Od rana pod salą 221 stołecznego sądu okręgowego kłębił się tłum dziennikarzy. Kilkudziesięciu reporterów wypatrywało, kiedy we wschodnim skrzydle gmachu pojawią się oskarżeni gangsterzy: Andrzej Z. ps. "Słowik" i Ryszard Bogucki. Szli w obstawie antyterrorystów, skuci łańcuchami, w czerwonym drelichu dla szczególnie niebezpiecznych aresztantów.
O godz. 9.47 sąd rozpoczął proces w sprawie jednego z najbardziej tajemniczych zabójstw.
25 czerwca 1998 r. przed swoim blokiem na warszawskim Służewcu zastrzelony został gen. Marek Papała, były komendant polskiej policji. Według prokuratury "Słowik", boss "Pruszkowa", zlecił zabicie generała, a Bogucki krytycznego dnia stał na czatach. Ale kto wtedy strzelił - nie wiadomo.
Za stołem sędziowskim zasiedli zawodowi sędziowie - Paweł Dobosz (przewodniczący składu, to jego pierwsza tak głośna sprawa) i Ireneusz Szulewicz (orzekał m.in. w procesie gen. Kiszczaka i w procesie byłej minister Aleksandry Jakubowskiej). Obok nich czwórka ławników.
Oskarżyciele to Jerzy Mierzewski (dla którego ta sprawa to właściwie dzieło życia, zajmował się nią od początku) i Elżbieta Grześkiewicz. Obok usiadła milcząca niemal przez całą rozprawę wdowa po generale Małgorzata. Naprzeciwko nich czwórka adwokatów i oskarżeni: niegdyś najważniejsze postaci rozbitego przed laty gangu pruszkowskiego. W rogu, na końcu sali, w ławach dla publiczności usiadła sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości.
Na początku kwestie formalne, czyli zasady obecności dziennikarzy. Obrońcy zgodzili się na filmowanie, ale bez ujawniania wizerunków i danych osobowych klientów. I tu pierwsze zaskoczenie: Bogucki zaprotestował.
- Hipokryzją byłoby stwierdzenie, że taki zakaz ma jakiś sens - podkreślił. Nazwiska obu oskarżonych występowały w mediach setki razy. Bogucki poprosił więc sąd i dziennikarzy, by podawać jego imię i nazwisko oraz publikować zdjęcie bez czarnego paska. "Słowik" postanowił pozostać Andrzejem Z.
Adwokaci już kilka tygodni temu chcieli, by sprawa wróciła do prokuratury. Sąd odmówił. Ale poprosił prokuraturę w Łodzi (która jeszcze raz bada zabójstwo Papały, by może wreszcie znaleźć killera i motyw), by przysłała kilkanaście tomów akt. Sędziowie chcieli sprawdzić, czy nie ma tam dowodów istotnych w procesie "Słowika" i Boguckiego. Ale prokuratura nie spełniła tej prośby, tłumacząc się tajemnicą śledztwa.
W tej sytuacji adwokaci ponownie zażądali zwrotu sprawy do prokuratury. Sąd jednak uznał, że poradzi sobie bez tych akt. Ale przypomniał o jednej z podstawowych zasad procedury karnej: - Niedające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego.
Gdy prokuratorzy skończyli czytać akt oskarżenia, sąd oddał głos "Słowikowi". Jest oskarżony o zlecenie zabójstwa.
- Nie przyznaję się. Nie wiem, kto zabił generała Papałę - oświadczył. - Nie uczestniczyłem w żadnym spotkaniu, na którym planowano zabójstwo.
Wcześniej mówił, że był na takim spotkaniu, ale to nie on zlecał, ale jemu zlecano dokonanie tej zbrodni. I wskazał na Edwarda Mazura, polonijnego biznesmena. Wczoraj wyparł się także tego.
- Doszło do porozumienia z prokuraturą, które miało polegać na tym, że ja potwierdzę sam fakt spotkania i obecności [w gdańskim hotelu Marina w towarzystwie gangstera "Nikosia" i Mazura], a za to w niedługim czasie miano uchylić mi areszt - mówił "Słowik". - Później zrozumiałem, że zostałem oszukany.
- Czy było jakieś porozumienie? - spytał sędzia Dobosz.
Prokuratorzy zaprzeczyli.
"Słowik" przyznał się do znajomości z kilkoma gangsterami (m.in. z "Nikosiem"), ale twierdzi, że Mazura nigdy nie poznał. Polonus jest podejrzany o zlecenie zabójstwa, ale sąd w
USA nie zgodził się na jego ekstradycję, więc nie ma go na ławie oskarżonych.
Potem mówił Bogucki, przed sobą miał pękaty segregator z kserokopiami akt. Zażądał, by sąd albo skazał go na dożywocie bez możliwości ubiegania się o warunkowe zwolnienie, albo całkowicie uniewinnił. - Ja na życzenie prokuratury będę musiał udowadniać, że nie jestem wielbłądem - powiedział. - Ale nie będzie z mojej strony skruchy, bo żeby była skrucha, musi być też i wina. Ja pani Papałowej nie mam za co przepraszać.
Bogucki oprócz stania na czatach w dniu zbrodni miał też zlecać zabójstwo Zbigniewowi G. (G. odmówił). Wczoraj powtarzał, że został wrobiony.
- Panie Ryszardzie, kto pana wrabia? - pytali go dziennikarze po zakończeniu rozprawy.
- Proszę spytać prokuraturę. To prokuratura ma tutaj więcej do ukrycia niż ja - odparł.
Ciąg dalszy procesu i wyjaśnień Boguckiego w piątek.