Rozmowa z Adamem Eberhardtem, wicedyrektorem Ośrodka Studiów Wschodnich i autorem książki "Gra pozorów" o stosunkach białorusko-rosyjskich
Marcin Wojciechowski: Dlaczego Białoruś rozprawia się ze Związkiem Polaków Andżeliki Borys akurat teraz? Adam Eberhardt: To polityka faktów dokonanych mająca ograniczyć pole negocjacji, a w efekcie wymusić kompromis na własnych warunkach. Sygnał, jaki płynął z Mińska w przededniu wizyty Martynawa, zdaje się dość czytelny: jeżeli chcecie z nami konstruktywnego dialogu, to zaakceptujcie nasze prawo do tłamszenia swobód naszych obywateli.
Czy władzom Białorusi nie zależy na zbliżeniu z Zachodem? - Oczywiście, że zależy. Przecież w ich interesie leży przełamanie izolacji politycznej, wejście na rynki europejskie, włączenie się do programów pomocowych UE. Poprawa relacji z państwami zachodnimi wzmacnia ponadto pozycję Białorusi w nieprostych relacjach z Rosją, ułatwia jej również negocjowanie kredytów z Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Bankiem Światowym.
Czy trwa tam walka frakcyjna między zwolennikami zbliżenia z UE i betonem? - Nie przypuszczam. Obecna elita polityczna Białorusi jest znacznie bardziej pragmatyczna niż przed kilku laty, gdy prominentne funkcje zajmowali tam twardogłowi politycy jak Wiktor Szejman czy Władimir Naumow. Korzyści płynące z otwarcia na Europę są oczywiste. Ale białoruska elita liczy na to, że UE zmęczona nieskuteczną 15-letnią polityką izolacji Białorusi prędzej czy później zaakceptuje nowe otwarcie na warunkach dyktowanych przez Mińsk. Łukaszenka nie pójdzie na żadne działania, które mogłyby skutkować erozją jego pozycji wewnątrz kraju.
Czy warto upierać się przy wspieraniu Związku Polaków? Przecież skupia on małą część białoruskich Polaków. - Skupia małą część białoruskich Polaków, bo większość w ogóle nie angażuje się w działalność związkową. Trwający od pięciu lat konflikt wokół ZPB i istnienie dwóch struktur równoległych - uznawanego przez Warszawę formalnie nielegalnego związku pod kierownictwem Borys oraz promowanego przez władze w Mińsku związku kierowanego przez Stanisława Siemaszkę - zniechęciły część Polaków do angażowania się w działalność związkową.
Pamiętajmy jednak, że organizacja Siemaszki, choć przejęła większość infrastruktury, w tym prawie wszystkie Domy Polskie, jest strukturą sztuczną, sterowaną odgórnie przez władze i pozbawioną aktywnych działaczy. Autentyczne życie związkowe toczy się w nielegalnej organizacji Andżeliki Borys.
Jak się powinna zachować Polska wobec działań władz białoruskich? - To bardzo trudna sytuacja. Musimy być świadomi, że konflikt wokół ZPB jest dla władz białoruskich korzystny. Służy bowiem kreowaniu absolutnie fałszywego obrazu, jakoby zaangażowanie Polski na rzecz demokratyzacji Białorusi było motywowane naszymi partykularnymi interesami. Nie troską o zakres wolności obywatelskich w tym kraju, ale dążeniem do zapewnienia jakichś specjalnych przywilejów mniejszości polskiej.
Jak dotąd udaje nam się dość sprawnie unikać tej pułapki partykularyzmu, również dzięki wspieraniu dialogu Białorusi i UE. Szczególnie istotne jest wzmocnienie działań Unii tam, gdzie ma to wpływ na sytuację białoruskiego społeczeństwa. Dotyczy to na przykład obniżenia cen wiz. Kwestia ta nie należy, mówiąc oględnie, do priorytetów władz Białorusi.
Decyzje UE, które są korzystne dla Białorusinów, nie powinny być więc uzależnione od ustępstw Łukaszenki. Z kolei w kwestiach istotnych dla białoruskich władz powinniśmy silniej przestrzegać zasady warunkowości.