W maju 2002 r. Lech Jeziorny, w PRL opozycjonista, a w III RP przedsiębiorca, współwłaściciel Krakowskich Zakładów Mięsnych, Polmozbytu i szeregu spółek zależnych, opublikował na łamach katolickiego miesięcznika "W Drodze" esej "Etyka w biznesie".
Dwa zdania z tego tekstu pasują do sytuacji, w której on i jego wspólnicy znaleźli się kilkanaście miesięcy później: "To, co dla osoby niezorientowanej często pachnie skandalem i nadużyciem, w rzeczywistości może być działaniem mieszczącym się w realiach zawodowych czy też branżowych"; "Często działania antykorupcyjne są bardziej na pokaz niż w celu skutecznego zwalczania patologii, a odnowiciele są mało kompetentni i skuteczni".
Wielka akcja
25 września 2003 r. tuż po 6 rano do domów Jeziornego i jego wspólnika Pawła Reya przyjechali policjanci CBŚ z prokuratorskim nakazem zatrzymania. Na oczach rodzin przeprowadzili rewizję. Grzebali po szafach, szufladach. U Jeziornego w jednej z nich znaleźli datowany na 12 grudnia 1981 r. nakaz internowania. Od policjanta Jeziorny usłyszał: - Ludzie z biografią też bywają przestępcami.
W prokuraturze przedsiębiorcy dowiedzieli się, że kierowali zorganizowaną grupą przestępczą, która - pod pozorem prywatyzacji - za bezcen miała przejmować majątek zarządzanych przez nich państwowych spółek. Prowadzący śledztwo prokurator Andrzej Kwaśniewski przyjął, że skarb państwa stracił na tym prawie 66 mln zł. Według niego mechanizm był taki: podejrzani za pieniądze przekształcanych firm kupowali ich majątek. - Nasze prawo tego nie dopuszcza - mówił w 2005 r. prokurator Kwaśniewski.
Oprócz Jeziornego i Reya aresztowano jeszcze osiem osób.
Prokuratura w 2003 r.: Jest ciężkie przestępstwo
Wszystko zaczęło się wtedy, gdy krakowscy śledczy zaczęli sprawdzać prywatyzację przedsiębiorstw, które należały do NFI Magna Polonia. Sygnał dał urząd skarbowy, którego zaniepokoiły znaczne przepływy pieniędzy między firmami. Chodziło przede wszystkim o krakowski Polmozbyt. Według prokuratury zdefraudowano pieniądze z kredytu, które zamiast na restrukturyzację popłynęły do spółek-córek powiązanych kapitałowo i personalnie z Polmozbytem.
Idąc tropem tych powiązań, śledczy wzięli też pod lupę Krakowskie Zakłady Mięsne, znane z kiełbasy sucha krakowska. Podobnie jak Polmozbyt należały do Magny Polonii. I z Polmozbytem były powiązane osobami Jeziornego i Reya, którzy zasiadali we władzach tych firm.
Magnie Polonii oba przedsiębiorstwa ciążyły, zwłaszcza zakłady mięsne, które były w kiepskiej kondycji. Jeziorny i Rey wymyślili, jak je ratować. Posłużyli się tzw. wykupem menedżerskim i lewarowanym. To metody od dawna znane na rynku amerykańskim, choć mocno skomplikowane. W Polsce niewielu wówczas pewnie wiedziało, o co chodzi. Jeziorny może o nich rozmawiać godzinami - o wykupie menedżerskim napisał doktorat.
W skrócie wyglądało to tak: stary budynek ZM w centrum Krakowa sprzedano, a produkcję wraz z nazwą firmy przeniesiono do nowej spółki, która mieściła się w nowoczesnych halach na obrzeżach miasta. Na starym miejscu powstała popularna dzisiaj w Krakowie galeria handlowa.
Śledczym nie spodobało się jednak, że zamiast nowy zakład wybudować za pieniądze ze sprzedaży działki, uczyniono to za kredyt zaciągnięty pod zastaw majątku firmy. Zanurzyli się w gąszcz operacji biznesowych. I choć biznesmeni tłumaczyli, że pieniędzy z działki nie wystarczyło, bo sporo poszło na uprzątnięcie terenu, wzrosły też koszty, bo urzędnicy przez dwa lata wstrzymywali zgodę na budowę galerii handlowej, prokuratorzy uznali, że pieniądze rozpłynęły się w gąszczu kolejnych spółek, przenoszenia własności i poręczania kredytów. - Nie było wykupu menedżerskiego, lecz działanie w zorganizowanej grupie przestępczej, wyprowadzanie majątku ze spółek i pranie brudnych pieniędzy - mówiła "Gazecie" w 2004 r. ówczesna rzeczniczka krakowskiej prokuratury Mirosława Kalinowska-Zajdak.
Krakowski prawnik znający sprawę: - W środowisku mówiło się wtedy, że tak naprawdę chodziło o polityczne grono wokół NFI związane z ówczesną Unią Wolności. Dlatego śledczy w kółko pytali o ten NFI.
Człowiek aresztowany...
Dla Aleksandra Halla, opozycjonisty, byłego ministra w rządzie Tadeusza Mazowieckiego, zatrzymanie Jeziornego było szokiem. - Lecha znam od 1979 r., jeszcze z czasów Ruchu Młodej Polski, i uważam go za człowieka, który w sprawach etycznych i moralnych bardzo wysoko stawia sobie poprzeczkę. Dlatego początkowo byłem przekonany, że to jakieś nieporozumienie, może błąd biznesowy i sprawa szybko się wyjaśni. Dzisiaj wiem, jak naiwne było to myślenie - przyznaje z goryczą Hall.
Areszty trwały od 1 do 11 miesięcy. Jeziorny i Rey siedzieli po 9 miesięcy, prokurator w tym czasie przesłuchał ich tylko raz. Przy zatrzymaniu. Siedząc za kratkami, Jeziorny przez trzy miesiące nie mógł zobaczyć córki. List od niej, ze względu na cenzurę prewencyjną, szedł do niego miesiąc.
Czesław B. - szef zarządu Krakowskich Zakładów Mięsnych - pobity w areszcie przez współwięźnia narkomana, dobrowolnie poddał się karze.
Podobnie postąpił Piotr G., były prezes Polmozbytu (również pobity w celi). I Alicja F. kierująca jedną ze spółek zależnych. W więzieniu przeszła załamanie psychiczne. Pisała do prokuratora czołobitne listy, teraz twierdzi, że groźbami wymuszano na niej zeznania.
Wszyscy troje przyznali się np. do podpisywania umów bez uprawnień. Była to cena za wolność. Dostali wyroki w zawieszeniu. Oddali skarbowi państwa akcje firm, w których byli udziałowcami.
Presję wytrzymał Grzegorz Nicia, jeden z zatrzymanych do sprawy Polmozbytu. Gdy siedział, jego ciężarna żona trafiła do szpitala. Prokurator proszony o zwolnienie Nici, by mógł opiekować się dwójką dzieci (4 i 7 lat), odpowiedział pismem o możliwości oddania ich do domu dziecka. Mimo to Nicia nie poddał się karze.
Źródło: Gazeta Wyborcza