Wacław Radziwinowicz: Przez ostatnie kilka dni był pan w Moskwie jako członek tzw. grupy mędrców NATO, która przygotowuje nową koncepcję strategiczną Sojuszu. Rozmawiał pan przy okazji z Rosjanami o przygotowaniach do obchodów 70. rocznicy zbrodni katyńskiej? Adam Daniel Rotfeld: Nie biorę udziału w samych przygotowaniach uroczystości. Ale krótko porozmawiałem z ministrem spraw zagranicznych Rosji Siergiejem Ławrowem. On podszedł do mnie i gratulował, bo, jak zapewnił, zapowiadany udział premiera Władimira Putina w uroczystościach to także efekt prac naszej komisji.
Czy pańscy koledzy z Zachodu też zwrócili uwagę na decyzję Putina w sprawie Katynia? - Wielu z nich odwołuje się do niej jako do dobrego przykładu budowania stosunków z Rosją opartego na zaufaniu. A to jest dziś niezwykle ważne. Bo to, co teraz najbardziej utrudnia zmianę stosunków między Sojuszem Północnoatlantyckim a Federacją Rosyjską, to zniszczone zaufanie po obu stronach.
To odnosi się nie tylko do spraw wymagających decyzji politycznych, lecz również i tego, co dotyczy po prostu opacznego rozumienia słów, które dawniej byłoby łatwo po prostu mimochodem wyjaśnić, a teraz one budzą podejrzliwość i urastają do wielkiego problemu.
Jak może nie budzić podejrzliwości zawarte choćby w nowej doktrynie obronnej Rosji twierdzenie o tym, że główne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju stanowi NATO? - To akurat dobry przykład tego, jak brak zaufania przeszkadza. Teraz gospodarze na sposób sofistyczny czy wręcz talmudyczny wyjaśniali członkom naszej grupy znaczenie poszczególnych słów. Zwracali uwagę, że nie doceniamy tego, że w doktrynie nie pada określenie "ugroza" (zagrożenie), lecz "opasnost'" (potencjalne niebezpieczeństwo).
Rosjanie wyjaśniali nam też, że w ich doktrynie jest zapisane nie to, że NATO jest zagrożeniem, lecz że jego przybliżanie się do granic ich kraju stoi w sprzeczności z prawem międzynarodowym.
Opowiadając o tym, pokazuję, że jeśli stosunki między partnerami są napięte i brakuje wzajemnego zaufania, to każda sprawa, słowo i jego kontekst urastają do rangi problemu. Dla nas, przedstawicieli Sojuszu, ogłoszona w ubiegły piątek doktryna obronna była zaskoczeniem, Moskwa przygotowała ją w tajemnicy.
My w Sojuszu postanowiliśmy postąpić inaczej. Zaczynając pracę nad koncepcją strategiczną NATO, przyjechaliśmy do Moskwy, by wysłuchać obaw państwa, które nie należy do Sojuszu. Uważamy bowiem, że trzeba przede wszystkim odbudować wzajemne zaufanie. I w tym kontekście zapowiedź udziału Putina w obchodach katyńskich jest dla wielu sygnałem niosącym nadzieję.
Jaskółką czyniącą wiosnę? - Nie tyle czyniącą, co zapowiadającą, że wiosna może kiedyś nadejdzie. Przydatne może się też okazać doświadczenie naszej Polsko-Rosyjskiej Komisji ds. Trudnych. Zajmując się dzielącymi nasze kraje i narody problemami dotyczącymi najtrudniejszych okresów naszej wspólnej historii, nie próbowaliśmy sobie nawzajem niczego narzucać, tylko po prostu razem pracowaliśmy.
Jeśli Sojuszowi uda się pracować z Rosją nad problemem bezpieczeństwa europejskiego w taki sam sposób, to otworzy się przed nami szansa na to, by dojść do porozumień, których nie trzeba będzie potem negocjować, bo one od początku będą opracowywane wspólnie.
Tak właśnie, jak się wydaje, będzie pracować euroatlantycka inicjatywa bezpieczeństwa, na której czele stoją Amerykanin, Niemiec i Rosjanin, a pracują w niej doświadczeni eksperci i byli politycy, jak były minister obrony Niemiec Volker Ruhe. Rosję reprezentują w niej m.in. były minister spraw zagranicznych Igor Iwanow oraz Igor Jurgens, szef Instytutu Rozwoju Współczesnego, któremu patronuje prezydent Miedwiediew.
Ze strony Zachodu jest dziś wiele sygnałów otwarcia na Rosję. Myślę choćby o słynnej konferencji prasowej
Hillary Clinton i Ławrowa, kiedy mówiło się o "resecie" we wzajemnych stosunkach.
Rosjanie podchodzą do tego sceptycznie, mówiąc, że w latach 90. wielokrotnie słyszeli ze strony Zachodu obietnice, których nie dotrzymano. Trzeba z nimi o tym rozmawiać, wyjaśniać, w czym nie mają racji.
Nie obawia się pan, że obecność Putina w Katyniu, którą nazywamy jaskółką przynoszącą nadzieję, okaże się tylko pustym gestem? - Może tak się stanie. Ale premier Rosji jedzie tam nie tylko dla nas. Rosjanie, z którymi rozmawiałem tu, w Moskwie, na konferencjach międzynarodowych, mówią, że w ich kraju coś się zmienia, że część społeczeństwa, przede wszystkim młoda generacja, oczekuje od władzy takich właśnie kroków.
Teraz do głosu dochodzą tu ludzie z pokolenia, dla którego Katyń to część trudnej historii ich kraju, ale historii, za którą nie odpowiadają ani oni, ani ich rodzice czy dziadkowie. Im łatwiej niż poprzednikom spojrzeć na nią sprawiedliwie.