Wczoraj premier Donald Tusk i szef klubu PO
Grzegorz Schetyna przedstawili na warszawskiej giełdzie projekt zmian w konstytucji. "Gazeta" opisała go we wtorek. Rewolucji na miarę zapowiedzi Tuska z listopada nie będzie.
Projekt PO zakłada:
• wybory prezydenckie nadal powszechne i bezpośrednie
• osłabienie prezydenckiego weta (byłoby odrzucane bezwzględną zwykłą większością głosów, dziś 3/5)
• zmniejszenie liczby posłów z 460 do 300 i senatorów ze 100 do 49
• zapis, że to rząd odpowiada za politykę zagraniczną, a prezydent przedstawia stanowisko rządu na wniosek lub za zgodą prezesa Rady Ministrów (żeby uniknąć w przyszłości „wojen o krzesło”)
• Sejm będzie mógł uchwałą zobowiązać prezydenta do ratyfikowania w konkretnym terminie umów międzynarodowych (żeby uniknąć zwłoki, jak przy traktacie lizbońskim)
•
Trybunał Konstytucyjny będzie miał trzy miesiące na wydanie orzeczenia w sprawie ustaw zaskarżonych przez prezydenta
• byli prezydenci (ci wybrani w wyborach bezpośrednich) mieliby prawo dożywotnio zasiadać w Senacie
• Rada Bezpieczeństwa Narodowego i
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie miałyby umocowania w konstytucji
• zniesienie immunitetu parlamentarnego (immunitet mógłby zostać nadany parlamentarzyście w szczególnej sytuacji, na jego wniosek).
PO chce w marcu powołać w Sejmie komisję konstytucyjną. Jednak na zmianę konstytucji w tej kadencji nie ma szans, bo PO i
PSL nie mają wystarczającej większości. PiS chce z kolei wzmacniać prezydenta, a
SLD jest przeciw osłabieniu prezydenckiego weta. - Nie mamy złudzeń, to nie jest tak, że za dwa tygodnie czy za miesiąc będzie nowa konstytucja - podkreślił wczoraj Tusk. Zapowiedział, że jeśli nie uda się zmienić konstytucji w tej kadencji Sejmu, Platforma będzie próbowała zrobić to w następnej.