Mieszkający od pół wieku w Anglii Davender Kumar Ghai cztery lata walczył w sądach, by po śmierci jego ciało mogło zostać poddane kremacji na stosie zgodnie z hinduską tradycją.
Próbował w ten sposób zmienić decyzję władz Newcastle upon Tyne, którym podlega jego rodzinne Gosforth - uznały one tradycyjną hinduską ceremonię pogrzebową za sprzeczną z brytyjskim prawem. Tę decyzję podtrzymało MSW, orzekając, iż palenie ciała zmarłego pod gołym niebem może bulwersować lokalną społeczność, w związku z czym nie należy wydawać nań pozwolenia.
Hindus zakwestionował ten zakaz i w 2006 r. demonstracyjnie przewodził nielegalnej ceremonii spalenia na stosie pewnego Sikha w hrabstwie Northumberland.
W środę sąd apelacyjny w Londynie wydał orzeczenie, które pozwoli nagiąć brytyjską ustawę o kremacji z 1902 r. do religijnych potrzeb Hindusa. Stos Davendera będzie mógł stanąć w specjalnym krematorium bez dachu, by dym mógł swobodnie ujść w powietrze. Sąd zobowiązał władze lokalne w Newcastle, by przygotowały szczegółowe wytyczne dotyczące budowy takich krematoriów.
- Orzeczenie sądu tchnęło nowe życie w marzenia starego człowieka. Teraz mogę odejść w pokoju. To była dla mnie naprawdę sprawa życia i śmierci - mówił po zamknięciu posiedzenia 71-letni Ghai. Sięgająca 4 tys. lat tradycja nakazuje, by po śmierci ciało zostało spalone w "świętym ogniu" - inaczej dusza nie mogłaby się odeń oddzielić.
Na procesy i prawników Davender wydał ponad 100 tys. funtów, ale jest bardzo zadowolony z orzeczenia: - Zawsze mówiłem, że nie chcę łamać prawa. Brytania, którą kocham od ponad pół wieku, jest krajem tolerancyjnym, pozwalającym ludziom żyć tak, jak chcą, i to jest właśnie zwycięstwo tych zasad.
Brytyjskie dzienniki szeroko komentują orzeczenie w sprawie Davendera. Według londyńskiego "Timesa" z tego precedensu skorzystać będzie mógł prawie milion hinduistów i 300-400 tys. mieszkających na Wyspach Sikhów.
Źródło: Gazeta Wyborcza