http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Cena ratunku w górach

Bartłomiej Kuraś, Kraków
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-11 19:57

Za akcje ratunkowe w polskich górach poszkodowany będzie musiał zapłacić? Takie zmiany chcą wprowadzić posłowie

Każdego roku Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe podejmuje kilkaset interwencji. Nie zawsze ratuje rannych narciarzy czy zaginionych turystów. TOPR-owcy ściągali też z Orlej Perci pijanego mężczyznę, zabierali pijaną kobietę z Kalatówek.

- Denerwuje mnie, gdy słyszę, że TOPR musi lecieć śmigłowcem po pijanego, który utknął w górach. Za głupotę taki delikwent nic nie płaci, bo według polskiego prawa musi być uratowany za darmo - mówi Andrzej Gut-Mostowy, poseł PO.

Najprostsze zwiezienie poszkodowanego z gór bez śmigłowca TOPR wycenia na 400 zł. Akcja poszukiwawcza na lawinisku to 10 tys. zł. Godzinna akcja z użyciem śmigłowca to już kilka tysięcy złotych.

Czy akcje w górach powinny być płatne? Jeszcze w tym miesiącu ma się tym pytaniem zająć Parlamentarny Zespół ds. Ratownictwa Górskiego i Wodnego. - Będę postulował wprowadzenie przepisów, które odpowiedzialność finansową za wypadek w górach przeniosą na poszkodowanego, a ten zapłaci z własnej kieszeni albo z ubezpieczenia - zapowiada poseł Gut-Mostowy. - Tak jest już w innych krajach europejskich.

Posłów PO gotowa jest poprzeć w tej sprawie opozycja. - Taka sytuacja nie powinna mieć dłużej miejsca. Czekamy na propozycje rządowe i wtedy gotowi jesteśmy do wypracowania nowych rozwiązań - deklaruje Edward Siarka, poseł PiS, wiceprzewodniczący zespołu ds. ratownictwa.

Wzorem dla posłów mają być rozwiązania przyjęte na Słowacji. Od czterech lat za wszystkie akcje ratunkowe i poszukiwawcze w górach muszą płacić turyści. Słowaccy ratownicy zdobywają w ten sposób około 15 proc. swego rocznego budżetu. Turyści, narciarze, taternicy, aby uniknąć płacenia z własnej kieszeni, przed wyjściem w góry kupują ubezpieczenie. Najniższa dzienna stawka ubezpieczenia górskiego na Słowacji to około 1 zł. Takie ubezpieczenie zapewnia pokrycie wydatków za akcję ratunkową do około 30 tys. zł. Ubezpieczenia można wykupić w hotelach i schroniskach.

Gdyby wprowadzić podobne rozwiązania także w Polsce, TOPR miałby mniej problemów związanych z finansowaniem swojej działalności. TOPR twierdzi, że rocznie potrzebuje 5,5 mln zł. W tegorocznym budżecie MSWiA zapisano 3,3 mln zł (o 2,2 proc. mniej niż w zeszłym roku). Skąd TOPR bierze brakującą kwotę?

- Zabiegamy o sponsorów, zarabiamy, pilnując stoki narciarskie, dostajemy część wpływów z biletów wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego - wylicza Jan Krzysztof, naczelnik TOPR. - To starcza na prowadzenie bieżącej działalności. Problemy zaczną się, gdy spotka nas jakaś przykra niespodzianka. Na przykład zepsuje się śmigłowiec.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 6 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':