http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Kto gra do mszy

Karolina Stasiak, Radom
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-11 20:20

Parafiom brakuje organistów. Najgorzej jest w małych miejscowościach

Organistka Maria Czarnecka-Cieślak prowadzi chór w katedrze w Radomiu
Fot. Anna Jarecka / Agencja Gazeta
Organistka Maria Czarnecka-Cieślak prowadzi chór w katedrze w Radomiu
- Co najmniej kilkanaście parafii w diecezji radomskiej natychmiast przyjęłoby organistę do pracy - mówi ks. Wojciech Szary, dyrektor Diecezjalnego Studium Organistowskiego w Radomiu.

W tutejszym studium dziesięć lat temu było 50 słuchaczy, teraz kilkunastu. Podobne problemy mają inne diecezje.

- Większe diecezje może tak tego nie odczuwają, ale w takich jak nasza jest problem - przyznaje ks. Andrzej Białek, dyrektor Diecezjalnego Studium Organistowskiego w Legnicy. I dodaje: - Najgorzej jest na wsiach, tam często grają osoby bez przygotowania muzycznego.

Przyczyn, dla których zawód organisty stał się mało atrakcyjny, jest wiele. Niektórzy wolą szukać pracy za granicą. Odstraszają kiepskie zarobki. - To nigdy nie był zawód, który można traktować jako typowe źródło utrzymania, wybierało się go raczej z powodów religijnych. W małych parafiach wiejskich w niedzielę są dwie msze. Trudno organiście z tego wyżyć - wyjaśnia ks. Białek.

Zarobki organistów zależą od miejsca zatrudnienia. W dużej parafii w mieście może zarobić nawet 2-3 tys. zł miesięcznie. Na wsi oczywiście dużo mniej. Na pensje organiści narzekają na forach internetowych. Organista z Mławy pisał, że zarabia około tysiąca złotych.

Ks. Sławomir Zawada, przewodniczący Komisji Muzyki Kościelnej diecezji bielsko-żywieckiej, zapewnia, że do Komisji proboszczowie z prośbą o organistę zgłaszają się sporadycznie, a młodzi ludzie coraz częściej są zainteresowani zawodem organisty.

A parafie coraz częściej, nie mogąc znaleźć profesjonalisty, obniżają wymagania. - W mniejszych parafiach często zatrudnia się samouków lub osoby po ogniskach muzycznych - mówi ks. Zawada.

Dużych wymagań nie stawiają też studia organistowskie. Organistą może zostać praktycznie każdy, kto ma zdolności muzyczne i chęci do grania - nie jest wymagana nawet matura. Radomskie studium kształciło już takich, którzy ukończyli jedynie gimnazjum, szkołę zawodową, choć byli i absolwenci akademii muzycznych. Pasję do organów odkryli w sobie kiedyś 70-latek oraz piekarz.

Diecezjalne Studium Organistowskie w Zielonej Górze przyjmuje chętnych, którzy ukończyli 15 lat. Także osoby bez żadnego przygotowania muzycznego. Przyszli organiści, oprócz przedmiotów ściśle muzycznych, uczą się liturgiki, teologii dogmatycznej, Pisma Świętego, prawa kanonicznego, mają też zajęcia z dyrygentury czy prowadzenia chóru.

Kandydaci bez przygotowania muzycznego naukę zaczynają od podstaw: uczą się zasad muzyki i gry na fortepianie. Absolwenci szkół muzycznych i ci z wyższym wykształceniem muzycznym rozpoczynają naukę od drugiego bądź trzeciego roku. Po pięciu latach otrzymuje się świadectwo uprawniające do pracy w całej Polsce, a osoby ze średnią ocen powyżej 4,5 mogą uzyskać dyplom - ale to zobowiązuje do wykonania koncertu organowego. kw

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 17 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':