http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Fragmenty oświadczenia Ryszarda Sobiesiaka przed hazardową komisją śledczą

not.
2010-02-12, ostatnia aktualizacja 2010-02-11 19:53

Sobiesiak skarżył się na służby i Mariusza Kamińskiego
Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta
Sobiesiak skarżył się na służby i Mariusza Kamińskiego
SERWISY
Nie ujawniłem w prokuraturze rzekomego źródła przecieku, bo nie miałem pojęcia o akcji CBA prowadzonej wobec mnie przed 1 października, kiedy "Rzeczpospolita" podobno dotarła do tajnych materiałów. Nigdy, ani w prokuraturze, ani gdziekolwiek indziej, nie mówiłem, że pan Rosół ostrzegł mnie lub moją córkę o podsłuchach CBA, nie wiedziałem nic na temat podsłuchów założonych na moich telefonach. Moje wypowiedzi KGB i CBA były komentarzem do manii podsłuchiwania wszystkich i wszystkiego.

Donosy, o których mowa w stenogramach, które skłoniły moją córkę do wycofania się z konkursu w Totalizatorze, są codziennością w branży hazardowej. Do Ministerstwa Finansów wielokrotnie wpływały donosy na mój temat. Za każdym razem byłem sprawdzany i okazywało się, że rewelacje były zmyślone, panie Wassermann.

Głównym bohaterem afery hazardowej jest Mariusz Kamiński. Zmanipulował dowody, powyrywał z kontekstu fragmenty prywatnych rozmów, a inne, niepasujące do obranej tezy, pominął. Stworzył załganą historię, opisując wydarzenia, do których nigdy nie doszło, snując hipotezy wyssane z brudnego palca. Ponieważ nie osiągnął zakładanego efektu, spowodował przecieki do mediów. Miały ochronić go przed odpowiedzialnością za łamanie prawa w innych głośnych akcjach CBA.

Za pretekst posłużyło mu dochodzenie na temat rzekomych nieprawidłowości związanych z moją inwestycją w Karpaczu. CBA miało podsłuchiwać samorządowców i trafić na moje nazwisko przez przypadek. Jest jeden problem: ja w tym czasie rozmawiałem wyłącznie z burmistrzem. Wielokrotnie namawiał mnie do zainwestowania w tym regionie. O podsłuchiwaniu mojej osoby zadecydowały raczej telefony, na które dzwoniłem i z których dzwoniono do mnie. Ponieważ znam wielu wysoko postawionych ludzi, było to zapewne ciekawe źródło operacyjne dla CBA, które szukało haków na rządzących.

W 2007 r. urzędnik Ministerstwa Finansów wydaje decyzję na niekorzyść spółki, w której jestem wspólnikiem. Taki urzędniczy błąd w naszym kraju z reguły oznacza koniec firmy, wystarczy przypomnieć JTT z Wrocławia, Optimus pana Kluski. Postanawiam walczyć. Składam odwołanie. W czasie postępowania administracyjnego postanowiłem zainteresować sprawą znane mi osoby. Jak wiecie z podsłuchów, interweniowałem bez skutku. Czy to dowód na moje potężne wpływy w Platformie, czy odwrotnie?

Sąd Administracyjny w Warszawie 31 marca 2009 r. uchylił obie decyzje ministra finansów jako rażące, naruszające prawo, i zasądził na moją rzecz od skarbu państwa 14 600 zł. W ten sposób udało się ministrowi Kapicy, bo to jego decyzje skarżyłem, zmarnować wiele miesięcy życia wielu osób i spore pieniądze z budżetu. Nieczynne lokale przez ponad dwa lata kosztowały mnie ponad 1,5 mln zł samych strat. Ludzie nie pracowali, nie zarabiali, budżet nie miał wpływów z podatków. Ile stracił budżet, ile podsłuchów CBA można by sfinansować, ile willi w Kazimierzu można by kupić?

W 2003 r. wprowadzono ustawę, która zaczęła traktować hazard na równi z każdą inną branżą. Mamy płacić podatki, zatrudniać ludzi, inwestować w rozwój. Wszystko na podstawie koncesji i licencji rządowych. Nagle pojawił się chory pomysł wprowadzenia dopłat do gier na takiej samej zasadzie jak w przypadku Totalizatora, tyle że tam mamy jedną operację - kupujący płaci za los i tyle. W kasynie czy salonie gry mamy do czynienia z setkami operacji - klienci wpłacają i wypłacają pieniądze z żetonów, mogą przegrać, wygrać, obstawić dalej. Na każdą taką operację pan Kapica chciał nałożyć dopłatę.

Od początku mówiliśmy: podnieście podatki, to tańszy sposób na dodatkowe wpływy do budżetu bez obciążenia nas kosztami, tworzenia pułapek, w które mogą wpadać chciwi lub nieuczciwi pracownicy kasyn i salonów, po co otwierać przestrzeń do kolejnej afery. Ale polski urzędnik wie lepiej.

Od wielu lat zabiegaliśmy o możliwość zaprezentowania swoich racji w trakcie posiedzeń sejmowych komisji. Ale konsekwentnie politycy razem z urzędnikami odmawiali nam tego prawa, mimo iż artykuły 54, 61, 63 konstytucji dają nam takie uprawnienia. To są prawa obywatelskie. Ani CBA, ani żaden polityk nie może ich pozbawić.

Nie jesteście, panie i panowie posłowie, mądrzejsi od milionów obywateli, nie możecie nas uważać za głupców, których trzeba pilnować przy pomocy pana Kamińskiego. Gdyby to myślenie nie byłoby obowiązujące, nie byłoby także miejsca na tzw. afery, bo zamiast dobijać się do znanych mi posłów, aby przekazać im minimum informacji, przyszedłbym na publiczne wysłuchanie.

Publiczne wysłuchanie pozwoliłoby pokazać analizę naukowców z Polskiej Akademii Nauk demolującą nieodpowiedzialne propozycje ministra finansów. Był kraj, który wprowadził dopłaty do gier w kasynach i na automatach - to Makau, dzisiaj największe kasyno na świecie. I co się stało? Władze Makau wycofały się z tego rozwiązania, bo legalne obroty spadły, mafia rosła w siłę, a urzędnicy patrzyli, jak upada branża będąca najważniejszym źródłem dochodów.

Nigdy nie namawiałem żadnego polityka, aby nielegalnie wpływał na stanowisko w sprawie dopłat czy jakiejkolwiek innej sprawie ustawowej. Kilkakrotnie w trakcie rozmów z panem Chlebowskim wyraziłem krytyczne oceny dotyczące zmian, jakie zamierzało wprowadzić Ministerstwo Finansów. Mój głos sprowadzał się do pokazania negatywnych dla branży i skarbu państwa skutków projektowanych zmian.

Z art. 20 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora jasno wynika, że ja miałem prawo przedstawić swoje zdanie, a poseł Chlebowski miał obowiązek mnie wysłuchać.

Prasa przedstawiła stenogramy z rozmowy, które miałem odbyć 29 września 2008 r. z Janem Koskiem przed spotkaniem z Grzegorzem Schetyną na lotnisku. Z rozmowy tej wynika, że idę na rozmowę do kogoś i że nie mam ze sobą żadnych materiałów, ktoś miał je przygotować, ale jeszcze nie przygotował. Proszę to skonfrontować z zeznaniami Mariusza Kamińskiego. Zeznał przed komisją: Sobiesiak przed wizytą u Schetyny jest dwukrotnie instruowany przez Koska, jak ma rozmawiać, oczywiście rzecz dotyczy ustawy hazardowej. Ma ze sobą 15 stron dokumentów dotyczących ustawy hazardowej.

Gdzie w nagranej przez CBA rozmowie mówię, że mam ze sobą dokumenty dotyczące ustawy? Mówię przecież, że takich dokumentów nie mam i w chwili spotkania nie będę miał. Z czego wynika, że chodzi o ustawę hazardową? Z czego wynika, że to jest przed spotkaniem ze Schetyną? Przecież to jest wszystko łgarstwo.

To nie ja mam udowodnić swoją niewinność, ale pan Kamiński powinien przedstawić dowody mojej winy. Na takiej zasadzie, jak przytoczyłem przed chwilą, można udowodnić wszystko, nawet to, że dogadałem się z obcymi siłami, że tylko w Zieleńcu ma być zima, a tutaj jest zima w całej Polsce. Ale brak dowodów na taką zmowę jest przecież dowodem na jej istnienie, prawda?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':