http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

"Słowik" już nie zna Mazura

Piotr Machajski
2010-02-11, ostatnia aktualizacja 2010-02-10 21:03

Sprawa Papały. Pierwszy oskarżony zmienia wyjaśnienia, drugi chce dożywocia albo uniewinnienia. Tak wyglądał pierwszy dzień procesu o zabójstwo byłego szefa polskiej policji gen. Marka Papały

Ryszard Bogucki w drodze na rozprawę. Poprosił, by publikować jego imię, nazwisko oraz wizerunek
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Ryszard Bogucki w drodze na rozprawę. Poprosił, by publikować jego imię...
Od rana pod salą 221 stołecznego sądu okręgowego kłębił się tłum dziennikarzy. Kilkudziesięciu reporterów wypatrywało, kiedy we wschodnim skrzydle gmachu pojawią się oskarżeni gangsterzy: Andrzej Z. ps. "Słowik" i Ryszard Bogucki. Szli w obstawie antyterrorystów, skuci łańcuchami, w czerwonym drelichu dla szczególnie niebezpiecznych aresztantów.

O godz. 9.47 sąd rozpoczął proces w sprawie jednego z najbardziej tajemniczych zabójstw.

25 czerwca 1998 r. przed swoim blokiem na warszawskim Służewcu zastrzelony został gen. Marek Papała, były komendant polskiej policji. Według prokuratury "Słowik", boss "Pruszkowa", zlecił zabicie generała, a Bogucki krytycznego dnia stał na czatach. Ale kto wtedy strzelił - nie wiadomo.

Za stołem sędziowskim zasiedli zawodowi sędziowie - Paweł Dobosz (przewodniczący składu, to jego pierwsza tak głośna sprawa) i Ireneusz Szulewicz (orzekał m.in. w procesie gen. Kiszczaka i w procesie byłej minister Aleksandry Jakubowskiej). Obok nich czwórka ławników.

Oskarżyciele to Jerzy Mierzewski (dla którego ta sprawa to właściwie dzieło życia, zajmował się nią od początku) i Elżbieta Grześkiewicz. Obok usiadła milcząca niemal przez całą rozprawę wdowa po generale Małgorzata. Naprzeciwko nich czwórka adwokatów i oskarżeni: niegdyś najważniejsze postaci rozbitego przed laty gangu pruszkowskiego. W rogu, na końcu sali, w ławach dla publiczności usiadła sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości.

Na początku kwestie formalne, czyli zasady obecności dziennikarzy. Obrońcy zgodzili się na filmowanie, ale bez ujawniania wizerunków i danych osobowych klientów. I tu pierwsze zaskoczenie: Bogucki zaprotestował.

- Hipokryzją byłoby stwierdzenie, że taki zakaz ma jakiś sens - podkreślił. Nazwiska obu oskarżonych występowały w mediach setki razy. Bogucki poprosił więc sąd i dziennikarzy, by podawać jego imię i nazwisko oraz publikować zdjęcie bez czarnego paska. "Słowik" postanowił pozostać Andrzejem Z.

Adwokaci już kilka tygodni temu chcieli, by sprawa wróciła do prokuratury. Sąd odmówił. Ale poprosił prokuraturę w Łodzi (która jeszcze raz bada zabójstwo Papały, by może wreszcie znaleźć killera i motyw), by przysłała kilkanaście tomów akt. Sędziowie chcieli sprawdzić, czy nie ma tam dowodów istotnych w procesie "Słowika" i Boguckiego. Ale prokuratura nie spełniła tej prośby, tłumacząc się tajemnicą śledztwa.

W tej sytuacji adwokaci ponownie zażądali zwrotu sprawy do prokuratury. Sąd jednak uznał, że poradzi sobie bez tych akt. Ale przypomniał o jednej z podstawowych zasad procedury karnej: - Niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.

Gdy prokuratorzy skończyli czytać akt oskarżenia, sąd oddał głos "Słowikowi". Jest oskarżony o zlecenie zabójstwa.

- Nie przyznaję się. Nie wiem, kto zabił generała Papałę - oświadczył. - Nie uczestniczyłem w żadnym spotkaniu, na którym planowano zabójstwo.

Wcześniej mówił, że był na takim spotkaniu, ale to nie on zlecał, ale jemu zlecano dokonanie tej zbrodni. I wskazał na Edwarda Mazura, polonijnego biznesmena. Wczoraj wyparł się także tego.

- Doszło do porozumienia z prokuraturą, które miało polegać na tym, że ja potwierdzę sam fakt spotkania i obecności [w gdańskim hotelu Marina w towarzystwie gangstera "Nikosia" i Mazura], a za to w niedługim czasie miano uchylić mi areszt - mówił "Słowik". - Później zrozumiałem, że zostałem oszukany.

- Czy było jakieś porozumienie? - spytał sędzia Dobosz.

Prokuratorzy zaprzeczyli.

"Słowik" przyznał się do znajomości z kilkoma gangsterami (m.in. z "Nikosiem"), ale twierdzi, że Mazura nigdy nie poznał. Polonus jest podejrzany o zlecenie zabójstwa, ale sąd w USA nie zgodził się na jego ekstradycję, więc nie ma go na ławie oskarżonych.

Potem mówił Bogucki, przed sobą miał pękaty segregator z kserokopiami akt. Zażądał, by sąd albo skazał go na dożywocie bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie, albo całkowicie uniewinnił. - Ja na życzenie prokuratury będę musiał udowadniać, że nie jestem wielbłądem - powiedział. - Ale nie będzie z mojej strony skruchy, bo żeby była skrucha, musi być też i wina. Ja pani Papałowej nie mam za co przepraszać.

Bogucki oprócz stania na czatach w dniu zbrodni miał też zlecać zabójstwo Zbigniewowi G. (G. odmówił). Wczoraj powtarzał, że został wrobiony.

- Panie Ryszardzie, kto pana wrabia? - pytali go dziennikarze po zakończeniu rozprawy.

- Proszę spytać prokuraturę. To prokuratura ma tutaj więcej do ukrycia niż ja - odparł.

Ciąg dalszy procesu i wyjaśnień Boguckiego w piątek.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':