- Będę prowadził politykę zgodną z narodowym interesem Ukrainy - mówił wczoraj w wywiadzie dla CNN Janukowycz, dotąd postrzegany jako polityk prorosyjski i niechętny otwarciu Ukrainy na Europę. - Poprawa relacji z Rosją, popsutych w ostatnich latach, jest konieczna dla dobra Ukrainy i dla zapewnienia jej bezpieczeństwa energetycznego.
Niektórzy ukraińscy analitycy niechętni Janukowyczowi mają jednak wątpliwości. Już w niedzielę, zaraz po ogłoszeniu wyników wyborów, mówił on, że trzeba rozważyć oddanie ukraińskiej sieci przesyłania gazu międzynarodowemu konsorcjum, ponieważ jej utrzymanie jest za drogie dla Ukrainy.
Jego doradcy doprecyzowywali, że w konsorcjum 33 proc. udziałów miałby otrzymać rosyjski
Gazprom. W zamian Ukraina mogłaby próbować renegocjować ceny na gaz, który obecnie kupuje od Rosji po cenach takich samych jak np. Niemcy. Oraz liczyć na to, że Gazprom zrezygnuje z budowy gazociągów południowego (i może nawet północnego) omijających Ukrainę i potencjalne odbierających jej pozycję głównego kraju tranzytowego.
- Nie wiem, co mają oznaczać ogólne słowa Janukowycza, czekamy na konkrety. Ale obowiązujące na Ukrainie prawo zakazuje oddawania sieci przesyłowych zagranicznym firmom - mówi "Gazecie" Wołodymyr Saprykin, ekspert kijowskiego Centrum Razumkowa. Gazprom oświadczył wczoraj, że żadnych oficjalnych propozycji nie dostał, ale czeka na nie z zainteresowaniem.
Janukowycz mówił też CNN, że chce podpisać umowy stowarzyszeniowe z UE, ale o ewentualnym wejściu Ukrainy do NATO musiałoby zdecydować referendum (badania wskazują, że zdecydowana większość Ukraińców jest przeciw). Wcześniej zapowiadał, że nie zamierza przystępować do żadnych sojuszy wojskowych.
Tymczasem rosyjski
dziennik "Komsomolskaja Prawda" donosi, że jesienią odbędą się pierwsze od dawna wspólne ukraińsko-rosyjskie ćwiczenia lotnictwa i sił przeciwlotniczych. Plany takie potwierdziły źródła w rosyjskim
MON.
Wczoraj Janukowycz wystąpił w telewizji z apelem do pokonanej w niedzielnych wyborach premier Julii Tymoszenko, by uznała wyniki głosowania i podała się do dymisji. - Czasu mamy mało, a problemów wiele. Trzeba szybko tworzyć nowy rząd - mówił, ale odpowiedzi się nie doczekał. Tymoszenko milczy i w ogóle nie pokazuje się publicznie od niedzielnej nocy, kiedy okazało się, że przywódca opozycyjnej Partii Regionów zdobył o 3,5 proc. głosów więcej niż ona.
Niektórzy analitycy uważają, że chorobliwie ambitna Tymoszenko nie może dojść do siebie po porażce. - To nie jest milczenie jagnięcia, tylko lwicy szykującej się do ataku, żeby bronić swoich interesów - twierdzi z kolei politolog Wołodymyr Fesenko. Szef jej sztabu wyborczego Ołeksandr Turczynow oświadczył wczoraj, że ma liczne dowody na fałszerstwa na rzecz Janukowycza w 900 komisjach wyborczych i jak tylko zostaną ogłoszone oficjalne wyniki wyborów, sztab złoży skargę do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Ma ona jednak niewielkie szanse powodzenia, bowiem międzynarodowi obserwatorzy uznali wybory za uczciwe.
• Wiceszef
MSZ Andrzej Kremer zapewnił w środę, że Polska chce konstruktywnej współpracy z nowym prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem. Wiceminister podkreślił, że według międzynarodowych obserwatorów wybory na Ukrainie zostały profesjonalnie przygotowane i przeprowadzone. pap