http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Iran coraz bardziej odcięty od świata

Ludwika Włodek-Biernat
2010-02-15, ostatnia aktualizacja 2010-02-14 15:27

Już przed czwartkowymi obchodami rewolucji islamskiej Iran wsadził do aresztów 65 dziennikarzy. Teraz zamka kolejnych. Coraz trudniej ustalić, co naprawdę dzieje się w tym kraju

Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad
Fot. Vahid Salemi AP
Prezydent Iranu Mahmud Ahmadineżad
SERWISY
Do więzienia wsadzani są nawet dziennikarze amatorzy i blogerzy oskarżani o współpracę z zachodnimi mediami. - Właśnie aresztowano cały zespół redakcyjny (około 20 osób) portalu Ajande. Wielokrotnie ujawniali niewygodne fakty dla ekipy prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada - poinformowała wczoraj "Gazetę" irańska dziennikarka Nuszabeh Amiri, która od pięciu lat żyje w Paryżu.

Amiri była sygnatariuszką listu emigracyjnych irańskich dziennikarzy do zagranicznych kolegów zaproszonych przez władze Iranu do relacjonowania obchodów 31. rocznicy rewolucji. "Nie dajcie się zwieść sztuczkom waszych gospodarzy. Przyglądajcie się wszystkiemu uważnie i słuchajcie wołania narodu irańskiego" - apelowali w liście.

- Zaproszeni dziennikarze pochodzą głównie z krajów arabskich i z Turcji. Nie ma wśród nich żadnych znanych nazwisk ani ludzi zorientowanych w irańskich realiach. Znajdowali się pod ciągłym nadzorem. W dzień obchodów, 11 lutego, zawieziono ich pod eskortą na oficjalną demonstrację. Wywiady mogli robić tylko z ludźmi wskazanymi przez gospodarzy - opowiada Huszang Asadi, mąż Amiri, który razem z nią współtworzy znany portal informacyjny Rooz News.

Żadna poważna zachodnia gazeta nie dostała wizy dla dziennikarza, który chciał relacjonować czwartkowe obchody rewolucji. Wjazdu do Iranu odmówiono m.in. reporterom CNN. Zaś niezależnych gazet irańskich, które jeszcze kilka lat temu pozwalano nawet krytykować rząd, praktycznie dziś już nie ma - te, które jeszcze wychodzą, stosują autocenzurę.

W rezultacie większość informacji o obchodach rewolucji świat dostawał za pośrednictwem anonimowych blogerów i słuchaczy, którzy dzwonili do nadających po persku z zachodu stacji radiowych i telewizyjnych. Ich wiarygodność jest trudna do oceny.

Dlatego coraz trudniej ustalić, co w ogóle dzieje się w Iranie. Nie wiadomo dokładnie, ile osób 11 lutego uczestniczyło w prorządowych manifestacjach. Najwyższy przywódca Ali Chamenei zapewniał nazajutrz, że w całym kraju "przyszły dziesiątki milionów". Ale związane z opozycją irańską strony internetowe publikowały zdjęcia satelitarne Google'a, na których widać, że tłumy są znacznie rzadsze niż te pokazywane w oficjalnej irańskiej telewizji.

Nie wiadomo też dokładnie, ilu było na ulicach zwolenników opozycji. Nie udało się potwierdzić doniesień o liczbie rannych, aresztowanych i o dwóch zabitych, o których mówili dzwoniący do rozgłośni radiowych słuchacze.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 9 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':