http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kokosowa teologia

rozmawiała Katarzyna Wiśniewska
2010-02-14, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 15:31

Traktowanie krytycyzmu wobec hierarchii czy nauczania Kościoła jako tego, co wyróżnia dane środowisko katolickie, to wielka pułapka - mówi Zbigniew Nosowski*

Podział na Kościół otwarty i zamknięty jest dzisiaj za ciasny?

Zbigniew Nosowski: Zawsze był za ciasny i mało opisowy, a poza tym niezgodny z oryginałem. Juliusz Eska w 1964 r. ani razu nie pisał o Kościele zamkniętym. Umieszczał postawę otwartości między integryzmem a progresizmem i w tym sensie jego opis jest aktualny. Postawę otwartości uważam za niezbędną dla katolika, ale odkąd "otwartych" zaczęto przeciwstawiać "zamkniętym", nie używam słowa "otwarty" do opisu własnej postawy. Taki dualistyczny podział stygmatyzuje tych, których nazywamy "zamkniętymi".



W "Więzi" opisał pan cztery katolicyzmy: twierdzy, walki, dialogu i prywatny. Czy mapa polskiego katolicyzmu różni się od mapy sprzed powiedzmy 15 lat, czasu wielkich sporów światopoglądowych?

- Postawy wobec Kościoła, społeczeństwa są dzisiaj bardziej zróżnicowane. W ostatnich latach wyraźniej dają o sobie znać opcje skrajne, które moim zdaniem nie mają wielkiej przyszłości, ale na mapie polskich katolicyzmów trzeba je brać pod uwagę.



Pan odróżnia katolicyzm twierdzy, który cechuje wrogość wobec świata, od katolicyzmu walki - zamiast wrogości nieufność, podejrzliwość. Czy to nie są niuanse?

- Z pewnością nie. Różnicę widać najlepiej na przykładzie polemik wewnątrz środowisk konserwatywnych. Kilka lat temu Paweł Milcarek z "Christianitas" definiował tożsamość swojego środowiska, odróżniając ją od strategii oporu według Radia Maryja: świat jest tak zły, że można już tylko bezradnie dawać świadectwo prawdzie. Ja taką postawę nazywam katolicyzmem twierdzy, w którym liczy się troska o samą twierdzę, o przetrwanie i umacnianie tej grupy. Sam Milcarek opowiedział się za wejściem w ostry spór ze światem - po to, żeby go przemieniać. To u mnie katolicyzm walki: świat nie jest zły, ale zło w nim przeważa. Wielu przedstawicieli "Christianitas" czy "Frondy" chlubi się swoją wojowniczością.



Praktyka chyba odbiega od ideału. Paweł Milcarek z „Christianitas” nie rozmawia z „Gazetą”, dokładnie tak jak nie rozmawia z nami o. Rydzyk.

- Pamiętam, że Milcarek dopiero po sprawie 14-letniej "Agaty" ogłosił, że nie będzie rozmawiał z "Gazetą", bo uznał, że przekroczyła granicę przyzwoitości. Każdemu wolno wyznaczyć jakieś granice, ja mogę się z tymi granicami nie zgadzać, ale to jego prawo. Z kolei środowisko o. Rydzyka separuje się od wszystkich. Trudno znaleźć na łamach "Naszego Dziennika" odwołania nawet do "Christianitas" czy "Frondy". Do dyskusji na łamach "Więzi" zapraszaliśmy redaktor naczelną "Naszego Dziennika". Nie udało się do niej dotrzeć, tak jak wcześniej ignorowała zaproszenie do wewnątrzkatolickiego okrągłego stołu na Zjeździe Gnieźnieńskim w 2005 r. Co ciekawe, wtedy nie udało się nam dotrzeć także do Daniela Cohn-Bendita, przywódcy francuskiej rewolty 1968 r., dziś europarlamentarzysty, uznającego polski Kościół za wielkie zagrożenie. Mimo wielu prób nawiązania kontaktu konsekwentnie milczał. Dla mnie to dowód, że fundamentalizm laicki i fundamentalizm religijny mają ze sobą coś wspólnego...



A gdyby miał pan swoją mapę nałożyć na Episkopat?

- Nie potrafię tego zrobić z prostego powodu: postawa większości biskupów jest tajemnicą, bo nie zabierają głosu publicznie. Wiemy doskonale, ilu biskupów przyjeżdża co roku na jubileusz Radia Maryja, to około jednej dziesiątej polskiego Episkopatu. Poza tym o proporcjach niewiele wiem.



Jednak gdy Episkopat wypowiada się w listach, komunikatach, to językiem konfrontacji, najbliższym katolicyzmowi walki.

- W ostatnim liście o języku polskim - nie, w listach o rodzinie - tak. Te są, niestety, utrzymane bardziej w tonie walki niż prezentowania pozytywnej wizji.

Pamiętam jednak, że w pierwszej połowie lat 90. biskupi częściej posługiwali się językiem obywatelskim niż językiem narodu. Myślę, że ostatnio do języka Episkopatu powróciło odwołanie się do argumentu 95 proc. Polaków katolików. Inaczej niż w znakomitym haśle z listu pasterskiego z 1993 r.: "Nie można być dobrym katolikiem, nie będąc dobrym obywatelem".



Na biegunie przeciwległym do katolików twierdzy umieścił pan katolików prywatnych. Zarzuca im pan wolność bez wymagań, gloryfikację dialogu. Jak rozumiem, to katoliccy liberałowie. A konkretniej?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów

Varga kontra Dunin: Ateizm a la GW

O ile listy do redakcji pisane przez teistów i ateistów aż tak bardzo mnie nie zdziwiły, a wręcz ucieszyły, to oddźwięk na stronie internetowej "Krytyki Politycznej" raczej mnie zdziwił mocno - pisze Krzysztof Varga

Problem dziewczynki w ciele chłopca

Pięcioletni chłopczyk z brytyjskiego Essex od trzeciego roku życia czuje się dziewczynką. To coraz częstsze zaburzenie nawet u tak małych dzieci