http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Szarża Sobiesiaka

Wojciech Czuchnowski
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-11 23:02

- Nie dam wam satysfakcji poniżania mnie pytaniami - oświadczył przed hazardową komisją śledczą biznesmen Ryszard Sobiesiak

Ryszard Sobiesiak
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Ryszard Sobiesiak
SERWISY
Już wejście Sobiesiaka do Sejmu było mocne. Przed gmachem spotkał b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego, swojego głównego oskarżyciela. Rzucił do niego: "Ty, człowieczku, ty".

Do dziennikarzy, którzy otoczyli go w korytarzu, mówił: "Odsuńcie się, bo was odsunę" i "Jak chcecie moje zdjęcie, to weźcie sobie z internetu". Reporter Radia ZET usłyszał: "Swołocz jedna, wy tylko kłamiecie".

"Pogarda dla mojego nazwiska"

Sobiesiak, właściciel kasyn i automatów do gry, to jeden z głównych bohaterów lobbingu wokół ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Wyjaśnieniem, czy był nielegalny, zajmuje się komisja.

W latach 2008 i 2009 CBA nagrało rozmowy telefoniczne Sobiesiaka świadczące o jego bliskich relacjach z czołowymi politykami PO Zbigniewem Chlebowskim (szef klubu) i Mirosławem Drzewieckim (minister sportu). Biznesmen rozmawiał z nimi o korzystnej dla branży hazardowej zmianie zapisów w projekcie ustawy. -Załatwiał też pracę dla swojej córki w zarządzie Totalizatora Sportowego i sprawę jednego ze swoich kasyn we Wrocławiu. Planował również przez telefon prowokację przeciwko wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy.

Sobiesiak zeznawał już po przesłuchaniach polityków, którzy znajomość z nim bagatelizowali i zapewniali, że niczego mu nie załatwiali.

Gdy wczoraj zasiadł za stołem dla świadków, najpierw złożył wniosek o wyłączenie z przesłuchania posła Zbigniewa Wassermanna (PiS). Według biznesmena wypowiedzi posła, który nazwał świadka kryminalistą, wskazują, że Wassermann nie jest bezstronny. Komisja wniosek odrzuciła.

Półtorej godziny Sobiesiak czytał 25?stron oświadczenia (poniżej). "Pub-liczna pogarda dla mojego nazwiska jest faktem" - powiedział i -zawnioskował o przesłuchanie za zamkniętymi drzwiami. Na to też nie było zgody komisji.

Nie powiem lub nie pamiętam

Posłowie zaczęli pytać, ale Sobiesiak ucinał: "wszystko już powiedziałem", "więcej nic nie powiem", "nie odpowiem na żadne pytanie" lub po prostu "nie odpowiem". - Jak pan chce oczyścić swoje dobre imię? - próbował przekonać świadka Jarosław Urbaniak (PO).

- Odpowiem przed prokuraturą i sądem lub na posiedzeniu zamkniętym - ponowił ofertę Sobiesiak.

Po serii takich pytań bez odpowiedzi Bartosz Arłukowicz (Lewica) poprosił prawników o opinię, jaka kara grozi za uporczywą odmowę zeznań. Okazało się, że grzywna do 10 tys. zł, a przy dalszej odmowie - nawet areszt do 30 dni.

Wtedy adwokat biznesmena poprosił o przerwę. Po niej Sobiesiak zmienił taktykę. Zaczął odpowiadać: "nie wiem", "nie pamiętam", "nie przypominam sobie", "nie wiem, co miałem na myśli".

Posłowie próbowali się przebić przez ten mur. Arłukowicz cytował z podsłuchanych rozmów Sobiesiaka: "trzeba wyp... tę panią dyrektor", "ten idiota podpisał rozporządzenie", "grają ze mną w ch...". - Jaką panią, co za idiota i kto z panem gra w ch...? - pytał Arłukowicz.

- Nie wiem, o czym pan mówi - odparł Sobiesiak.

Ale na niektóre pytania odpowiadał. Przyznał np., że 20 lat temu czytał umowę Totalizatora Sportowego z firmą GTech. Albo że jego córka w zarządzie jego firmy pracowała za darmo. Powiedział też, że jest na "ty" z Marcinem Rosołem, szefem gabinetu Mirosława Drzewieckiego, który załatwiał córce Sobiesiaka posadę w Totalizatorze. Na pytanie, czy zamierzał skompromitować ministra Kapicę, odpowiedział krótko: - Nie.

Ale rozmowy na ten temat ze wspólnikiem Janem Koskiem "nie pamiętał".

Za zamkniętymi drzwiami

Franciszek Stefaniuk (PSL) stwierdził, że dalsze odpytywanie nie ma sensu. Sławomir Neumann (PO) wyszedł.

Wtedy przewodniczący Mirosław Sekuła (PO) poszedł Sobiesiakowi na rękę - sam złożył wniosek, by przesłuchanie przenieść za zamknięte drzwi. Komisja zgodziła się przy sprzeciwie Arłukowicza i dwojga posłów z PiS. Od 16 do 20.45 Sobiesiak zeznawał bez kamer.

Z informacji od posłów wynika, że bez kamer Sobiesiak zaczął swobodnie i dużo mówić, a nawet żartował.

Z Drzewieckim na Florydzie

Z relacji posłów wiemy też, że Sobiesiak podważył wcześniejsze zeznania Drzewieckiego. Były minister sportu zapewniał przed komisją, że ostatni raz spotkał się z Sobiesiakiem przed wybuchem afery 22 września 2009 r. w warszawskim hotelu Radisson. Mówił, że później nie mieli kontaktu. I że nie wiedział o wyjeździe Sobiesiaka na Florydę (obaj mają tam domy). Jednak wczoraj biznesmen powiedział, że na przełomie października i listopada spotkali się na Florydzie i rozmawiali o sprawie.

Zobaczyli się przed sklepem, gdy Drzewiecki wysadzał z auta żonę. -Polityk odjechał, a Sobiesiak rozmawiał z żoną Drzewieckiego. Kiedy Drzewiecki -wrócił po żonę, poszli razem do restauracji.

Stenogramy z zeznań za zamkniętymi drzwiami już dziś mogą być na stronach internetowych -komisji. f

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':