- Europosłowie uznali, że to porozumienie zbyt mocno naruszało równowagę między wolnościami obywatelskimi a troską o bezpieczeństwo - ogłosił szef europarlamentu Jerzy Buzek.
Najbardziej kontrowersyjna decyzja Parlamentu Europejskiego tej kadencji sprawia, że służby antyterrorystyczne
USA nie będą już mogły legalnie poznawać numerów kont, transakcji, adresów czy np. numerów PESEL klientów europejskich banków podejrzewanych o terroryzm. Utrącona wczoraj umowa, która miała obowiązywać do końca grudnia 2010 r., dotyczyła danych SWIFT używanych w międzynarodowych przelewach albo np. przy zakupie akcji.
Każdego dnia system SWIFT rejestruje 9 mln operacji wartych w sumie 6 mld euro. Kiedy jego szefowie przyznali się w 2006 r., że udostępniają dane Amerykanom, w Europie wybuchł skandal. Część serwerów stowarzyszenia mieściła się jednak wówczas w USA, więc kraje UE musiały przełknąć tę informację i zawarły formalne porozumienie z Waszyngtonem.
Nowe rozdanie zaczęło się w styczniu tego roku, kiedy SWIFT przeniósł wszystkie bazy danych do Europy. Ambasador USA od dwóch tygodni odwiedzał szefów frakcji europarlamentu, a
Hillary Clinton wydzwaniała w sprawie SWIFT do Jerzego Buzka. Tłumaczyli, że nawet jeśli porozumienie jest niedoskonałe, bo niedostatecznie chroni prywatność klientów banków i nie daje gwarancji, że ich dane nie trafią w ręce wywiadu gospodarczego USA, to trwają już negocjacje nad lepszym porozumieniem od 2011 r.
Zarówno USA, jak i Komisja Europejska przekonywały, że dla dobra walki z terrorystami należy zgodzić się na tymczasowy wadliwy układ. Jednak w Parlamencie Europejskim wzięło wczoraj górę podejście pryncypialne.
- Czy Kongres USA ratyfikowałby umowę, która udostępnia zagranicznym służbom specjalnym dane amerykańskich banków i nie chroni ich przed odstępowaniem innym instytucjom? Czy Biały Dom myślał, że jak Guliwer może narzucić swój pogląd europejskim liliputom? - pytał szef klubu centrolewicy Martin Schulz.
Przeciw umowie z USA silnie zadziałała też dotknięta duma części deputowanych, bo projekt porozumienia rządy UE przyjęły jesienią 2009 r., na dzień przed wejściem w życie traktatu lizbońskiego po to, by uniknąć głosowania w europarlamencie (nie miał wówczas takich kompetencji). Te plany pokrzyżowali Hiszpanie (przewodzą teraz UE), którzy postanowili poddać umowę pod głosowanie urażonym europosłom.
Blokada umowy o SWIFT stwarza dziurę prawną do końca 2010 r. Zdaniem europejskich i amerykańskich speców od bezpieczeństwa poważnie utrudni ona śledzenie terrorystycznych siatek, które w czasach globalnego dżihadu nie wożą już pieniędzy w walizkach.
Waszyngton zapowiada, że spróbuje zdobyć dostęp do europejskich danych za pomocą umów dwustronnych z krajami UE. To może być trudne, bo rządy Niemiec i Austrii były od początku przeciwne tej umowie i wstrzymywały się od głosu na posiedzeniach ministrów UE w tej sprawie. To niemieccy chadecy poważnie przyczynili się też do obalenia umowy, bo wyłamali się wczoraj ze stanowiska całego klubu centroprawicy usiłującego taktycznie odwlec głosowanie.