmu, Parlamentu Europejskiego i samorządów. Równocześnie rozpatrywany miał być projekt PO - miał dawać 30-proc. parytet dla kobiet i mężczyzn (reszta miejsc obsadzona dowolnie).
Aby dotrzymać sejmowych procedur, autorka projektu Platformy posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz musiałaby najpóźniej dziś złożyć projekt u marszałka Sejmu. - W ubiegłym tygodniu usłyszałam od wiceszefa klubu Grzegorza Dolniaka, że nie ma decyzji, czy składamy własny projekt - mówi "Gazecie" Kozłowska-Rajewicz.
Szef klubu PO
Grzegorz Schetyna: - Będziemy o tym rozmawiać w tym tygodniu na posiedzeniu władz klubu.
Ale to za późno, by prace nad oboma projektami mogły toczyć się równocześnie. A - jak mówi Kozłowska-Rajewicz - nie można wstrzymać prac nad obywatelskim projektem Kongresu Kobiet tak, by PO zdążyła złożyć własną ustawę.
Posłanka Kozłowska-Rajewicz nie ukrywa, że powodem asekuracyjnego zachowania kierownictwa klubu PO jest konflikt, który ustawa wywołała w partii. Choć premier
Donald Tusk w wywiadzie dla "Gazety" poparł ustawowy parytet, przeciw ustawie zaprotestowała część posłów z konserwatywnego skrzydła PO, m.in. Magdalena Kochan,
Jarosław Gowin i pełnomocnik rządu ds. równego traktowania Elżbieta Radziszewska. Ich zdaniem parytet upokarza kobiety, a liczbę kobiet w polityce należy zwiększać, wprowadzając rozwiązania prorodzinne, ułatwiając dostęp do żłobków i przedszkoli.
- Nie uzyskałam entuzjazmu w klubie dla mojego projektu, i to jest moja porażka. Ale czasem lepiej przegrać bitwę niż całą wojnę - ocenia Kozłowska-Rajewicz. - Wolę wycofać się z własnego projektu ustawy, niż zaostrzać konflikt, by część posłów zrobiła z tego wojnę światopoglądową i okopała się na swoich pozycjach. Zgłoszę poprawkę do projektu Kongresu Kobiet wprowadzającą 30-procentowy parytet. I będę przekonywać koleżanki i kolegów, by ją poparli.
Kozłowska-Rajewicz twierdzi, że udało jej się przekonać do parytetu połowę klubu PO i część klubu
PiS. Za parytetem jest też
SLD.