http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Więzienie dla premiera

Anna Kołakowska
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-11 21:48

Była praca za seks w Samoobronie, są wyroki. Sąd skazał Andrzeja Leppera, b. wicepremiera w rządzie odnowy moralnej Jarosława Kaczyńskiego, na dwa lata i trzy miesiące więzienia. Stanisław Łyżwiński dostał pięć lat

RAPORTY
- Winni zostali ukarani. Warto było to wszystko zacząć... - mówiła, płacząc, Aneta Krawczyk. Ponad trzy lata temu to Krawczyk, szefowa biura poselskiego Łyżwińskiego, opowiedziała "Gazecie", jak liderzy Samoobrony wymuszali usługi seksualne od niej i innych działaczek partii, w zamian obiecując pracę lub miejsce na liście wyborczej.

Po naszych publikacjach Lepper nie stracił fotela wicepremiera w gabinecie Kaczyńskiego. Bronił się, twierdząc, że zarzuty wobec niego i Łyżwińskiego to próba obalenia rządu. Usunięto go ze stanowiska dopiero po słynnej aferze gruntowej.

Sprawą pracy za seks w Samoobronie zajęła się prokuratura. Obu polityków oskarżono o molestowanie seksualne kobiet z tej partii, a Łyżwińskiego także o zgwałcenie jednej z nich. Proces zaczął się w maju 2008 r., wczoraj zapadł wyrok.

Krawczyk wchodziła do sądu spięta i zdenerwowana. Pytania dziennikarzy ucinała krótko: - Bez komentarza.

Gdy przez kilkadziesiąt minut sąd czytał wyrok, z nerwów ściskała palce. A kiedy ogłosił, że obaj politycy mają trafić do więzienia, rozpłakała się.

Sąd uwierzył pokrzywdzonym kobietom i uznał obu oskarżonych za winnych wszystkich zarzutów. Byłego wicepremiera ukarał za wykorzystywanie seksualne Anety Krawczyk oraz próbę molestowania szefowej młodzieżówki partyjnej z Lublina. Łyżwińskiego skazał za siedem przestępstw, m.in. wykorzystywanie seksualne czterech kobiet i zgwałcenie jednej z nich. Sąd wymierzył im takie kary, jakich domagała się prokuratura. Uzasadnienie wyroku (podobnie jak cały proces) było niejawne.

Z sali rozpraw Aneta Krawczyk wychodziła uśmiechnięta i zadowolona. - Wreszcie się skończyło, spadł mi wielki kamień z serca - cieszyła się. - Winni zostali ukarani, tak jak od początku tego oczekiwałam. Moje życie bardzo się zmieniło przez tę sprawę, ale warto było wszystko zacząć. Nie żałuję tego i jestem wdzięczna wszystkim, którzy mi pomogli. Namawiam wszystkie kobiety, które znalazły się w podobnej sytuacji, aby postąpiły tak jak ja.

Na sali rozpraw nie było oskarżonych. Łyżwiński, który był tymczasowo aresztowany od sierpnia 2007 roku, ostatnio przyjeżdżał do sądu tylko za zgodą lekarza. Wczoraj lekarz się zgodził, ale oskarżony nie przyjechał - za bardzo bolał go kręgosłup.

Decyzji sądu wysłuchała jego żona Wanda Łyżwińska: - To wyrok na polityczne zamówienie, efekt medialnej nagonki. Od początku był gotowy, trzeba było tylko wpisać datę.

Na ogłoszenie wyroku nie przyjechał też Andrzej Lepper, który odpowiadał z wolnej stopy. Za to szeroko komentował go później w mediach. - Jestem niewinny - mówił. - Będę się odwoływał aż do Strasburga.

Apelację od nieprawomocnego wyroku zapowiedzieli też obrońcy obu polityków, którzy nie przyznawali się do winy. - Takiego wyroku nie akceptuję ani ja, ani mój klient - mówiła mecenas Elżbieta Lewicka, obrońca Łyżwińskiego. - Nasze dalsze kroki są więc oczywiste.

Łyżwiński, który może się już ubiegać o warunkowe zwolnienie, decyzją sądu opuścił wczoraj piotrkowski areszt. Do domu wrócił karetką, nie zamieniając słowa z czekającymi na niego dziennikarzami. Żona: - Wszedł do aresztu na własnych nogach, a wyszedł kaleką.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 3 komentarze
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':