Przeczytaj komentarz Marcina Wojciechowskiego:
Kasa ważniejsza niż solidarność
>
Rząd Francji ogłosił właśnie, że zgadza się na sprzedaż Rosjanom jednego okrętu klasy Mistral i nieoficjalnie potwierdził, że rozważa prośbę Moskwy o zakup kolejnych trzech takich jednostek. Według francuskich mediów umowa sprzedaży Mistrala oraz wstępna obietnica kolejnych transakcji zostaną podpisane już podczas marcowej wizyty prezydenta Dmitrija Miedwiediewa w Paryżu.
Byłaby to pierwsza sprzedaż tak zaawansowanej broni przez kraj NATO do Rosji od czasu założenia Sojuszu Północnoatlantyckiego. - Gdybyśmy mieli mistrale, to w 2008 r. wygralibyśmy wojnę z Gruzją bez trudu w czterdzieści minut, a nie w 26 godzin - mówił niedawno dowódca rosyjskiej marynarki wojennej adm. Władimir Wysocki.
Ten okręt szturmowy może przetransportować i wysadzić na ląd aż 40 czołgów, 450 żołnierzy i 16 ciężkich śmigłowców. - Kiedy rosyjskie mistrale wypłyną z portów około roku 2015, radykalnie zakłócą równowagę sił na granicach Rosji. Trzeba alarmować polityków i opinię publiczną w Europie - mówi Kaarel Kaas z estońskiego Ośrodka Studiów Obronnych.
Choć o sprzedaży mistrali od dawna burzliwie dyskutuje się w korytarzach Kwatery Głównej NATO w Brukseli, to publicznie o swym niezadowoleniu mówią wyłącznie Litwini, Łotysze i Estończycy. - Stosunki NATO z Rosją stają się coraz bardziej schizofreniczne. Słyszymy o wzajemnej przyjaźni i współpracy, a potem czytamy w nowej strategii obronnej Rosji, że NATO jest jej głównym zagrożeniem - mówił przedwczoraj szef estońskiej dyplomacji Urmas Paet.
Litewska minister obrony Rasa Juknevicziene oburza się, że
Francja nie konsultuje sprzedaży z sojusznikami z NATO i UE. - Dowiadujemy się o tym z mediów - podkreśla pani minister.
Naciski Białego Domu na zablokowanie sprzedaży mistrali ponoć ograniczyły się do nieskutecznego telefonu sekretarza obrony Roberta Gatesa do szefa francuskiego
MON Herve Morina. Wcześniej w tej sprawie pisało do Paryża sześciu republikańskich senatorów z Johnem McCainem na czele. Wszyscy mieli usłyszeć od Morina tę samą odpowiedź: - Zimna wojna się skończyła. Nie możemy zachęcać Rosji do współpracy z NATO, traktując ją jednocześnie jak wroga - tłumaczył szef francuskiego MON.
Kraje nadbałtyckie przypominały też Francuzom deklaracje Unii Europejskiej, że nie będzie sprzedawać broni krajom łamiącym prawa człowieka i grożącym destabilizacją granic krajów UE. Od początku była to dość słaba argumentacja na rynku broni, gdzie najczęściej rządzą brutalne interesy i pieniądze (jeden Mistral kosztuje blisko 500 mln euro), ale ostatecznie zatopił ją w ostatnią środę sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen. - Niepokój krajów nadbałtyckich można zrozumieć z racji ich historii oraz geografii. Nie uważam jednak Rosji za zagrożenie - ogłosił ustami swego rzecznika.
Sprzedaż mistrali, które pomimo obaw Wilna, Rygi i Tallina mogą trafić w pierwszej kolejności na Morze Czarne, to oznaka kończącego się długiego wewnętrznego sporu we władzach Francji na temat przyszłości stosunków z Rosją. - Kluczowe były dwie kwestie. Po pierwsze, czy dajemy Moskwie czek in blanco w sprawie Morza Czarnego. Po drugie, jak widzimy przyszłą rolę NATO - tłumaczył niedawno Thomas Gomart z francuskiego instytutu stosunków międzynarodowych IFRI.
Zdaniem Gomarta w administracji Nicolasa Sarkozy'ego zwyciężył pogląd, że Rosjanie to wprawdzie trudni, ale jednak partnerzy, i dlatego
Ukraina i
Gruzja powinny trwale wypaść z listy priorytetów Zachodu w rejonie czarnomorskim. Nie bez kozery ostatnie pisemne protesty Tbilisi przeciw sprzedaży mistrali wspominają też niedawną decyzję francuskiej firmy Eutelsat o zerwaniu umowy o nadawaniu gruzińskiej satelitarnej TV skierowanej do rosyjskojęzycznych mieszkańców całego Kaukazu. - To cenzura na zamówienie Kremla - przekonuje Tbilisi.