Już wejście Sobiesiaka do Sejmu było mocne. Przed gmachem spotkał b. szefa CBA Mariusza Kamińskiego, swojego głównego oskarżyciela. Rzucił do niego: "Ty, człowieczku, ty".
Do dziennikarzy, którzy otoczyli go w korytarzu, mówił: "Odsuńcie się, bo was odsunę" i "Jak chcecie moje zdjęcie, to weźcie sobie z internetu". Reporter Radia ZET usłyszał: "Swołocz jedna, wy tylko kłamiecie".
"Pogarda dla mojego nazwiska" Sobiesiak, właściciel kasyn i automatów do
gry, to jeden z głównych bohaterów lobbingu wokół ustawy o grach i zakładach wzajemnych. Wyjaśnieniem, czy był nielegalny, zajmuje się komisja.
W latach 2008 i 2009 CBA nagrało rozmowy telefoniczne Sobiesiaka świadczące o jego bliskich relacjach z czołowymi politykami PO Zbigniewem Chlebowskim (szef klubu) i Mirosławem Drzewieckim (minister sportu). Biznesmen rozmawiał z nimi o korzystnej dla branży hazardowej zmianie zapisów w projekcie ustawy. -Załatwiał też pracę dla swojej córki w zarządzie Totalizatora Sportowego i sprawę jednego ze swoich kasyn we Wrocławiu. Planował również przez telefon prowokację przeciwko wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy.
Sobiesiak zeznawał już po przesłuchaniach polityków, którzy znajomość z nim bagatelizowali i zapewniali, że niczego mu nie załatwiali.
Gdy wczoraj zasiadł za stołem dla świadków, najpierw złożył wniosek o wyłączenie z przesłuchania posła Zbigniewa Wassermanna (
PiS). Według biznesmena wypowiedzi posła, który nazwał świadka kryminalistą, wskazują, że Wassermann nie jest bezstronny. Komisja wniosek odrzuciła.
Półtorej godziny Sobiesiak czytał 25?stron oświadczenia (poniżej). "Pub-liczna pogarda dla mojego nazwiska jest faktem" - powiedział i -zawnioskował o przesłuchanie za zamkniętymi drzwiami. Na to też nie było zgody komisji.
Nie powiem lub nie pamiętam Posłowie zaczęli pytać, ale Sobiesiak ucinał: "wszystko już powiedziałem", "więcej nic nie powiem", "nie odpowiem na żadne pytanie" lub po prostu "nie odpowiem". - Jak pan chce oczyścić swoje dobre imię? - próbował przekonać świadka Jarosław Urbaniak (PO).
- Odpowiem przed prokuraturą i sądem lub na posiedzeniu zamkniętym - ponowił ofertę Sobiesiak.
Po serii takich pytań bez odpowiedzi Bartosz Arłukowicz (Lewica) poprosił prawników o opinię, jaka kara grozi za uporczywą odmowę zeznań. Okazało się, że grzywna do 10 tys. zł, a przy dalszej odmowie - nawet areszt do 30 dni.
Wtedy adwokat biznesmena poprosił o przerwę. Po niej Sobiesiak zmienił taktykę. Zaczął odpowiadać: "nie wiem", "nie pamiętam", "nie przypominam sobie", "nie wiem, co miałem na myśli".
Posłowie próbowali się przebić przez ten mur. Arłukowicz cytował z podsłuchanych rozmów Sobiesiaka: "trzeba wyp... tę panią dyrektor", "ten idiota podpisał rozporządzenie", "grają ze mną w ch...". - Jaką panią, co za idiota i kto z panem gra w ch...? - pytał Arłukowicz.
- Nie wiem, o czym pan mówi - odparł Sobiesiak.
Ale na niektóre pytania odpowiadał. Przyznał np., że 20 lat temu czytał umowę Totalizatora Sportowego z firmą GTech. Albo że jego córka w zarządzie jego firmy pracowała za darmo. Powiedział też, że jest na "ty" z Marcinem Rosołem, szefem gabinetu Mirosława Drzewieckiego, który załatwiał córce Sobiesiaka posadę w Totalizatorze. Na pytanie, czy zamierzał skompromitować ministra Kapicę, odpowiedział krótko: - Nie.
Ale rozmowy na ten temat ze wspólnikiem Janem Koskiem "nie pamiętał".
Za zamkniętymi drzwiami Franciszek Stefaniuk (
PSL) stwierdził, że dalsze odpytywanie nie ma sensu. Sławomir Neumann (PO) wyszedł.
Wtedy przewodniczący Mirosław Sekuła (PO) poszedł Sobiesiakowi na rękę - sam złożył wniosek, by przesłuchanie przenieść za zamknięte drzwi. Komisja zgodziła się przy sprzeciwie Arłukowicza i dwojga posłów z PiS. Od 16 do 20.45 Sobiesiak zeznawał bez kamer.
Z informacji od posłów wynika, że bez kamer Sobiesiak zaczął swobodnie i dużo mówić, a nawet żartował.
Z Drzewieckim na Florydzie Z relacji posłów wiemy też, że Sobiesiak podważył wcześniejsze zeznania Drzewieckiego. Były minister sportu zapewniał przed komisją, że ostatni raz spotkał się z Sobiesiakiem przed wybuchem afery 22 września 2009 r. w warszawskim hotelu Radisson. Mówił, że później nie mieli kontaktu. I że nie wiedział o wyjeździe Sobiesiaka na Florydę (obaj mają tam
domy). Jednak wczoraj biznesmen powiedział, że na przełomie października i listopada spotkali się na Florydzie i rozmawiali o sprawie.
Zobaczyli się przed sklepem, gdy Drzewiecki wysadzał z auta żonę. -Polityk odjechał, a Sobiesiak rozmawiał z żoną Drzewieckiego. Kiedy Drzewiecki -wrócił po żonę, poszli razem do restauracji.
Stenogramy z zeznań za zamkniętymi drzwiami już dziś mogą być na stronach internetowych -komisji. f