http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Sfotografował "Bóg jest Wielki" i wygrał

Ludwika Włodek-Biernat
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-12 14:13

Zwycięzca rozstrzygniętego w piątek konkursu World Press Photo, włoski fotograf Pietro Masturzo sfotografował kobiety na dachu jednego z teherańskich domów. 24 czerwca 2009 roku, kiedy robił to zdjęcie, zmierzch zapadał dopiero po 9 wieczorem. O tej porze w mieście rozlegały się pierwsze wołania przeciwników reżimu - Allah Akbar, Bóg jest wielki. Kobiety sfotografowane przez Masturzo też pewnie krzyczą Allah Akbar.

Fotografia Pietra Masturza - zwycięzcy World Press Photo 2009
Fot. Pietro Masturzo
Fotografia Pietra Masturza - zwycięzcy World Press Photo 2009
W latach 70. okrzyki Allah Akbar z dachów o zmierzchu wznosili religijni przeciwnicy świeckich rządów szacha Mohammada Rezy Pahlawiego. Robili to nie tylko religijni wyznawcy przebywającego wówczas na emigracji ajatollaha Chomeiniego, także świeccy irańscy komuniści. Ten zwyczaj stał się symbolem oporu przeciw tyranii. Sprzeciwem wobec moralnego zepsucia reżimu, który zabijał, więził i torturował obywateli domagających się swoich praw.

W czerwcu zeszłego roku, po wyborach prezydenckich 12 czerwca, Irańczycy, tak jak 30 lat wcześniej, znów powstali przeciw reżimowi. Odwołali się do poetyki tamtego buntu, choć dławiący ich rząd był rządem Republiki Islamskiej, o którą walczyli przeciwnicy szacha. Byłam w Teheranie, kiedy po 30 latach wrócono do dawnego zwyczaju. Było to w niedzielę 14 czerwca. Dzień wcześniej służby porządkowe pod ministerstwem spraw wewnętrznych ostrą amunicją rozpędziły pierwszych protestujących, którzy nie wierzyli, że miażdżąca wygrana prezydenta Mahmuda Ahmadineżada była uczciwa. Padli zabici. Na niedzielny protest przyszło już wiele tysięcy ludzi. Też rozpędzano ich gazem, okładano pałami, ale wytrwali w wielotysięcznym pochodzie kilka godzin. Gdy zapadł zmierzch z dachów rozległy się pierwsze nieśmiałe okrzyki "Allah Akbar". Po kilkunastu minutach cały Teheran rozbrzmiewał tym wołaniem.

Organizowane w kolejnych dniach demonstracje były coraz liczniejsze, protesty ogarniały inne miasta. Mimo represji, aresztowań i zabijania przez siły porządkowe reżimu kolejnych demonstrantów, Zielony Ruch, nazwany tak od kolorów kampanii wyborczej jednego z oponentów Ahmadineżada Mir Hosejna Musawiego, potężniał.

Dziś, ponad 7 miesięcy od wyborów, jest wielką koalicją. Są w niej zarówno wierzący w idee republiki islamskiej przywódcy protestów - Musawi, Mehdi Karubi czy były prezydent Iranu Mohammad Chatami - jak i zwolennicy świeckiej demokracji. Są walczący z cenzurą dziennikarze, działaczki organizacji kobiecych, studenci, obrońcy praw człowieka, a także bazari - irańscy kupcy, którzy w końcu lat 70 stali się podporą tamtej rewolucji. Wszystkich łączy sprzeciw wobec przemocy władzy, nakładania kagańca mediom i więzienia przeciwników politycznych.

Musawi, który przecież sam tworzył Republikę Islamską i był jej premierem w latach 80, przyznał na kilka dni przed obchodami 31 rocznicy rewolucji, że ta nie osiągnęła swoich najważniejszych celów. "Nie wypleniła tyranii i dyktatury". W ostatnią środę wieczorem, na dzień przed rocznicą, po Teheranie znów niosło się wołanie "Allah Akbar". Dzień później, w czwartek, oficjalnym obchodom towarzyszyły masowe protesty opozycji. Tym razem znów udało się je stłumić. Ale będą kolejne.

I choć to na razie irański reżim ma do dyspozycji uzbrojonych po zęby gwardzistów, bojówkarzy z nożami i pałkami, helikoptery, które we czwartek patrolowały Teheran z powietrza, i armię, to irańska historia uczy, że przemoc nie wystarcza by rządzić tym krajem. Nagroda za zdjęcie protestujących irańskich kobiet pokazuje, że i świat o tym pamięta.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':