A Sobiesiak zaczynał tak obiecująco. Mówił: "zanim mnie powiesicie, posłuchajcie, co mam do powiedzenia w tej sprawie", "niewinni nie muszą się niczego obawiać", "stoję dzisiaj przed komisją zdecydowany oczyścić moje dobre imię i mojej rodziny, z fałszywie rzucanych oszczerstw".
I mówił. Ale tylko tyle, ile chciał. A chciał niewiele, by jak najmniej sobie zaszkodzić. A zaszkodzić mu mogło przede wszystkim wypełnianie luk w jego wersji afery hazardowej.
1. Podejrzane spotkania z Chlebowskim i Drzewieckim
Z Chlebowskim na cmentarzu przy stacji CPN Sobiesiak spotkał się 31 sierpnia 2009 r., z Drzewieckim w warszawskim hotelu Radisson 22 września. Czyli, do obu doszło po rozmowie premiera Tuska z posłami PO w sprawie prac nad ustawą hazardową. Oba były ekstraordynaryjne, bo umawiane przez pośredników, w ostatniej chwili, i w nietypowych miejscach, umożliwiających dyskrecję. No i Sobiesiakowi na nich nadzwyczaj zależało.
Czy Sobiesiak - już ostrzeżony o operacji CBA - chciał z Chlebowskim i Drzewieckim uzgodnić wspólną wersję "prac nad ustawą"? Bo wersja prawdziwa by ich obciążyła?
2. Niezwykła podejrzliwość Sobiesiaka
Sobiesiak zaprzecza, by miał coś wspólnego z przeciekiem operacji CBA. Ale jeśli wierzyć stenogramom CBA, właśnie w II połowie sierpnia 2009 r. - jak nigdy wcześniej - stał się niezwykle podejrzliwy. Nie chce rozmawiać przez telefon (np. o posadzie córki w Totalizatorze Sportowym), mówi, że wie, że interesuje się nim CBA, KGB, zabiega o spotkania w cztery oczy. Czyli coś już wiedział? Od kogo i konkretnie jakie szczegóły znał już w sierpniu?
3. Uczciwy, choć spiskujący Sobiesiak
Sobiesiak chciał zaprezentować się przed komisją jako uczciwy przedsiębiorca, który zapewnia ludziom miejsca pracy, a państwu płaci podatki. Ale z podsłuchanych przez CBA rozmów wynika, że razem ze swoim wspólnikiem Janem Koskiem spiskował przeciwko wiceministrowi finansów Jackowi Kapicy. Chcieli rzucić na niego podejrzenia, że "skur... bierze łapówki i nie chce dobrze dla państwa". Liczyli, że dzięki temu Kapica wyleci z pracy. To standardowe działanie uczciwego biznesmena?
4. Córka "niewłożona"
29 sierpnia 2009 r. Sobiesiak w rozmowie z Andrzejem Stochem (małopolskim biznesmenem) mówi o karierze zawodowej córki Magdy: "miałem w Warszawie gdzieś tam ją włożyć". Gdzieś, czyli do zarządu Totalizatora Sportowego. Po co? Jak można podejrzewać - na przeszpiegi u konkurencji. CBA twierdzi, że Sobiesiakowi załatwiał to Drzewiecki i jego asystent Marcin Rosół. Sobiesiak twierdzi, że Rosoła widział tylko 2-3 razy.
Sobiesiak zapewniał wczoraj: "Mówiono, że politycy byli na moje posyłki. Ja nikogo, nigdzie nie posyłałem".
To jak wytłumaczyć, że ten nieznany mu asystent ministra "dał się posłać", by jego córce załatwić posadę w spółce skarbu państwa, by mogła z tej spółki wynosić informacje do konkurencji? Może Rosół, może Drzewiecki byli jednak Sobiesiakowi coś winni?
Źródło: Gazeta Wyborcza