Wojciech Szacki: Platforma pokazała w piątek, co chce zmienić w konstytucji. PiS przedstawił projekt już miesiąc temu i cisza... Co dalej z waszym dokumentem? Grażyna Gęsicka, szefowa klubu PiS: - To efekt pracy prawego, konserwatywnego skrzydła PiS. Jako całość nie wszystkim w partii odpowiada, ja także mam uwagi.
Jest tam dużo dobrych zapisów, ale są też takie, których nie podziela ogół Polaków. W przyszłym tygodniu planujemy zacząć debatę konstytucyjną, będziemy też rozmawiali o tym na kongresie 6-7 marca.
Nie chcemy jednak pracować nad tym dokumentem w nieskończoność. Nie chodzi przecież o to, żeby każda partia tak udoskonaliła własny projekt, żeby potem nie było pola do rozmowy. Ona musi być prowadzona z politykami, ekspertami, obywatelami, a efekt końcowy to konstytucja dla wszystkich Polaków.
Będzie wkrótce zmiana konstytucji? - W tej kadencji Sejmu to absolutnie niemożliwe. Kampanie, najpierw prezydencka, potem parlamentarna, nie sprzyjają pracom nad konstytucją i kompromisowi. Oczywiście, jeśli Platforma zechce, to powstanie komisja konstytucyjna, ale będzie fasadowa.
A zmiany, na które zgadzają się obie partie - jak zmniejszenie Sejmu i Senatu? - To kampania Platformy. Obiecała już wszystko, łącznie z miłością i cudami, to teraz może zaproponować już tylko dyskusję o konstytucji. Gdyby PO naprawdę chciała takich zmian, toby najpierw zaprosiła resztą partii na rozmowę, a nie szła z tym do mediów.
Wasz projekt był krytykowany z dwóch powodów: za przechył prawicowy w sferze wartości - m.in. wprowadza ochronę życia od poczęcia - oraz za nadmierne wzmocnienie prezydenta. A co pani myśli w tych sprawach? - Z wielkim trudem osiągnęliśmy przed laty kompromis w sprawie ochrony życia, który obowiązuje. Nie chciałabym wracać do tych sporów. Wolę, żeby było tak, jak jest w obecnej konstytucji. Wydaje mi się natomiast, że dla większości Polaków ważne jest, żeby konstytucja zaczynała się od odwołania się do Boga, żeby był w niej przepis o prawie do ochrony symboli religijnych. To część naszej kultury i cywilizacji europejskiej.
A zmiany kompetencji prezydenta? Według PiS miałby np. prawo odwoływać sędziów. To rozwiązanie rodem z Białorusi. - Problemem Polski jest to, że różne instytucje mają różne, zapisane w konstytucji obowiązki, a jeśli ich nie wypełniają - to brakuje sankcji. Dlatego przydałaby się instytucja prezydenta jako "stróża konstytucji". Nad konkretnymi zapisami możemy się oczywiście zastanowić.
Dziś sędziowie są nieusuwalni i podlegają ocenie tylko swojej korporacji zawodowej, co prowadzi do patologii. Może warto więc dać prezydentowi narzędzie do dbania o czystość wymiaru sprawiedliwości.
Nie boicie się dać takiej władzy prezydentowi? Mógłby np. nie powołać premiera, ministra, w kilku przypadkach rozwiązać Sejm. Gdyby - odpukać - prezydentem został ktoś w typie Leppera, wolałbym, żeby poruszał się w ramach obecnej konstytucji... I żeby różne władze się równoważyły. - Demokracja nie może wprowadzać wzajemnego blokowania się i bezczynności instytucji państwa. Jak mówiłam, nie upieram się co do konkretnych zapisów. Ale prezydent ma największy mandat społeczny i jako taki może stać na straży wolności i obowiązków konstytucyjnych, broniąc obywateli przed innymi urzędami.
Mija miesiąc, odkąd zastąpiła pani Przemysława Gosiewskiego na stanowisku szefa klubu. Co się zmieniło? - Na pewno jestem bardziej w centrum niż
Przemysław Gosiewski, w tym sensie zaszła zmiana. Nie mam skrajnych poglądów w żadnej sprawie. Jeśli chodzi o sprawy organizacyjne, to odziedziczyłam bardzo sprawny mechanizm.
A jak współpraca z innymi szefami klubów? - Z Grzegorzem Schetyną z PO spotkałam się raz, kurtuazyjnie. Z Grzegorzem Napieralskim z
SLD i Stanisławem Żelichowskim z
PSL mam częstsze, sympatyczne relacje. Ostatnio Napieralski przedstawił projekt ustawy o finansowaniu mediów publicznych. Podoba mi się, popieram go, choć mam zastrzeżenia.