http://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl/i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://bi.gazeta.pl/im/6/6164/m6164086.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Anita kontratakuje

Agata Kondzińska
2010-02-10, ostatnia aktualizacja 2010-02-10 18:39

O tym jakie poprawki zgłaszał Zbigniew Chlebowski w 2002 roku i czy ktoś z branży hazardowej mu doradzał. I co Anita Błochowiak widziała na stacji benzynowej - śledczy z komisji hazardowej dowiedzieli się z przesłuchania posłanki SLD.

Anita Błochowiak
Fot. Małgorzata Kujawka / AG
Anita Błochowiak
- Wreszcie po siedmiu latach mam okazje publicznie opowiedzieć o tym jak toczyły się wtedy prace w Sejmie i jaki był mój udział - zaczęła Błochowiak.

Posłanka SLD i Zbigniew Chlebowski od 2002 roku wskazywani byli jako autorzy poprawki do ustawy hazardowej, która miała obniżyć ryczałt od jednorękich bandytów z 200 do 50 euro. Żadne z nich się do niej nie przyznało. Chlebowski powołując się na dokumenty z Kancelarii Sejmu wskazywał, że poprawkę forsowała Błochowiak. A ta w środę wszystkiemu zaprzeczyła. - Poseł Chlebowski zgłaszał poprawki, było ich siedem. Ja tę poprawkę poparłam, wiedziałam, że podatek 200 euro jest zbyt wysoki. Myślałam tak: zalegalizować, obłożyć podatkiem, tak by mogli wejść na rynek, czyli dać im marchewkę, żeby weszli w nadzór ministerstwa finansów - tłumaczyła.

Ostatecznie Sejm wprowadził tzw. kroczący podatek od 50 euro w 2003 r. do 125 euro w 2006 roku.

Zapewniła, że nie zna nikogo z branży hazardowej. Nigdy w kasynie nie była i nie grała. Przypomniała sobie przed komisją, że obok Chlebowskiego na posiedzeniach komisji siedział Zbigniew Benbenek, szef Zjednoczonych Przedsiębiorstw Rozrywkowych - Ale czy on mu dawał jakieś materiały, z których poseł Chlebowski korzystał, to nie wiem - mówiła.

Skrytykowała też obowiązującą od grudnia ustawę hazardową. Jej zdaniem restrykcyjne założenia nie są przestrzegane. I opowiedziała jak kilka dni temu zajechała na stację benzynową, by zatankować samochód. - podjechał na czarno ubrany ochroniarz, otworzył teczkę i z automatu wyjął do niej pieniądze. Żadnego protokołu, nic - opowiadała Błochowiak. Dodała, że zapytała pracowników stacji do kogo należy automat, ale nie dostała odpowiedzi. - To że Sejm przyjął restrykcyjną ustawę, nie znaczy, że ona jest przestrzegana.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    16 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

W poniedziałek z ''Gazetą'':