Większość obserwatorów ukraińskiej sceny politycznej wyjaśniała jej trzydniowe milczenie tym, że chorobliwie ambitna i błyskotliwa Tymoszenko nie potrafi się pogodzić z porażką z nieco topornym przywódcą opozycyjnej Partii Regionów Wiktorem Janukowyczem. Od poniedziałku wielokrotnie przekładano jej konferencje prasowe i posiedzenia rządu, przy czym wyjaśnienia brzmiały coraz bardziej niewiarygodnie.
Wczoraj Tymoszenko wreszcie się pokazała, ale był to przedziwny występ. Żadnych podziękowań dla swych wyborców, żadnych komentarzy odnośnie niedzielnej porażki. Panią premier interesował za to los emerytowanych lekarzy i nauczycieli.
Tymoszenko nakazała swoim ministrom sprawdzić, czy w całym kraju emerytury zostały podwyższone zgodne z wcześniejszą decyzją o jedną piątą. Dała im na to tydzień, do następnego posiedzenia rządu.
Złośliwie wytknęła też Partii Regionów, że w środę w parlamencie tylko dwóch jej deputowanych poparło jej własny projekt "Ustawy o podwyższeniu standardów życia". - To znak, jak drużyna Janukowycza zamierza dotrzymywać obietnic. Okazało się, że był to tylko przedwyborczy PR - mówiła Tymoszenko.
Tuż przed Tymoszenko z dziennikarzami spotkał się wicepremier Oleksandr Turczynow. I oświadczył, że rząd nie zamierza podawać się do dymisji. Dzień wcześniej w telewizji Janukowycz apelował do Tymoszenko, by ustąpiła, ponieważ chce przystąpić do tworzenia nowej koalicji rządowej w parlamencie. - Zgodnie z konstytucją rząd musi podać się do dymisji tylko w przypadku rozwiązania parlamentu - mówił Turczynow. - A nic takiego, z tego co mi wiadomo, nie jest planowane.
Partia Regionów, jeśli chce zdymisjonować Tymoszenko, musi stworzyć koalicję z komunistami, partią przewodniczącego parlamentu Wołodymyra Łytwyna i Naszą Ukrainą ustępującego prezydenta Wiktora Juszczenki. Dwie pierwsze palą się do rozmów, ale z Naszą Ukrainą jest problem - partia jest podzielona i od dawna część jej deputowanych głosuje za rządem, a część przeciw.
Jednak przed wyborami dwukrotnie udało się zebrać Partii Regionów większość w ważnych głosowaniach - przy odwołaniu szefa
MSZ i zmianie ordynacji wyborczej. Dlatego nowa koalicja, choć może po wielkich bólach i za kilka tygodni, ale powstanie.
Nie będzie to jednak koniec kłopotów zwycięskiego Janukowycza. Sztab Tymoszenko zapowiedział już, że zamierza zaskarżyć wybory jako sfałszowane. Zrobi to zaraz po ogłoszeniu oficjalnych wyników, co może zająć komisji wyborczej jeszcze kilka dni. Opóźnienie jest jednak tylko proceduralne - wyniki będą dokładnie takie jak nieoficjalne, według których Janukowycz pokonał Tymoszenko o 3,5 proc.
Międzynarodowi obserwatorzy uznali wybory za uczciwe. Sztab Tymoszenko uważa jednak, że w Doniecku, rejonie stojącym murem za Janukowyczem, fałszowano głosy m.in. wyborców głosujących w domach. Zastrzeżenia mają rzekomo dotyczyć 900 komisji w całym kraju.
Centralna Komisja Wwyborcza twierdzi, że nie ma żadnych powodów do podważania wyborów. Ludzie Tymoszenko zapowiadają jednak, że jeśli komisja nie zechce rozpatrzyć skargi, złożą ją do Naczelnego Sądu Administracyjnego.