- Wzywam Jarosława Kaczyńskiego, aby zachował się jak mężczyzna i wyłożył na stół to, co ma, po to, żebym mógł ewentualnie dać mu sposobność w sądzie udowodnić swoje insynuacje - zaapelował Sikorski.
W wywiadzie dla "Newsweeka" lider PiS Jarosław Kaczyński przypominał, że w 2007 roku prezydent miał zastrzeżenia do nominowania Sikorskiego na stanowisko szefa
MSZ. Prezes PiS twierdził, że dyskredytują one Sikorskiego, ale nie ujawnił o co chodzi. Dodał, że spowodowały one "z pewnym opóźnieniem" dymisję Sikorskiego ze stanowiska szefa
MON w rządzie PiS.
Sikorski przypomniał, że dymisja została złożona przez niego "za obopólną zgodą". A już po jego odwołaniu prezydent proponował mu stanowisko ambasadora w
USA. Szef MSZ przypomniał, że nie jest pierwszą ofiarą insynuacji Kaczyńskiego.
Podczas audycji w Radiu ZET polityk PO nazwał twierdzenia Kaczyńskiego podłością i wezwał uczestniczącego w audycji szefa prezydenckiego BBN Aleksandra Szczygłę, aby sprawy tej wagi czym prędzej wyjaśnił.
Zdaniem wiceszefa klubu PO Grzegorza Dolniaka retoryka PiS nie powinna dziwić: - Przyzwyczailiśmy się już do podobnych oskarżeń i rzucania pomówień. Dotychczas celowali w tym politycy tacy jak Jacek Kurski. Jeżeli z ust prezesa partii słychać podobną formę wypowiadania się o swoich przeciwnikach politycznych, to oznacza, że PiS już się całkowicie zatracił.
Poseł
SLD Ryszard Kalisz uważa, że Jarosława Kaczyński się kompromituje, a jego wypowiedź to "pomruk IV RP". Przypomniał, że gdy Lech Kaczyński był ministrem sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka, jego notowania wzrastały wtedy, gdy "mówił, że wie, iż ktoś coś zrobił, ale nie jest w stanie powiedzieć, co zrobił, ale że na pewno doprowadzi do tego, żeby go złapać".