Najpierw jeden ciężko wzdychał, że Łyżwińskiemu tylko baby w głowie. Potem
Aneta Krawczyk dopowiedziała, a trzy inne działaczki ubrały to w szczegóły. Tekst poszedł. Potem była samoobrona Samoobrony, która przejdzie do historii groteski i kryzysowego PR-u.
Jedź pan i słuchaj Reportaż "Praca za seks" opublikowaliśmy w grudniu 2006 r. Ale przyczynek do tematu pojawił się pół roku wcześniej. To wysoko postawiony lepperowski działacz klął przy mnie na Stanisława Łyżwińskiego, że mu tylko "dupy w głowie". A jak to? A tak to! Bo cwaniaczy, że dla partii tyle robi, a tylko baby mu się w gabinecie zmieniają. I to takie biedne, z dzieciakami na głowie, żeby za małą pensję spotulniały do wszystkiego. A jeszcze pieniądze partyjne gdzieś znikają. No weź pan jedź, to się nasłuchasz - zakończył aktywista.
No to pojechałem. I słucham, że jak Łyżwiński jaką upatrzy, to nie daruje. Taką jedną wziął, dał pensję, a ta z trójką dzieciaków i ryczy, że się upadla, by do lodówki włożyć masło. I pada nazwisko Anety Krawczyk. A że
Samoobrona właśnie w wyborach samorządowych szorowała wynikami po dnie tabeli, to łatwiej było z ludźmi rozmawiać. Aneta po prostu się pobeczała, że chce cofnąć czas, bo sobie w twarz nie może spojrzeć. Gdy znalazłem trzy inne kobiety, które jota w jotę opowiedziały to samo, zdecydowaliśmy o publikacji.
Wdzięczność alfonsa Po niej Lepper stracił kontakt z rzeczywistością. Na konferencji prasowej najpierw płakał, potem prosił, a w końcu groził, że "Gazetę" trzeba zamknąć, bo zrobiła zamach stanu, że to koncerny paszowe nas inspirują, że kobiety kłamią, a jego przyboczny Janusz Maksymiuk przysięgnie na wszystko, że chodzili "krok w krok" i molestowanie to bajka. Zadzwonił wtedy do mnie ten lepperowy aktywista, a przerażony tak, że tylko się jąkał: - Panie, tylko nie mów, że te koncerny paszowe to ja, bo stracę partyjną pensję. A mam długów pełno, żyć muszę.
Bo na tym się cała afera opierała. Samoobrona w swoim fenomenie stała ludźmi zadłużonymi, z wyrokami kryminalnymi, którzy u wodza zaciągnęli dług awansu społecznego i finansowego, by ratować się przed szarą rzeczywistością odsiadki i komorników. Lepper wyciągnął ich z pola, z obory i wrzucił w obyczaje, które rozumieli na swój przaśny sposób. Że polityka to łupy, ale takie, że nie ma litości dla jeńców. Pensja, immunitet, dieta na paliwo i kobiety, które proszą o możliwość realizacji, bo w miasteczku 50 proc. bezrobocia. Łyżwiński, człowiek znikąd, który w dwóch kadencjach tankował paliwo do samochodu widmo, widząc te ubogie kobiety, znalazł swoją niszę. I awansował do pozycji nadwornego alfonsa, by spłacić Lepperowi możliwość paradowania po sejmowych korytarzach i tankować to paliwo w maksymalnym limicie.
Groźbą, lekarzem i PR-em Od początku Lepper i jego działacze gimnastykowali się przy granacie, by zawleczkę wcisnąć do środka. Kilka ich wolt zapewne przejdzie do historii kryzysowego public relations.
? Lepper ujawniał publicznie nazwiska kobiet, które składały zeznania obciążające jego i Łyżwińskiego: Anety Krawczyk i Agnieszki K., działaczki z Lublina.
? Gdy pojawił się wątek badania DNA i Łyżwińskiego, który okazał się nie być ojcem córki Anety Krawczyk, Lepper i jego działacze głosili, że "ta pani nie wie, z kim ma dziecko, już sześciu podała". Lepper wykorzystał to, oczerniając kobietę.
? Jacek Popecki, asystent Łyżwińskiego, Franciszek I., działacz partyjny z Myślenic, i Paweł G., działacz z łódzkiego, grozili świadkom, którzy obciążali Łyżwińskiego i Leppera, lub składali im obietnice. Anecie Krawczyk jeden groził śmiercią. Popecki obiecywał wdzięczność, jeśli zmieni zeznania. Wszyscy stanęli przed sądem za utrudnianie śledztwa. Dwóch zostało już skazanych.
? Gdy Łyżwiński w 2007 r. został aresztowany, zaczęła się batalia jego żony. Wanda Łyżwińska, która zasłynęła refleksją, że "dobrze, że chłopy jeszcze mogą", nagle zwątpiła w zdolności męża. Przynosiła do sądu zaświadczenia lekarskie, że jej mąż "nie może wykonywać gwałtownych ruchów", a sam Łyżwiński miał okazać się impotentem. W areszcie próbował symulować głodówkę, ale został przyłapany z siatami w więziennej kantynie.
? Rok po wybuchu afery zadzwonił do mnie pracownik agencji PR, oferując tajne zeznania Leppera, by pokazać go w lepszym świetle. Ale miał dzwonić do innej gazety, tylko pomylił numery telefonów. Gdy naprawił błąd, zeznania opublikował jeden z dzienników.
Co zmieni ten wyrok? Po trzech latach batalii zapadł wyrok. I zaraz dostałem pytanie. - Czy nie uważa pan, że wyrok na Leppera jest zbyt surowy? No bo do więzienia za molestowanie? - to z wczoraj od zdziwionego dziennikarza.
Nie. Nie uważam. Sąd w Piotrkowie Trybunalskim nie zajmował się "zabawą w lekarza", ale dnem moralnym, którego sięgnęli Lepper i Łyżwiński.
Mocny wyrok za molestowanie może przerwać zmowę milczenia wokół transakcji ciało za pracę. Bo że takich wokół nas wiele, można być pewnym. A wiele, bo kobiety milczą. Aneta Krawczyk nie milczała, a sąd powiedział: molestowanie to nie są przaśne żarty. Za to idzie się siedzieć.