Sędziowie mają się teraz kierować nową polityką karną określaną jako "sprawiedliwość łagodzona przez litość" - napisała oficjalna agencja Xinhua cytując rzecznika sądu. Karę główną mają stosować jedynie w przypadku "najpoważniejszych przestępstw".
Dyrektywa z Pekinu nie podaje, o jakie zbrodnie chodzi, ale wybór jest szeroki, bo śmierć jest w tym kraju orzekana z 68 artykułów kodeksu karnego. Nie tylko za morderstwo, ale także m.in. za korupcję, za zabicie pandy i za oszustwa podatkowe. Szczególnie surowo karany jest handel narkotykami (w grudniu stracono Brytyjczyka pakistańskiego pochodzenia Akmala Shaika, mimo iż w jego sprawie interweniował Londyn).
Sąd najwyższy chce liberalizować prawo małymi krokami. Przykazał podlegającym mu sądom, by orzekały śmierć "z niewielu paragrafów" i by - o ile to możliwe - korzystały z prawa łaski. Powinny też brać pod uwagę okoliczności łagodzące, jak wiek czy stan zdrowia oskarżonego.
Co zrobią sędziowie ze wskazówkami tak obcymi ich nawykom? W Chinach, gdzie w czasie rewolucji kulturalnej sądy nie działały i gdzie nadal brakuje prawników, często są nimi emerytowani wojskowi i policjanci. Na początku lat 80., gdy wraz z reformami rynkowymi podskoczyła przestępczość, dostali prawo do orzekania kary śmierci bez konieczności jej zatwierdzania w Pekinie. Wyroków i straceń przybywało, mimo iż nie doprowadziły do zmniejszenia liczby przestępstw.
Chiny orzekają i wykonują najwięcej kar śmierci na świecie. Wyroki zapadają ze względów politycznych - dla postrachu (jak w przypadku buntujących się Ujgurów) czy dla zademonstrowania, że rząd walczy z korupcją w swoich szeregach.
Nawet jeśli sędziowie przejmą się nowymi dyrektywami, mają jeszcze nad sobą komitet prawno-partyjny, który działa przy każdym sądzie. I to on właśnie dyktuje kary w najważniejszych sprawach.
Jeśli nawet liczba wyroków śmierci istotnie spadnie, trudno będzie to stwierdzić. Chiny ukrywają bowiem statystyki, zasłaniając się tajemnicą państwową. Amnesty International która walczy o zniesienie kary śmierci, a na razie ją dokumentuje, zestawia więc różne źródła, jak notki prasowe czy informacje ze stron internetowych sądów. W ten sposób doszła do liczby 7 tys. skazanych w 2008 r. Spośród nich co najmniej 1,7 tys. stracono.